Tak nauczyciele krzywdzą dzieci. Anglistka ma dość tego, co wyprawia się w szkołach

Martyna Pstrąg-Jaworska
06 lutego 2023, 14:52 • 1 minuta czytania
Też spotkałyście się z podejściem, że zimny chów, wojskowa musztra i poniżające traktowanie to świetne metody wychowawcze? Na tym opiera się według jednej z nauczycielek także polskie szkolnictwo. Przeczytajcie poruszający post o sprzeciwie wobec tego, jak system w Polsce traktuje uczniów.
Szkoła nie musi "przyzwyczajać" dzieci do dorosłości. W ten sposób je krzywdzi. fot. Piotr Mecik/East News
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

Polska szkoła dręczy dzieci

Polski system szkolnictwa kuleje nie tylko na poziomie materiału, który przyswajają uczniowie. Wadliwe i krzywdzące są też wieloletnie przyzwyczajenia i przyzwolenia na to, jak dzieci i młodzież są traktowani. Wchodzą w ten system i dowiadują się, że są gorsi niż dorośli, mniej wiedzą i że muszą się przyzwyczaić do takiego traktowania, bo w dorosłym świecie nikt się z nimi nie będzie "obchodził jak z jajkiem".

Napisała o tym dobitnie na swoim profilu na Facebooku w ostatnim czasie pewna nauczycielka języka angielskiego, Magdalena Sierocka. Kobieta jest nauczycielką w jednej z warszawskich szkół i na swoim profilu często porusza różne kwestie związane ze szkolnictwem, wychowaniem dzieci i ich umiejscowieniem w dziwnym polskim systemie edukacyjnym. Oto początek jej wiadomości:

"BO SIĘ MUSZĄ PRZYZWYCZAJAĆ Ile ja razy słyszałam już to zdanie, nie zliczę. To zdanie wypowiadane przez dorosłych w kontekście dzieci i ich edukacji, autentyczne wypowiedzi zasłyszane lub wyczytane gdzieś w przestrzeniach szkolnych:

W szkole dzieci przygotowują się do dorosłości

Nauczycielka napisała o tym, że jest w niej mnóstwo wewnętrznej niezgody na takie traktowanie uczniów. Bo oprócz tego, że są to osoby, które mają mniej lat niż nauczyciele, to są oni takimi samymi ludźmi, którym należy się szacunek. Zaznaczyła, że dorosłych nikt w zakładzie pracy nie poniża w taki sposób, jaki często jest obecny w szkole. To właściwie problem na stałe wpisany w polską metodykę nauczania w szkołach.

Gdyby ktoś w pracy zechciał egzekwować to, że pracownik jest "pyskaty i ma swoje zdanie" albo że "przyzwyczaja się go do tego, że w życiu nie zawsze będzie miał wygodnie", takie przypadki skończyłyby się w sądzie pracy i zaskarżaniu np. o mobbing. W szkołach, gdzie dorośli często taktują w ten sposób uczniów, nikt nie mówi o przemocy. Raczej zwraca się uwagę na to, by za bardzo nie głaskać dzieci po głowach, bo to nie da im żadnych umiejętności przydatnych w dorosłym życiu.

Zamiast karcić – dmuchaj w skrzydła

Sierocka w dalszej części wpisu dodaje, że to było nagminne w wielu pokoleniach wstecz i że ona sama również tego doświadczyła. I z perspektywy dorosłej już osoby wie, że to w żaden sposób nie pomaga w dorosłym życiu: "Myślę sobie, że ja też je słyszałam w dzieciństwie. Myślę o tym, jak bardzo nieprawdziwe się okazały w moim życiu. Jak długo musiałam się ich oduczać. Myślę o tym, że chciałabym, aby moje własne i szkolne dzieci dorastały wśród innych przekonań:

Tymczasem mądre chwalenie i "dmuchanie w skrzydła" sprawia, że dzieci nabierają przecież mnóstwa umiejętności, które pomogą im w życiu odnieść sukcesy i sprawią, że będą szczęśliwe, spełnione i pewne siebie. Nauczycielka zachęca, by odchodzić od tych szablonów, które od pokoleń są powielane w szkołach. Bo być może dzięki temu unikniemy w przyszłości tylu dorosłych, którym niezbędny jest psycholog z powodu tego, czego doświadczyli w latach szkolnych.

Czytaj także: https://mamadu.pl/169864,nauczycielowi-wolno-wiecej-niz-uczniowi-psychoterapeuta-o-dyskryminacji