
"Pakuj walizki i idź do domu dziecka" – takie słowa pewna mama wygłosiła w programie, chwaląc się, że swoje dzieci wychowuje według surowych zasad. Serio? Jestem przerażona, jak takie komunikaty wpłyną na psychikę dziecka i jego poczucie bezpieczeństwa. Mogą na lata zniszczyć zaufanie i relację między dzieckiem a rodzicem. A potem rodzice będą narzekać: "dorosłe dzieci nie chcą mieć ze nami kontaktu". No, ciekawe dlaczego...
"Pakuj walizki i idź do domu dziecka"
Dzisiejsze wychowanie dzieci diametralnie różni się od tego, jakie stosowano jeszcze 15 lat temu, nie mówiąc już o czasach lat 80. i 90. Dziś na szczęście mamy już prawo, które jasno mówi, że przemoc fizyczna wobec dzieci jest karalna. Niestety w przypadku przemocy emocjonalnej i psychicznej jest o tyle trudniej, że nie zawsze da się z niej rozliczyć rodziców i opiekunów.
Jej skutki mogą być jednak bardzo poważne. Często dopiero po latach dorosłe dzieci decydują, że nie chcą utrzymywać z rodzicami bliskiego kontaktu, nie zależy im na budowaniu relacji, nie mają do nich szacunku ani zaufania i nie dzielą się z nimi swoimi troskami czy refleksjami.
Ostatnio na Facebooku trafiłam na fragment telewizyjnego programu publicystycznego, w którym przy stole rozmawiają kobiety. Jedna z nich, w dużych emocjach, mówi:
"Ja powiedziałam moim dzieciom: jeśli im się nie podoba, proszę pakować walizki i do widzenia. Mówię: jest dom dziecka, możecie się wyprowadzić".
W jej tonie jest tyle agresji, że nawet ja, jako dorosła osoba, poczułam ciarki na ciele i pewnego rodzaju niesmak. Te słowa są tak okropne i dobitne, że dziś, z perspektywy matki, myślę sobie o tym, jak bardzo są one szkodliwe dla obu stron – i dzieci, i rodzica.
Pani, która je wypowiedziała, być może sama mogła być dzieckiem, które nie zaznało bliskości, czułości i miłości ze strony rodziców. Osoba, która tego doświadcza, doskonale wie, jak cenne są te wartości dla rozwoju, poczucia własnej wartości, a nawet późniejszych relacji, także z samymi rodzicami. Jednak jej deficyt nie może usprawiedliwiać tego, że w taki sposób chce traktować własne dzieci.
Zobacz także
To krzywda, która niszczy też relację
Nie jestem psychologiem, ale z doświadczeń, które miałam jako dziecko, które mam jako mama i o których słyszę od moich znajomych, wiem, że takim traktowaniem ta kobieta robi ogromną krzywdę nie tylko emocjom i psychice swoich dzieci. Popełnia też ogromny błąd, który może odbić się na dalszej relacji z dziećmi.
Mówi o tym w dobitny sposób influencer Kamil Nowak, który prowadzi profil BlogOjciec w mediach społecznościowych. Mężczyzna nagrał dalszą, hipotetyczną wypowiedź tej matki po upływie 20 lat.
Kobieta mówi w niej ze zdziwieniem, że nie rozumie, dlaczego jej dorosłe dzieci nie chcą utrzymywać z nią kontaktu. Twierdzi, że zrobiła wszystko najlepiej, jak potrafiła, więc to pewnie dzieci trafiły jej się jakieś niewdzięczne i gorsze.
To jest jedna z perspektyw, która może być efektem takiej sytuacji. Bo oprócz tego dziecko, które słyszy od rodzica pretensje i ton pełen agresji, gdy ten mówi mu, że może się spakować i iść do domu dziecka, zwykle traci do rodzica zaufanie.
Takie słowa sprawiają, że nie tylko czuje się niewystarczające i niekochane. Rzutują również na całą dalszą relację dziecko-rodzic. Kiedy słyszy od kogoś, przy kim powinno czuć się najpewniej i najbezpieczniej na świecie, że jeśli nie odpowiadają mu zasady panujące w domu, może się wyprowadzić, i to do domu dziecka, traci poczucie bezpieczeństwa przy tej osobie.
To sprawia, że przestaje jej ufać, rozmawiać z nią i zwierzać się jej ze swoich problemów. Nie czuje, że może liczyć na jej zrozumienie i wsparcie. Z osoby najbliższej rodzic staje się kimś zupełnie obcym, na kim dziecku nie zależy już tak bardzo. To prowadzi do tego, o czym mówi Blog Ojciec: kiedy dziecko dorasta i staje się niezależnym człowiekiem, nie dba już o relację z rodzicem.
Nie chciałabym, żeby dziecko nie czuło się przy mnie bezpieczne
Wiecie co? Jako matka jestem przerażona, że rodzic może powiedzieć do dziecka takie słowa. Szokuje mnie to, bo wiem, jakie mogą nieść konsekwencje. Nie chciałabym nigdy, żeby moje dzieci straciły do mnie zaufanie. Żeby miały poczucie, że nie mogą do mnie przyjść i o czymś porozmawiać, że nie mogą przy mnie czuć się bezpiecznie i swobodnie i że muszą ukrywać swoje uczucia, bo inaczej każę im się wyprowadzić.
Nie rozumiem, jak można tak skrzywdzić swoje dziecko i jednocześnie samego siebie. Bo takie słowa mają ogromny wpływ również na to, jak relacja będzie wyglądała w przyszłości, kiedy dzieci będą już całkiem dorosłe.
Dziecko może zapomnieć wiele słów wypowiedzianych w złości, ale trudno zapomnieć poczucie, że w domu, w którym powinno czuć się bezpiecznie, jego obecność była kiedyś przedstawiana jako coś, z czego rodzic może zrezygnować. Dlatego warto pamiętać, że wychowanie nie polega tylko na stawianiu granic. Równie ważne jest to, by dziecko przez cały czas wiedziało, że nawet gdy zrobi coś źle, nadal ma swoje bezpieczne miejsce u rodzica.




