przestraszone dziecko
Jedni ewakuowali uczniów, inni kazali rodzicom ich odbierać. MEN chce wprowadzić jedne zasady dla wszystkich szkół. fot. Pixabay.com

Wydarzenia z 17 września pokazały, że szkoły w podobnej sytuacji mogą podejmować zupełnie różne decyzje. W części placówek uczniowie zostali skierowani w bezpieczne miejsca, ale zdarzały się też przypadki kontynuowania lekcji, wzywania rodziców po dzieci czy wyprowadzania uczniów poza teren szkoły. MEN i MSWiA pracują więc nad jednolitymi wytycznymi, które mają pomóc szkołom szybko i właściwie reagować na zagrożenie.

REKLAMA

Alarm z 17 września pokazał różnice między szkołami

17 września na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu pojawił się alert dotyczący zagrożenia z powietrza. W większości szkół sytuacja została opanowana prawidłowo – nauczyciele przerwali zajęcia i zadbali o to, by uczniowie znaleźli się w odpowiednio zabezpieczonych miejscach.

Nie wszędzie jednak reakcja wyglądała tak samo. W niektórych placówkach lekcje były kontynuowane mimo alarmu, w innych rodzice mieli odebrać dzieci, a zdarzało się również wyprowadzanie uczniów poza teren szkoły.

Jak wynika z przedstawionych informacji, jedną z przyczyn takich rozbieżności może być nieznajomość właściwych procedur.

MEN i MSWiA pracują nad jednym zestawem zasad

Ministerstwo Edukacji oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji chcą, aby szkoły w całym kraju miały jasne i jednolite wskazówki dotyczące postępowania w sytuacji zagrożenia.

"Żeby nie było żadnych wątpliwości w tym zakresie" – mówi szef MSWiA, Marcin Kierwiński.

Resorty przygotowały już dokument, który jest obecnie opiniowany. Ostateczna wersja wytycznych ma być gotowa w ciągu kilku tygodni.

Celem zmian jest przede wszystkim ujednolicenie działań szkół i ograniczenie sytuacji, w których podobny alarm prowadzi do zupełnie różnych decyzji w poszczególnych placówkach.

Co nauczyciel powinien zrobić podczas zagrożenia?

O konieczności szybkiej i zdecydowanej reakcji mówił doktor Tomasz Oskierko z Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Chełmie.

"Osoba, która będzie prowadziła zajęcia, wykładowca, musi natychmiast je przerwać, przekazać studentom krótkie, jednoznaczne polecenia oraz kierować grupę do najbliższego miejsca, które pozwoli na największą osłonę przed ewentualnym upadkiem drona" – mówi doktor Tomasz Oskierko z Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Chełmie.

To właśnie szybkie przekazanie jasnych poleceń i skierowanie grupy w miejsce zapewniające możliwie największą osłonę ma mieć znaczenie w przypadku zagrożenia z powietrza.

Szkoły już teraz powinny mieć procedury

Jak podkreśla rzeczniczka MEN Ewelina Gorczyca, nowe wytyczne nie oznaczają, że szkoły obecnie pozostają bez żadnych zasad.

"Każda szkoła musi mieć procedury ewakuacji, niezależnie od rodzaju zagrożenia. To może być zagrożenie powodzią, pożarem, czy takie, o jakim mówiliśmy 17 września, czyli zagrożenie atakiem z powietrza. Te procedury w szkołach są na pewno aktualizowane, jesteśmy w stałym kontakcie z kuratoriami" – wyjaśniła Gorczyca.

Placówki powinny więc posiadać własne procedury dotyczące różnych rodzajów zagrożeń. Mają one obejmować między innymi sytuacje związane z pożarem, powodzią czy zagrożeniem z powietrza.

Szkoły na początku roku szkolnego organizują także próbne ewakuacje związane z ochroną przeciwpożarową. Uczniowie mogą ponadto uczestniczyć w programie "Edukacja z wojskiem", w ramach którego zdobywają praktyczną wiedzę dotyczącą reagowania w sytuacjach kryzysowych.

Dodatkowe działania prowadzone są także w rejonach przygranicznych. Straż pożarna organizuje tam otwarte treningi, podczas których można nauczyć się rozpoznawania alertów dotyczących zagrożeń z powietrza.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl