chłopak na elektrycznym motorze
To rodzice są odpowiedzialni za to, jak jeździ nieletni na elektrycznym pojeździe. pexel.com

Elektryczne hulajnogi i motocykle coraz częściej trafiają w ręce nastolatków, a wraz z nimi rośnie liczba niebezpiecznych sytuacji na chodnikach i drogach dla rowerów. Policja alarmuje, że problemem nie są wyłącznie młodzi kierowcy, ale także rodzice, którzy pozwalają dzieciom łamać przepisy. Ostatnia interwencja wobec nieletniego na elektrycznym motocyklu pokazuje, jakie konsekwencje mogą ponieść zarówno nastolatek, jak i jego opiekun.

REKLAMA

Elektryczne pojazdy prowadzone przez nastolatków zalewają ulice

Od kilku lat, a szczególnie w ostatnich dwóch-trzech latach, problem z hulajnogami elektrycznymi i innymi pojazdami tego typu na polskich drogach oraz chodnikach staje się coraz bardziej widoczny. Piesi zwracają uwagę, że wielu użytkowników porusza się nimi bez poszanowania przepisów ruchu drogowego i podstawowych zasad bezpieczeństwa.

Od 3 czerwca 2026 roku obowiązują przepisy, zgodnie z którymi dzieci i młodzież poruszające się takimi pojazdami muszą mieć na głowie kask ochronny. Policja apeluje również do rodziców, by nie pozwalali na jazdę hulajnogą elektryczną dzieciom poniżej 13. roku życia, jeśli nie posiadają one karty rowerowej.

Okazuje się jednak, że problem nie dotyczy wyłącznie hulajnóg elektrycznych. Choć to z ich udziałem w ostatnich latach dochodziło do największej liczby wypadków z udziałem dzieci i młodzieży, coraz więcej kontrowersji budzą również elektryczne motocykle.

Coraz częściej okazuje się, że równie nieodpowiedzialnie zachowują się użytkownicy elektrycznych motocykli – nastolatkowie, ale także ich rodzice, którzy pozwalają dzieciom korzystać z takiego sprzętu w miejscach, gdzie nie powinien się on znaleźć.

Na facebookowym profilu "Konfitura" pojawił się wpis opisujący niebezpieczną sytuację z udziałem nastolatka poruszającego się elektrycznym motocyklem. Potocznie określa go mianem "surroniarza", co jest określeniem użytkownika elektrycznego motocykla terenowego marki Sur-Ron.

"W miniony weekend kolejni rodzice przekonali się w bolesny sposób, że kupowanie swojemu dziecku elektrycznego motocykla po to, aby stwarzało zagrożenie dla pieszych na chodnikach, to nie jest najlepszy pomysł. Złapany surroniarz poruszał się pojazdem niedopuszczonym do ruchu po drodze publicznej" – czytamy we wpisie. Autor podkreślił również, że na uznanie zasługuje Stołeczna Policja, która bardzo szybko przeprowadziła interwencję.

Nieletni, któremu motocykl dał rodzic

"W związku z powyższą sytuacją sprawa została skierowana do sądu rodzinnego (kierujący nie ukończył 17 lat), a właściciel pojazdu – w tym przypadku opiekun - został zgłoszony do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego z powodu braku OC. Każdy nieletni uczestnik interwencji musiał również zostać odebrany z miejsca zdarzenia przez prawnego opiekuna" – opisuje sytuację od strony prawnej twórca internetowy.

I dodaje: "Im szybciej ta idiotyczna moda na kupowanie dziecku motocykla do jeżdżenia po chodnikach i drogach dla rowerów zacznie kojarzyć się z odpowiedzialnością zamiast bezkarnością, tym bezpieczniej będzie dla wszystkich uczestników ruchu. Radość jednego dziecka nie może rzutować na bezpieczeństwo innych ludzi. To skrajnie nieodpowiedzialne".

Problemem nie jest jednak wyłącznie samo zachowanie nastolatków. To dorośli podejmują decyzję o zakupie takiego pojazdu i często przymykają oko na sposób, w jaki dziecko z niego korzysta. Tym samym wysyłają młodemu człowiekowi sygnał, że przepisy można traktować wybiórczo, a jazda po chodniku czy drogach dla rowerów pojazdem niedopuszczonym do ruchu nie niesie za sobą żadnych konsekwencji. To wyjątkowo niebezpieczna lekcja.

Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Łamanie przepisów ruchu drogowego może skończyć się interwencją policji, skierowaniem sprawy do sądu rodzinnego, a także odpowiedzialnością finansową opiekunów, jak w opisanym przypadku. Co najważniejsze, konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze, jeśli dojdzie do potrącenia pieszego lub innego wypadku.

Przyzwalanie dzieciom na łamanie prawa nie tylko naraża innych na niebezpieczeństwo, ale także utrwala przekonanie, że zasady obowiązują wszystkich poza nimi. To przekonanie może mieć skutki daleko wykraczające poza jazdę elektrycznym motocyklem.