
Dzieci matek, które w ciąży chorowały na chorobę autoimmunologiczną, częściej zapadały później na cukrzycę typu 1. Badacze z Karolinska Institutet sprawdzili jednak także ojców i wyszło im coś, co zmienia sposób patrzenia na te wyniki.
Cukrzyca typu 1 to choroba, w której układ odpornościowy niszczy komórki trzustki produkujące insulinę. Najczęściej zaczyna się w dzieciństwie i zostaje na całe życie. Od dawna wiadomo, że częściej pojawia się w rodzinach, w których ktoś już na nią choruje. Nowe badanie opublikowane 26 października 2026 roku w „JAMA Pediatrics” idzie krok dalej i pyta, czy znaczenie mają też inne choroby autoimmunologiczne matki, z którymi przechodzi ona ciążę.
Kto i jak to badał?
Autorami są naukowcy z Karolinska Institutet w Sztokholmie, a pracą kierowała epidemiolożka Krisztina D. László. Pierwszym autorem jest Huan Zhang, związany także z Uniwersytetem Soochow w Chinach. Badanie opublikowane w JAMA Pediatrics to tzw. badanie kohortowe na danych z rejestrów, a nie eksperyment.
Naukowcy wzięli pod uwagę wszystkie dzieci urodzone w Szwecji w latach 2001–2014, łącznie 1 455 645 osób. Śledzili ich losy w krajowych rejestrach medycznych do momentu rozpoznania cukrzycy typu 1, śmierci, emigracji albo do końca 2023 roku. Mediana obserwacji wyniosła 15,3 roku. W tym czasie cukrzycę typu 1 rozpoznano u 10 273 dzieci, czyli u 0,71 proc. całej grupy. Podobną metodę, opartą na szwedzkich rejestrach, wykorzystano niedawno w badaniu o infekcjach w ciąży i autyzmie.
Badacze sprawdzali, czy matka miała rozpoznaną chorobę autoimmunologiczną przed ciążą lub w jej trakcie. To szeroka grupa schorzeń, w których organizm atakuje własne tkanki. Należą do niej na przykład autoimmunologiczne choroby tarczycy, celiakia czy reumatoidalne zapalenie stawów. Te same dane zebrano dla ojców, z tą różnicą, że liczyła się diagnoza postawiona przed narodzinami dziecka.
Co wyszło?
U dzieci matek, które w czasie ciąży miały chorobę autoimmunologiczną, ryzyko cukrzycy typu 1 było o 57 proc. wyższe niż u pozostałych dzieci. Po uwzględnieniu innych czynników współczynnik ryzyka wyniósł 1,57 (95-proc. przedział ufności 1,46–1,68).
Najciekawsze jest jednak porównanie z ojcami. Dzieci ojców z chorobą autoimmunologiczną miały ryzyko wyższe o 51 proc. (współczynnik 1,51; przedział 1,37–1,67). Różnica między matkami a ojcami okazała się statystycznie nieistotna. Autorzy zaznaczają, że przy niektórych konkretnych chorobach związek z matką i z ojcem wyglądał inaczej, ale w streszczeniu nie podają szczegółowych liczb dla poszczególnych schorzeń.
Osobno przeanalizowano sytuację, w której to sam rodzic choruje na cukrzycę typu 1. Ryzyko było najwyższe, gdy chorowali oboje rodzice. Na drugim miejscu znalazła się sytuacja, gdy chorował tylko ojciec, a dopiero na trzecim, gdy tylko matka.
Geny, wspólny dom czy ciąża?
Gdyby wyższe ryzyko brało się wyłącznie z tego, co dzieje się w organizmie kobiety w ciąży, można by oczekiwać, że choroby matki będą miały wyraźnie większe znaczenie niż choroby ojca. Tak się nie stało. To sugeruje, że duża część związku wynika z czegoś, co dzieli cała rodzina: z genów i ze wspólnego otoczenia.
