małe dziecko w przedszkolu
Chcę, żeby moje dziecko rozumiało granice. fot. Pixabay.com

"Nie zgadzam się na to, żeby moje dziecko mówiło do przedszkolanki "ciocia". Wiem, że dla wielu rodziców to naturalne określenie, ale ja wolę, by od najmłodszych lat rozumiało różnicę między członkiem rodziny a osobą, która po prostu wykonuje ważną i odpowiedzialną pracę. Czy jestem dziwna?" – napisała do nas Ewelina.

REKLAMA

Przedszkolanka nie jest członkiem rodziny

"Kiedy powiedziałam ostatnio znajomej, że nie pozwalam mojemu dziecku mówić do przedszkolanki 'ciocia', spojrzała na mnie ze zdziwieniem.

'Przecież wszyscy tak mówią' – usłyszałam.

Być może, ale ja od samego początku miałam z tym problem. Nie dlatego, że nie szanuję nauczycielek przedszkolnych. Wręcz przeciwnie. Uważam, że wykonują jedną z najtrudniejszych prac na świecie. Codziennie opiekują się grupą małych dzieci, pocieszają je, uczą, pomagają im przechodzić przez pierwsze kryzysy. Naprawdę mam dla nich ogromny szacunek.

Jednak dla mnie słowo 'ciocia' ma konkretne znaczenie. To ktoś z rodziny, ktoś bliski, ktoś, kogo znamy od lat i komu ufamy. Przedszkolanka jest ważną osobą w życiu mojego dziecka, ale nie jest żadną ciocią. Jest nauczycielką, dorosłą osobą, która wykonuje swoją pracę i sprawuje opiekę nad dziećmi.

Dlatego od początku mówiłam synkowi: 'Oluś, to jest pani Kasia', 'To pani Aneta', 'A to pani wychowawczyni'. Bez zdrobnień i bez rodzinnych określeń.

Wiem, że dla wielu osób to drobiazg, ale dla mnie język ma ogromne znaczenie. To właśnie przez język uczymy dzieci, kim są ludzie wokół nich i jakie relacje nas łączą.

Chcę, żeby moje dziecko rozumiało granice

Mam wrażenie, że dziś często uczymy dzieci ostrożności wobec obcych, a jednocześnie sami wysyłamy im sprzeczne komunikaty. Mówimy: 'Nie rozmawiaj z nieznajomymi', ale później każemy mówić 'ciocia' do osoby, która w rzeczywistości nie jest żadną ciocią.

Oczywiście nie chodzi o wzbudzanie strachu, bo przecież nie uważam, że przedszkolanki są jakimkolwiek zagrożeniem. Chodzi mi raczej o prostą zasadę: dziecko powinno wiedzieć, kto jest rodziną, kto przyjacielem rodziny, a kto po prostu dorosłym człowiekiem, którego spotyka w życiu. To pomaga budować zdrowe granice.

W przedszkolach często widzę dzieci, które biegną do nauczycielek z otwartymi ramionami. Przytulają je, całują, wspinają się na kolana. Zdarza się nawet usłyszeć: 'Kocham cię, pani' i nie ukrywam, że mam wtedy mieszane uczucia.

Z jednej strony myślę sobie, że to piękne, bo dziecko czuje się bezpiecznie i ufa osobie, z którą spędza dużą część dnia. Dla kilkuletniego człowieka przedszkole jest przecież całym światem. Z drugiej strony zastanawiam się, czy nie przesuwamy jednak granic trochę za daleko.

Czy każde przywiązanie musi przypominać więź rodzinną? Czy każda ważna osoba musi od razu stawać się 'ciocią', niemal członkiem najbliższego kręgu?

Nie jestem tego pewna".

(Imiona bohaterów zostały zmienione).

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl