
Rodzice potrafią dziś na Messengerze ustalić niemal wszystko: od tego, co było zadane, przez zawartość dziecięcych zeszytów, aż po to, czy nauczyciel ma prawo zrobić kartkówkę. Chcemy wychować samodzielnych uczniów, ale sami nie dajemy im nawet szansy, by zapomnieli, pomylili się i nauczyli się brać odpowiedzialność za własną naukę.
"Czy ktoś wie, czy na jutro były farby czy plastelina?", "Podeśle ktoś zdjęcie zeszytu od polskiego z ostatniej lekcji?" i "Czy dzieci muszą umieć to na jutro?". Rodzicielskie grupy na Messengerze miały ułatwiać życie i kontakt w ważnych sprawach organizacyjnych. Tymczasem stały się centrum dowodzenia, bez którego niektórzy uczniowie nie byliby w stanie nawet spakować plecaka.
Oczywiście, dobrze, że rodzice się interesują życiem szkolnym swoich dzieci, współpracują z innymi rodzicami z klasy i chcą wiedzieć, co dzieje się w szkole. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast wspierać dzieci w nauce samodzielności, przejmują za nie obowiązki, a przy okazji próbują jeszcze zarządzać pracą nauczycieli.
1. "Czy ktoś wie, co było zadane?"
To chyba klasyk wszystkich klasowych grup. Dziecko wraca do domu, rzuca plecak w kąt, a rodzic natychmiast sprawdza na Messengerze, co trzeba zrobić na jutro. Zamiast zapytać ucznia, czy pamięta o zadaniu, czy zapisał pracę domową w zeszycie, mama czy tata szuka odpowiedzi u innych dorosłych.
Pomoc w wyjątkowej sytuacji, np. choroby dziecka, jest czymś normalnym, ale jeśli takie pytanie pojawia się codziennie, warto się zastanowić, kto właściwie chodzi do szkoły. Zapamiętywanie poleceń, zapisywanie pracy domowej i pilnowanie własnych obowiązków to przecież część nauki samodzielności i odpowiedzialności.
2. "Podeśle ktoś zdjęcie ostatniej lekcji z matematyki? Moje nie zdążyło przepisać"
Nieobecność, gorszy dzień czy zwykłe roztargnienie mogą się zdarzyć każdemu. Ale gdy rodzic regularnie organizuje dziecku notatki z całego dnia, zanim to zdąży spróbować zdobyć je samodzielnie to cos jest nie tak. Dorośli wyręczają uczniów, jakby ci nadal byli przedszkolakami. A przecież szkoła to także miejsce, w którym dziecko powinno uczyć się radzić sobie z konsekwencjami własnych pomyłek i niedopatrzeń.
3. "Co dzieci muszą umieć na jutro?"
W tej kategorii rodzice potrafią przeprowadzić długą dyskusję o tym, ile materiału nauczyciel może zadać, czy kartkówka jest sprawiedliwa i czy zapowiedziana praca nie powinna zostać przełożona. Oczywiście, warto reagować, gdy wymagania są niejasne albo obciążenie nadmierne.
Ale nie każda trudność w nauce oznacza, że trzeba natychmiast interweniować u nauczyciela i wtrącać się w jego kompetencje. Czasem trzeba po prostu usiąść z dzieckiem, pomóc mu zaplanować naukę i zaakceptować, że nie wszystko przychodzi łatwo. Nie da się wychować samodzielnego ucznia, jeśli za każdym razem próbujemy usunąć z jego drogi najmniejszą przeszkodę.
4. "Nauczyciel nie powinien tak robić"
Rodzicielskie grupy bywają też miejscem, w którym w kilka minut powstaje nieformalna rada ekspertów od edukacji. Rodzice dyskutują o metodach nauczania, ocenianiu, programie, sprawdzianach i sposobach prowadzenia lekcji, niekiedy na podstawie jednej relacji dziecka. Zaangażowanie rodziców jest potrzebne.
Jednak czym innym jest rzeczowe wyjaśnienie wątpliwości, a czym innym przekonanie, że wiemy lepiej, jak prowadzić lekcję, bo znamy własne dziecko. Warto pamiętać, że rodzic rzadko jest ekspertem od edukacji (o ile nie jest pedagogiem), a nauczyciel powinien mieć szacunek i zrozumienie.
Zobacz także
5. "Moje dziecko nie może dostać za to jedynki"
Jedni rodzice uważają, że nauczyciel powinien przymknąć oko, inni domagają się indywidualnego podejścia, a jeszcze inni szukają sposobu, by nieprzygotowanie nie miało żadnych konsekwencji.
Tymczasem zapominanie, nieplanowanie i niedopilnowanie własnych spraw to sytuacje, z których dziecko też powinno wyciągać wnioski. Nie chodzi o to, by zostawiać ucznia samego z każdym problemem albo cieszyć się z jego porażek. Chodzi o to, by nie odbierać mu szansy na nauczenie się odpowiedzialności.
Rodzic nie musi być szkolnym menedżerem
Jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu rodzice nie wiedzieli o każdej kartkówce, zmianie sali, zapomnianym podręczniku czy kłótni na przerwie. Nie oznacza to, że dawniej wszystko działało lepiej, a dzieci zawsze były bardziej samodzielne. Dziś mamy jednak narzędzia, dzięki którym możemy być na bieżąco niemal z każdym szczegółem szkolnego życia.
Dzienniki elektroniczne i grupy klasowe są przydatne, ale łatwo zamienić je w system ciągłego kontrolowania dziecka, co się może dla niego (i nas) skończyć naprawdę słabo. Odpowiedzialności nie da się włączyć jednym przyciskiem. Trzeba pozwolić dzieciom ćwiczyć ją na co dzień, również wtedy, gdy oznacza to drobne błędy i niewygodne konsekwencje.




