
Małgorzata Tomaszewska w podcaście "Bliżej" wyznaje, że doświadczyła depresji poporodowej. Zdarzyło się to po pierwszym porodzie, gdy urodziła syna Enzo. Czuła się przytłoczona obowiązkami, osamotniona, dodatkowo nie potrafiła poprosić o pomoc ani odpuścić. Dziś apeluje, byśmy rozmawiali częściej o wypaleniu rodzicielskim i zwraca uwagę, że opieka nad dzieckiem to też praca - dodatkowo bez prawa do urlopu.
Małgorzata Tomaszewska swój pierwszy poród wspomina dobrze, ale połóg - dużo gorzej. Jak wyznała nam w podcaście "Bliżej", narzuciła sobie ogromną presję. Chciała sama zajmować się wszystkim, nie korzystać z niczyjej pomocy i udowodnić światu, że da sobie świetnie radę. Ale nie dała.
– Otarłam o depresję poporodową – wyznała nam prezenterka. – Ona nie była oficjalnie stwierdzona, ale myślę, że w niej byłam. Nie miałam ochoty umyć włosów, nie miałam ochoty wstać z łóżka, nie miałam ochoty się ubrać. Ja tylko siedziałam z dzieckiem, ale to nie był czas jakościowy – to była tylko ilość. Cały czas byłam z tym dzieckiem. Nie potrafiłam zostawić syna nikomu i nie potrafiłam dać tej odpowiedzialności. I jeszcze miałam taką świadomość, że skoro teraz jestem na urlopie i nie pracuję, to moją pracą jest wychowywanie dziecka. W związku z tym moim obowiązkiem jest siedzieć 24 godziny na dobę z dzieckiem, bo inaczej jestem bezużyteczna.
Tomaszewska dodała, że jej syn szczęśliwie nie cierpiał z powodu stanu, w jakim była. Za to ona czuła się strasznie i wciąż miała poczucie winy z powodu swojego samopoczucia.
– Czy mój młody na tym stracił? Nie, chyba straciłam najbardziej ja – mówi prowadząca "Dzień Dobry TVN" w podcaście "Bliżej". – Zatraciłam trochę siebie, ale teraz dało mi to z kolei tę świadomość wspólnego czasu jakościowego, który bardzo doceniam. Nie jest to już takie mechaniczne, jak było przez te dziewięć miesięcy. Teraz już sobie tak planuję fajnie wspólne momenty i z Laurą, i z Enzo.
To, że w pierwszych miesiącach bycia matką zmagała się z depresją poporodową, Małgorzata Tomaszewska zrozumiała w pełni dopiero po pewnym czasie.
– Jak wróciłam do tego momentu – opowiada – to uświadomiłam sobie: matko, przecież ja potrafiłam nie wstawać z łóżka. Potrafiłam w tym łóżku zajmować się dzieckiem i właściwie w piżamie przechodzić cały dzień. To nie było dla mnie normalne, ale dopiero post factum dotarło do mnie, że tak właśnie było, że coś się ze mną działo.
Prezenterka apeluje o mówienie głośno o tzw. rodzicielskim wypaleniu, które oczywiście zdecydowanie częściej tyczy się matek – to one bowiem zazwyczaj zostają w domu z małym dzieckiem, podczas gdy partner pracuje.
Małgorzata Tomaszewska
podcast "Bliżej"
Zobacz całą rozmowę z Małgorzatą Tomaszewską w podcaście "Bliżej":
