Nauczycielka: "Wynagrodzenie płacą mi podatnicy. Prezenty nie są potrzebne"
"Nie łączą nas relacje prywatne"
Ksenia Duńska, nauczycielka w jednej z lubelskich szkół, opublikowała post, w którym klarownie wyraziła swoje zdanie o dodatkowych prezentach od uczniów i ich rodziców dla kadry oświatowej.
Rzeczowo opisała w kilku zdaniach swój przeciwny do nich stosunek, a jej uzasadnienie nie może być bardziej rozsądne:
(...) Ustalmy, że szanujemy się i czasami nawet lubimy, ale nie łączą nas relacje prywatne, więc żadne prezenty nie są potrzebne ani oczekiwane. Za swoją pracę otrzymuję wynagrodzenie, na które zgodziłam się podpisując umowę o pracę. To wynagrodzenie płacą mi wszyscy podatnicy. Tak to działa.
Tymi słowy oddzieliła wyraźnie sferę prywatną od zawodowej i nazwała procesy po imieniu. I chociaż teoretycznie w jej słowach nie ma nic odkrywczego, to mam poczucie, że są jak głęboki oddech w czasach, w których przyszło nam żyć.
W czasach, w których wszystko i prawie wszystkich można w jakiejś formie kupić, przekonać dobrostanem materialnym lub chociaż skutecznie "wodzić za nos" obietnicą materialnych korzyści.
W równoległym świecie jednak wartości głębszych i świadomości do uznania wystarczy dobre słowo, laurka, może symboliczny kwiat? Przede wszystkim jednak szacunek i słowo.
Nie tylko w "Dniu Nauczyciela", ale każdego dnia. Nie tylko od święta, każdego dnia, udowadnianie sobie wzajemnie, że jeden człowiek jest potrzebny drugiemu. Że jego umiejętności i praca, jaką wykonuje, są widziane i doceniane.
Niech ten post będzie obietnicą na kolejne lata, w których uczeń i każdy z nas będzie na nowo uczył się, że słowa i czyny mają większą moc niż materialne korzyści.
Czytaj także: https://mamadu.pl/177244,do-tego-sprowadzacie-zycie-swoich-dzieci-a-potem-one-laduja-na-kozetkach