
Lody, gofry i frytki – dla wielu dzieci właśnie tak smakuje lato. Rodzice często przymykają oko na wakacyjne menu, bo "przecież są wakacje". Problem w tym, że nie zawsze chodzi o same frytki. Znacznie większe znaczenie ma to, na czym zostały usmażone i w jakich warunkach zostały przygotowane.
Niewiele dzieci marzy nad morzem o pieczonym łososiu i surówce czy zupie rybnej. Zdecydowanie częściej wybierają frytki, nuggetsy albo pizzę. Wielu rodziców również odpuszcza wtedy codzienne zasady żywieniowe, uznając, że kilka dni wakacyjnej swobody nikomu nie zaszkodzi.
I rzeczywiście, same frytki zjedzone raz czy dwa razy podczas urlopu nie są powodem do niepokoju. Problem zaczyna się wtedy, gdy trafiają na talerz codziennie, a dodatkowo pochodzą z miejsc, które nie przestrzegają podstawowych zasad higieny.
Olej do smażenia
Dietetycy od dawna zwracają uwagę, że największym zagrożeniem nie są same frytki czy ziemniaki, ale wielokrotnie używany olej do smażenia. Dlaczego? Jeżeli olej jest przez wiele godzin podgrzewany do wysokiej temperatury i nie jest regularnie wymieniany, zaczynają powstawać związki, które nie są obojętne dla zdrowia. Zmienia się także smak i zapach potraw. Frytki stają się ciemniejsze, bardziej tłuste i ciężkostrawne.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy nadmorski punkt gastronomiczny korzysta z takiego oleju. W sezonie wakacyjnym warto jednak zwracać uwagę na miejsca, które cieszą się dobrą opinią i przygotowują jedzenie na bieżąco.
Sanepid co roku znajduje podobne nieprawidłowości
Kontrole prowadzone przez Państwową Inspekcję Sanitarną w nadmorskich miejscowościach pokazują, że w części lokali nadal zdarzają się uchybienia związane z higieną i przechowywaniem żywności.
Małgorzata Kapłan, rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Szczecinie, w rozmowie z Interia Biznes radzi, by zwracać uwagę przede wszystkim na czystość lokalu i wygląd personelu.
Ekspertka podkreśla również, że najbezpieczniejszym wyborem są potrawy przygotowywane na bieżąco i podawane na gorąco, ponieważ wysoka temperatura eliminuje większość drobnoustrojów.
Jest kilka sygnałów ostrzegawczych
Nie trzeba być inspektorem sanepidu, żeby ocenić, czy lokal budzi zaufanie.
Niepokój powinny wzbudzić:
Z kolei dobrym znakiem jest duża rotacja klientów. Jeśli frytki czy ryby są przygotowywane niemal bez przerwy, jest większa szansa, że produkty nie zalegają przez wiele godzin.
Po czym poznać, że z frytkami może być coś nie tak?
Rodzic nie ma możliwości sprawdzenia, jak często w danym lokalu wymieniany jest olej do smażenia. Są jednak pewne sygnały, które mogą wzbudzić czujność. Dietetycy i technolodzy żywności zwracają uwagę, że frytki smażone w mocno zużytym oleju często mają bardzo ciemny kolor, są nadmiernie nasiąknięte tłuszczem i zamiast chrupiącej skórki stają się miękkie oraz ciężkie. Niepokojący może być także gorzki lub przypalony posmak oraz intensywny zapach starego tłuszczu unoszący się wokół frytkownicy.
Jeśli mamy możliwość zobaczenia urządzenia, warto zwrócić uwagę również na sam olej. Świeży jest jasny i przejrzysty, natomiast wielokrotnie używany staje się ciemny, gęsty i mętny. Oczywiście pojedynczy z tych sygnałów nie musi oznaczać, że lokal nie przestrzega zasad, ale jeśli budzi on nasze wątpliwości, lepiej poszukać innego miejsca.
Wakacje to nie czas na obsesję
Nie chodzi o to, by podczas urlopu odmawiać dziecku frytek czy innych przekąsek. Wakacje rządzą się swoimi prawami i większość rodzin pozwala sobie wtedy na większy luz.
Warto jednak pamiętać, że znaczenie ma nie tylko co dziecko je, ale również gdzie zostało to przygotowane. Czasem lepiej przejść kilkaset metrów dalej i wybrać lokal, który sprawia wrażenie zadbanego, niż kierować się wyłącznie najniższą ceną lub najkrótszą kolejką.
Kontrole sanepidu pokazują, że warto zachować czujność
Choć zdecydowana większość punktów gastronomicznych działa zgodnie z przepisami, wyniki ubiegłorocznych kontroli pokazują, że ostrożność podczas wybierania miejsca na wakacyjny posiłek ma sens.
Jak wynika z danych Wojewódzkich Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych w Gdańsku i Szczecinie, w sezonie letnim 2025 inspektorzy przeprowadzili w nadmorskich miejscowościach tysiące kontroli lokali gastronomicznych. W setkach z nich stwierdzono nieprawidłowości.
Najczęściej dotyczyły one niewłaściwego stanu higienicznego pomieszczeń i sprzętu, nieprawidłowego przechowywania żywności, przeterminowanych produktów, braku możliwości identyfikacji części artykułów spożywczych czy nieprzestrzegania procedur bezpieczeństwa żywności opartych na zasadach systemu HACCP.
Jak przekazał Zbigniew Zawadzki, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku, w rozmowie z Interią Biznes, najczęstszymi powodami interwencji zgłaszanych przez klientów były "dolegliwości żołądkowe po spożyciu posiłków, niewłaściwa jakość żywności i niewłaściwy stan sanitarno-higieniczny".
Nie oznacza to oczywiście, że należy zrezygnować z jedzenia w nadmorskich barach czy smażalniach. Warto jednak poświęcić chwilę na wybór lokalu. Czystość, duża rotacja gości i potrawy przygotowywane na bieżąco często są najlepszymi sygnałami, że właściciele dbają nie tylko o smak, ale również o bezpieczeństwo serwowanych posiłków.
Źródło: biznes.interia.pl
Zobacz także


