unc
Dla nastolatka rzeczy, które rodzicom wydają się całkiem współczesne, mogą być już elementem zamierzchłej popkultury. pexel.com

Millenialsi jeszcze niedawno żartowali z boomerów, a dziś sami doczekali się własnego określenia. Pokolenie alfa coraz częściej mówi o starszych "unc". I nie, wcale nie trzeba być jakoś bardzo starym, żeby zasłużyć na ten tytuł.

REKLAMA

Jeśli masz trzydzieści kilka lat, pamiętasz czasy bez TikToka, wiesz, czym było Gadu-Gadu, a piosenka "I Gotta Feeling" Black Eyed Peas nie kojarzy ci się z zamierzchłą historią muzyki, mamy dla ciebie wiadomość. W oczach najmłodszego pokolenia możesz być już... "uncem". I wcale nie trzeba mieć siwych włosów ani narzekać na dzisiejszą młodzież.

Każde pokolenie ma własny język, który dla poprzedniego brzmi czasem jak szyfr. Było "OK, boomer", a teraz coraz częściej można natknąć się na słowo "unc". Tylko co to właściwie oznacza?

Masz 30 lat? Możesz być już "uncem"

Unc (wymawiane: "ank") to skrócona wersja angielskiego słowa "uncle", czyli wujek. W młodzieżowym slangu nie musi jednak oznaczać członka rodziny. Tym określeniem młodzi nazywają kogoś starszego od siebie albo zachowującego się tak, jakby nie do końca nadążał już za ich światem.

I tutaj zaczyna robić się boleśnie, bo "starszy" w rozumieniu pokolenia alfa wcale nie oznacza 50 czy 60 lat. "The Guardian", który przyjrzał się popularności tego określenia, przywołuje przykład nauczyciela, który zapytał nastolatków, od jakiego wieku można już zasłużyć na status "unca". Jedna z odpowiedzi brzmiała 20 lat.

Nie ma oczywiście żadnej oficjalnej granicy. Często pojawiają się jednak okolice trzydziestki. Gdy Timothée Chalamet skończył w grudniu 2025 roku 30 lat, sam zażartował w mediach społecznościowych, że jest już "oficjalnie uncem".

O nowym określeniu pisał również na łamach "Polityki" Bartek Chaciński. Jak zauważa, pokolenie alfa zaczęło używać "unc" wobec osób, które poprzednie generacje mogłyby nazwać "wapniakami" czy "boomerami". Niekoniecznie chodzi więc o metrykę. Czasem wystarczy nie rozumieć języka młodszych albo nie wiedzieć, czym aktualnie żyje TikTok.

Oglądasz "Przyjaciół"? Mamy złą wiadomość

Co może zdradzić "unc vibes", czyli energię unca? "The Guardian" wymienia przykłady z przymrużeniem oka. Oglądanie "Przyjaciół", znajomość hitu Black Eyed Peas "I Gotta Feeling" czy kompletne niezrozumienie, dlaczego młodzi powtarzają "six-seven".

Czyli, krótko mówiąc, całkiem zwyczajne życie wielu dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków. Dla nastolatka rzeczy, które rodzicom wydają się całkiem współczesne, mogą być już elementem zamierzchłej popkultury. Podobnie jak dla dzisiejszych millenialsów kiedyś "stare" wydawały się piosenki, filmy czy powiedzonka ich rodziców.

"Unc" nie musi być obelgą

Jeżeli właśnie zamierzasz obrazić się na własne dziecko, które nazwie cię "uncem", warto jeszcze poznać drugą stronę tego określenia.

"The Guardian" zwraca uwagę, że "unc" różni się od słynnego "OK, boomer". Anna Pyshna z platformy językowej Preply tłumaczy, że używanie określeń związanych z pokrewieństwem może łagodzić przekaz. Nazywanie kogoś "unc" jest więc bardziej żartobliwe niż konfrontacyjne. Może wyrażać poufałość, szacunek albo zwyczajne, delikatne przekomarzanie się – zamiast lekceważenia.

Dużo zależy więc od kontekstu i tonu. Czasem "unc" będzie oznaczał mniej więcej coś takiego, że "jesteś już stary i nie nadążasz", ale równie dobrze może być czułym żartem skierowanym do kogoś nieco starszego.

Samo słowo też nie narodziło się na TikToku. "Unc" od dawna funkcjonuje w African American Vernacular English (AAVE), a określenia będące odpowiednikami "wujka" czy "cioci" w wielu kulturach są używane wobec starszych osób także jako forma szacunku. Dopiero z czasem termin został przejęty i spopularyzowany przez młodsze pokolenia w mediach społecznościowych.

Millenialsi właśnie zostali "tymi starszymi"

Millenialsi, którzy jeszcze niedawno sami żartowali z boomerów, właśnie odkrywają, że dla kolejnego pokolenia to oni stali się tymi "starszymi". Pamiętamy przecież świat bez smartfonów, nagrywaliśmy piosenki na kasety, później rozmawialiśmy na Gadu-Gadu, a pierwsze telefony służyły nam głównie do wysyłania SMS-ów. Dla naszych dzieci część tych wspomnień brzmi prawdopodobnie tak, jak dla nas opowieści rodziców o telefonach na żetony.

Jedno jest pewne – zmiana pokoleniowa wydarza się szybciej, niż nam się wydaje. Pewnego dnia orientujesz się po prostu, że nie rozumiesz żartu, który rozśmiesza twoje dziecko.

Źródła: "The Guardian", "Polityka"