Na zdjęciu znaczek do ewakuacji.
Dzieci biorące udział w ewakuacji nie zawsze zdają sobie sprawę po co one są tak naprawdę organizowane. unsplash.com

Dla wielu dzieci próbna ewakuacja to tylko chwilowa przerwa od lekcji i okazja do zabawy. Problem w tym, że w sytuacji realnego zagrożenia taki brak reakcji może mieć poważne konsekwencje. Eksperci zwracają uwagę na jedną bardzo ważną rzecz – dzieci nie wiedzą, jak się zachować w sytuacji zagrożenia, bo po prostu nikt ich tego dobrze nie nauczył.

REKLAMA

"Ostatnio w szkole mieliśmy zebranie dotyczące zachowania dzieci podczas próbnej ewakuacji" – czytam na jednym z forów dla rodziców. "Nauczycielka skarżyła się, że dzieci traktują to jak wycieczkę albo dodatkową przerwę. Śmieją się, rozmawiają, nie słuchają poleceń. Kompletnie nie mają świadomości, po co to robimy".

Jeden wielki chaos i bałagan

Podobne historie powtarzają się coraz częściej. Ja sama w szkole u swojego syna miałam podobną sytuację. Wychowawczyni opowiadała, że podczas alarmu dzieci zaczęły się ścigać na korytarzu, inne robiły sobie żarty, a część w ogóle nie reagowała na polecenia nauczycieli. Z relacji wychowawczyni wynikało, że powstał jeden wielki chaos, brak skupienia i zupełny brak poczucia, że sytuacja (nawet jeśli to próba) ma jakiekolwiek znaczenie.

To powinien być dla nas bardzo ważny sygnał. Jeśli podczas ćwiczeń dzieci nie potrafią zachować powagi, to co stanie się w realnej sytuacji zagrożenia?

Aktualne wydarzenia jak alarmy bombowe w szkołach i przedszkolach pokazują, że tego typu zagrożenia mają realnie miejsce. Warto wcześniej wiedzieć, jak się w takiej sytuacji zachować.

Nie ćwiczymy tego z dziećmi, to skąd mają to wiedzieć?

Postanowiłam zapytać ekspertów, skąd bierze się taki brak reakcji i czy rzeczywiście mamy powody do niepokoju? Czy w sytuacji realnego zagrożenia nasze dzieci będą wiedzieć jak mają się zachować?

Jak zauważa Zbigniew Dzideczek, negocjator i autor książki "Negocjator w domu. Dzieci to nie terroryści", problem nie leży w tym, że dzieci nie zdaja sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Chodzi raczej o coś zupełnie innego – brak przećwiczonej reakcji.

U dzieci nie zapala się czerwona lampka, jak u dorosłych

Z jego obserwacji wynika, że dzieci nie działają automatycznie w sytuacjach stresowych. Nawet jeśli wiedzą, że powinny się zachować w określony sposób, często nie potrafią tego zrobić, bo nikt wcześniej nie pokazał im, jak to wygląda w praktyce. Wiedza teoretyczna nie wystarcza, kiedy pojawia się napięcie i emocje.

Dobrym przykładem jest historia kilkuletniego chłopca (bohatera książki naszego eksperta), który zaczepiony przez obcego mężczyznę wiedział, że nie powinien z nim rozmawiać. Mimo to nie potrafił stanowczo odmówić i odejść, zabrakło mu pewności siebie. Teoretycznie wiedział co się robi w takiej sytuacji, po prostu nie miał wyćwiczonej reakcji w sytuacji stresu.

Paradoks dzisiejszych czasów

To pokazuje coś jeszcze. Dzieci dziś świetnie radzą sobie w świecie cyfrowym – wiedzą, jak blokować nieznajomych, nie udostępniać danych, zgłaszać niepokojące sytuacje. Dlaczego? Bo o tym się z nimi rozmawia i to się z nimi ćwiczy. Zagrożenia w świecie realnym, takie jak wypadki, agresja, sytuacje kryzysowe, wymagają reakcji, które nie są intuicyjne i trzeba je najpierw przećwiczyć. Dzieci same nie będą tego wiedzieć.

Tymczasem – jak podkreśla ekspert – reakcje na zagrożenia fizyczne, takie jak pożar czy właśnie ewakuacja trzeba ciągle powtarzać, oswajać i ćwiczyć, najlepiej w różnych scenariuszach.

Dzieci w realnych sytuacjach "zamierają"

Podobne wnioski płyną z obserwacji Karoliny Praszek-Gołębiewskiej, prawniczki zajmującej się bezpieczeństwem. Zwraca ona uwagę, że obecnie dzieci funkcjonują dziś w wielu równoległych światach zagrożeń – od fizycznych, przez cyfrowe, po społeczne.

Z jednej strony – jak wspomniał już wcześniej Dzideczek, wiedzą, jak zachować się w internecie. Z drugiej, w realnych sytuacjach często "zamierają", kompletnie nie wiedzą jak się zachować. Prawniczka podała przykład córki znajomej. Dziewczynka, która była świadkiem bójki w szkole i nie wiedziała, czy powinna zareagować, czy odejść, czy kogoś powiadomić. Zamroził ją strach i brak schematu działania.

Dzieci tylko teoretycznie wiedzą czym jest wojna i zagrożenie

Ekspertka zwraca też uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt. Dzieci żyją dziś w świecie, w którym słyszą o wojnach, zagrożeniach, zamachach terrorystycznych. Rozmawiają z rówieśnikami, którzy mają doświadczenia z krajów ogarniętych konfliktem np. z Ukrainy. Mimo to rzadko ktoś zadaje im proste pytanie – co ty byś zrobił, gdyby w twojej szkole naprawdę rozległ się alarm?

Być może dlatego próbne ewakuacje są dla nich tylko "atrakcyjnym wydarzeniem", a nie sytuacją, która wymaga skupienia. Problem więc nie leży w dzieciach, ale w tym, jak my je przygotowujemy.

Bo choć szkoły mają procedury, regulaminy i wyznaczone drogi ewakuacyjne, to bez praktyki pozostają one jedynie teorią. A teoria – jak pokazuje życie – nie działa w sytuacji stresu – wyjaśnia prawniczka.

Kiedyś istniały zajęcia z Przysposobienia Obronnego, które uczyły reagowania na różne wewnętrzne i zewnętrzne zagrożenia, dziś tego nie ma – dodaje Praszek-Gołebięwska.

Jak się okazuje, eksperci w tej kwestii są zgodni. Bezpieczeństwo dzieci nie powinno kończyć się na jednorazowych ćwiczeniach czy zapisach w dokumentach. Potrzebne są rozmowy, powtarzalność i wspólne przechodzenie przez różne scenariusze. Nie wystarczy tylko teoria i Poradnik bezpieczeństwa.

Dzieci uczą się głównie przez doświadczenie

Jeśli damy im konkretne wskazówki, pokażemy krok po kroku, co robić i pozwolimy to przećwiczyć, jest duża szansa, że w sytuacji zagrożenia zareagują skuteczniej.

W sytuacjach kryzysowych nie działa to, co "wiemy", tylko to, co mamy przećwiczone.