
Antyszczepionkowcy w internecie wymieniają się informacjami o tym, jak opóźniać postępowania dotyczące obowiązkowych szczepień dzieci i unikać finansowych konsekwencji. Choć przepisy pozwalają nakładać na rodziców kolejne grzywny, a ich łączna wysokość może sięgnąć 50 tys. zł, skuteczność egzekucji pozostaje niewielka.
Antyszczepionkowcy wymieniają się sposobami na unikanie kar
Obowiązkowe szczepienia dzieci są w Polsce objęte określoną procedurą administracyjną. Jeśli dziecko nie zostanie zaszczepione zgodnie z Programem Szczepień Ochronnych, informacja trafia do powiatowego inspektora sanitarnego.
Najpierw rodzice otrzymują wezwanie do wykonania szczepienia i przedstawienia wyjaśnień. Jeśli to nie przynosi efektu, wojewoda może, na wniosek sanepidu, nałożyć grzywnę do 10 tys. zł. Kolejne kary mogą być nakładane ponownie, jednak łącznie nie powinny przekroczyć 50 tys. zł.
W praktyce droga do wyegzekwowania należności jest znacznie bardziej skomplikowana. Jak wynika z materiału "Gazety Wyborczej", w internecie działają grupy, na których rodzice przeciwni szczepieniom przekazują sobie informacje dotyczące postępowań administracyjnych.
Pojawiają się pytania o odwołania, sposoby przedłużania procedur, korespondencję urzędową czy ochronę pieniędzy przed zajęciem. W opisanych przypadkach pojawiały się również rady dotyczące opróżniania rachunków bankowych przed egzekucją.
Grzywna może być wysoka, ale egzekucja trwa latami
Jeżeli rodzic nie zapłaci grzywny, do działania może przystąpić urząd skarbowy. Egzekucja może objąć między innymi konto bankowe, wynagrodzenie czy nadpłatę podatku.
Według opisywanych relacji część rodziców stara się maksymalnie wydłużać całą procedurę. W jednym z przypadków rodzina miała otrzymać 53 upomnienia, ale korespondencja trafiała na adres, pod którym rodzina już nie mieszkała. Ostatecznie o sprawie dowiedziała się dopiero wtedy, gdy pieniądze zostały pobrane z konta.
W internetowych grupach pojawiają się także znacznie bardziej kontrowersyjne pomysły. Jeden z użytkowników miał szukać osoby, która za pieniądze byłaby gotowa poświadczyć wykonanie szczepienia, do którego faktycznie nie doszło. Takie działania mogą mieć jednak konsekwencje wykraczające poza samą grzywnę za brak szczepień.
Rodzice szukają lekarzy, którzy odroczą szczepienie
Innym sposobem stosowanym przez część rodziców jest poszukiwanie medycznego odroczenia szczepień. W internecie wymieniają się oni nazwiskami lekarzy, których określają jako "świadomych" i bardziej otwartych na ich obawy.
Pojawiają się również porady dotyczące wizyty kwalifikacyjnej. Jedną z sugerowanych metod jest nagrywanie rozmowy z lekarzem, aby w przyszłości mieć dokumentację przebiegu badania.
Nie każde zaświadczenie o odroczeniu oznacza jednak, że obowiązek szczepienia został prawidłowo zawieszony. W jednym z opisywanych przypadków kobieta otrzymała 3,4 tys. zł grzywny, mimo że miała dokument wskazujący na dwuletnie odroczenie. Problem polegał na tym, że dokument wystawił lekarz homeopata, podczas gdy wymagane formalności powinny zostać przeprowadzone przez lekarza POZ.
Zobacz także
NIK zwracała uwagę na problemy z wyszczepieniem
Problem z realizacją obowiązkowych szczepień nie sprowadza się wyłącznie do zachowania części rodziców. Najwyższa Izba Kontroli wskazywała również na problemy związane z działaniem systemu i jakością danych.
NIK zwracała uwagę, że w części kontrolowanych miejsc poziom wyszczepienia był zdecydowanie niższy od poziomu uznawanego przez Światową Organizację Zdrowia za potrzebny do skutecznej ochrony populacji. W jednej ze skontrolowanych placówek POZ poziom wyszczepienia wynosił zaledwie 17 proc.
Problemem okazały się także dane dotyczące wykonanych szczepień. Informacje były niepełne, dlatego trudno było dokładnie określić skalę zjawiska.
W związku z tym sanepid rozpoczął kontrolę około 7,3 mln kart szczepień dzieci i młodzieży. Główny Inspektorat Sanitarny informował, że analiza danych nadal trwa.
Około 200 tys. dzieci może nie być zaszczepionych z powodu decyzji rodziców
Szef GIS Paweł Grzesiowski przedstawiał wstępne dane dotyczące skali problemu. Według jego informacji w poszczególnych rocznikach około 5–10 proc. dzieci nie jest szczepionych, przy czym część przypadków ma przyczyny medyczne.
GIS szacuje wstępnie, że w około 4–5 proc. przypadków przyczyną jest brak zgody rodziców. Łącznie może chodzić o około 200 tys. osób w wieku od 0 do 18 lat.
Jednocześnie Grzesiowski wskazywał, że realizacja wszystkich obowiązkowych szczepień wynosi obecnie około 89–95 proc. Zwracał też uwagę, że dane różnią się w zależności od regionu. Niższy poziom wyszczepienia przeciwko odrze, śwince i różyczce odnotowywano między innymi we wschodnich województwach.
Nie wiadomo również dokładnie, ile dzieci ma aktualnie medyczne odroczenie szczepienia.
Co może zmienić system kar za brak szczepień?
Obecny model egzekwowania obowiązku szczepień jest oceniany przez przedstawicieli GIS jako mało skuteczny. Paweł Grzesiowski oceniał jego skuteczność na nie więcej niż 5 proc. i określał procedurę jako archaiczną.
Jednym z pomysłów Ministerstwa Zdrowia i GIS jest zastąpienie obecnego postępowania administracyjnego postępowaniem mandatowym. W takim modelu sanepid mógłby nakładać mandat bezpośrednio po stwierdzeniu braku obowiązkowego szczepienia.
Drugim planowanym rozwiązaniem jest cyfrowa książeczka szczepień. Informacje dotyczące wykonanych i odroczonych szczepień oraz wcześniejszych niepożądanych odczynów poszczepiennych miałyby być dostępne na Internetowym Koncie Pacjenta.
Zmiana oznaczałaby również mniej papierowej dokumentacji i łatwiejszy dostęp lekarzy do informacji o historii szczepień dziecka.
Część samorządów już teraz wykorzystuje inne narzędzia związane z realizacją obowiązku szczepień. Warszawa, Wrocław i Białystok należą do miast, które uzależniają przyjęcie dziecka do żłobka od wykonania obowiązkowych szczepień.
To rozwiązanie jest jednak tylko jednym z elementów szerszej dyskusji o tym, jak państwo powinno egzekwować obowiązek szczepień i jednocześnie zapewniać rodzicom dostęp do rzetelnej informacji medycznej.
Źródło: se.pl, wyborcza.biz