Żeby to sprawdzić, naukowcy porównali też dzieci z ich kuzynami, którzy mają część genów i warunków rodzinnych wspólną. Po takim porównaniu związek z chorobą autoimmunologiczną matki osłabł, ale nie zniknął: ryzyko było wyższe o 27 proc. (współczynnik 1,27; przedział 1,08–1,50). Autorzy wnioskują, że za przekazywanie ryzyka z pokolenia na pokolenie odpowiada przede wszystkim wspólna rodzinna podatność, a przy niektórych chorobach mogą dodatkowo działać mechanizmy związane z życiem płodowym.
W komentarzu redakcyjnym do badania Mikael Knip z Uniwersytetu Helsińskiego przypomina, że cukrzyca typu 1 powstaje z połączenia podatności genetycznej, głównie genów z układu HLA, z czynnikami środowiskowymi. Rodzice i dzieci mają wspólne geny i zwykle wspólny dom, co bardzo utrudnia rozdzielenie jednego od drugiego.
Jakie są ograniczenia badania?
To badanie obserwacyjne, więc pokazuje związek, a nie dowodzi, że choroba matki powoduje cukrzycę u dziecka. Dane pochodzą z rejestrów, więc obejmują tylko choroby, które zostały rozpoznane i wpisane do systemu. Łagodniejsze, niezdiagnozowane przypadki mogły umknąć. Badanie dotyczy jednego kraju, z jego populacją i systemem ochrony zdrowia, więc wyniki nie muszą przekładać się wprost na Polskę. Pełne dane dla poszczególnych chorób są dostępne tylko w płatnej wersji artykułu. Trzeba też pamiętać, że 57 proc. to wzrost względny. W całej grupie zachorowało 0,71 proc. dzieci, więc ogromna większość dzieci mam z chorobą autoimmunologiczną cukrzycy typu 1 nie miała.
Co z tego wynika dla rodziców?
Przede wszystkim to, że nie ma tu powodu do szukania winy. Kobieta nie wybiera choroby autoimmunologicznej, a badanie pokazuje, że podobny związek widać po stronie ojców. To rodzinna podatność, a nie skutek tego, co mama zrobiła lub czego nie zrobiła w ciąży. Wiele matek i tak nosi w sobie poczucie winy niezależnie od starań, więc takie wyniki łatwo odczytać źle.
Jeśli chorujesz na chorobę autoimmunologiczną i jesteś w ciąży albo ją planujesz, powiedz o tym lekarzowi prowadzącemu, najlepiej już podczas pierwszej wizyty w ciąży.
Skandynawskie rejestry medyczne są dziś jednym z najważniejszych źródeł wiedzy o zdrowiu matek i dzieci, bo obejmują niemal całe populacje. Z norweskich danych pochodziło też niedawne badanie o COVID-19 w ciąży, które nie wykazało większego ryzyka zaburzeń rozwoju u dzieci.
Najbardziej praktyczna wiedza dotyczy objawów. Brytyjska NHS wymienia cztery główne: częstsze oddawanie moczu, zwłaszcza w nocy, wzmożone pragnienie, duże zmęczenie i chudnięcie bez powodu. U małych dzieci to także cięższe pieluchy albo nocne moczenie się u dziecka, które już tego nie robiło. Gdy dochodzą wymioty, ból brzucha, senność, splątanie albo szybki, głęboki oddech, dzwoń na 112, bo może to być zagrażająca życiu kwasica ketonowa.
Badanie ze Szwecji nie zmienia zaleceń dla kobiet w ciąży. Pomaga za to lepiej zrozumieć, skąd bierze się rodzinne ryzyko cukrzycy typu 1, i przypomina, że w tej układance ojcowie ważą prawie tyle samo co matki. Gdy dziecko już zachoruje, rodzinę czeka codzienna kontrola cukru, a dostęp do insuliny, sensorów i pomp zależy od systemu refundacji, który rząd właśnie zamierza przebudować.