
Miał tylko zaliczyć praktyki i zakończyć rok szkolny. Zamiast tego usłyszał zarzuty i będzie odpowiadał przed sądem. 17-letni uczeń z Wielkopolski przyznał się do sfałszowania wpisu w dzienniczku praktyk. Za taki czyn grozi nawet pięć lat pozbawienia wolności.
To miała być droga na skróty, która pozwoli uniknąć problemów z zaliczeniem roku szkolnego. Sprawa zakończyła się jednak znacznie poważniej, niż nastolatek mógł przypuszczać.
17-letni uczeń jednej ze szkół zawodowych w Gostyniu usłyszał zarzuty po tym, jak przesłał wychowawcy zdjęcie sfałszowanego dzienniczka praktyk. Jak informuje gostyńska policja, dokument zawierał wpisaną ocenę, dane pracodawcy, pieczęć firmy i podpis, dzięki czemu nie wzbudził podejrzeń nauczyciela. Na podstawie tego "dokumentu" uczeń otrzymał promocję do kolejnej klasy i zakończył rok szkolny.
Prawda wyszła na jaw dopiero po zakończeniu roku
Kilka dni później wychowawca skontaktował się z pracodawcą nastolatka. Wtedy okazało się, że dzienniczek praktyk wciąż znajduje się w zakładzie pracy i nigdy nie został uzupełniony ani podpisany.
Pracodawca zaprzeczył również, by wystawiał uczniowi ocenę widniejącą na przesłanym zdjęciu. Sprawa została zgłoszona policji.
Funkcjonariusze przedstawili 17-latkowi zarzut podrobienia dokumentu oraz posłużenia się nim jako autentycznym. Nastolatek przyznał się do zarzucanego czynu.
Fałszowanie dokumentów to przestępstwo
Choć dla wielu uczniów wpis w dzienniczku praktyk może wydawać się jedynie szkolną formalnością, z punktu widzenia prawa jest to dokument potwierdzający przebieg praktycznej nauki zawodu. Jego podrobienie lub przerobienie może zostać potraktowane jako przestępstwo.
W przypadku 17-latka sprawa trafi do sądu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami za fałszowanie dokumentów i posługiwanie się nimi jako prawdziwymi grozi kara od trzech miesięcy do nawet pięciu lat pozbawienia wolności.
Zobacz także


