
Czy rodzice mają prawo marzyć o odpoczynku z dala od dzieci? Pani Joanna przekonuje, że kilka dni w hotelu tylko dla dorosłych pomaga jej odzyskać równowagę i wrócić do domu z nową energią. Jej list pokazuje, że strefy bez dzieci nie zawsze są wyrazem niechęci do rodzin, ale czasem stanowią wsparcie właśnie dla samych rodziców.
Rodzice też czasem potrzebują ciszy bez dzieci
Bycie rodzicem sprawia, że trudno pozostać obojętnym wobec tematu, o którym niedawno pisałam, czyli coraz częstszego braku zrozumienia dla dzieci w przestrzeni publicznej. Coraz częściej słyszymy o restauracjach, hotelach czy obiektach sportowych, do których wstęp mają wyłącznie dorośli. Dla wielu matek i ojców jest to sygnał, że oni i ich dzieci są stopniowo wypychani z części życia społecznego.
Z drugiej strony takie miejsca dla wielu osób stanowią gwarancję ciszy i spokoju. Korzystają z nich ludzie zmęczeni, przebodźcowani i potrzebujący chwili wytchnienia od codziennego zgiełku. Takich przestrzeni potrzebują osoby neuroatypowe, ale także dorośli, którzy po prostu marzą o odpoczynku i relaksie. Co ciekawe, często należą do nich również sami rodzice.
Po publikacji artykułu otrzymałam maila od pani Joanny, która otwarcie przyznaje, że jest mamą, a mimo to chętnie korzysta z hoteli, do których dzieci nie mają wstępu. Jak tłumaczy, nie wynika to z niechęci do najmłodszych, lecz z potrzeby regeneracji i złapania oddechu. Poznajcie jej perspektywę.
Jestem matką i korzystam z hoteli bez dzieci
"Przeczytałam artykuł o wykluczaniu dzieci z przestrzeni publicznej i poczułam, że chciałabym dorzucić do tej dyskusji swój głos. Jestem mamą i sama też rozumiem emocje rodziców, którzy oburzają się na miejsca przeznaczone wyłącznie dla dorosłych.
Też czasami mam wrażenie, że dzieci są postrzegane przez część społeczeństwa jako problem, a nie pełnoprawna część społeczeństwa. Nie podoba mi się sytuacja, gdy rodziny z dziećmi są traktowane z góry albo gdy zwykła dziecięca obecność budzi niechęć.
Jednocześnie muszę przyznać, że są miejsca, których istnienie bardzo doceniam. Chodzi właśnie o hotele przeznaczone wyłącznie dla dorosłych. Co roku razem z mężem wyjeżdżamy na trzy lub cztery dni nad polskie morze. Wybieramy hotel bez dzieci i traktujemy ten wyjazd jak inwestycję w siebie, swoje zdrowie psychiczne i nasze małżeństwo.
Na co dzień jesteśmy rodzicami przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nasze życie kręci się wokół dzieci, ich potrzeb, obowiązków szkolnych, zajęć dodatkowych, chorób i codziennych spraw. Kochamy nasze dzieci, ale rodzicielstwo jest także ogromnym wysiłkiem. Dlatego raz w roku pozwalamy sobie na kilka dni całkowitego odpoczynku.
W takim hotelu możemy zjeść spokojne śniadanie bez pośpiechu. Możemy usiąść wieczorem w restauracji i rozmawiać bez przerywania. Możemy spędzić kilka godzin w strefie SPA, wyciszyć się w saunie albo odpocząć na basenie. Panuje tam cisza, spokój i atmosfera relaksu. Wszyscy goście przyjechali tam w podobnym celu. Chcą odpocząć od codziennego hałasu i obowiązków".
Takie strefy bez dzieci bywają zbawieniem
"Wiem, że dla niektórych rodziców może to brzmieć kontrowersyjnie. Jak to, matka jedzie do miejsca bez dzieci? Dla mnie odpowiedź jest bardzo prosta. Właśnie dlatego, że jestem matką to tam jadę. Potrzebuję czasem chwili oddechu, przestrzeni, w której nie muszę być cały czas czujna i odpowiedzialna za wszystkich dookoła.
W miejscu, gdzie nie ma też innych dzieci, zachowanie szacunku dla granic innych osób jest łatwiejsze. Po takim wyjeździe wracam do domu spokojniejsza, bardziej cierpliwa i pełna energii. Mam więcej siły do bycia mamą i mam też więcej wyrozumiałości dla codziennych trudności.
Jako rodzic doskonale rozumiem również drugą stronę tej sytuacji. Dziecko, które przeszkadza innym gościom w restauracji, jest problemem nie tylko dla otoczenia. Bardzo często jest też źródłem stresu dla samych rodziców, którzy mają wyrzuty sumienia, że ich maluch krzyczy i złości się i obcy muszą to znosić.
Wielu z nas zna uczucie wstydu, gdy dziecko ma gorszy dzień, jest zmęczone albo po prostu zachowuje się głośniej niż oczekiwaliby tego inni. Nie wszystko da się przewidzieć i nie wszystko da się opanować. Ja zawsze staram się, ale wiadomo, że dzieci są tylko dziećmi.
Nie oznacza to jednak, że powinniśmy rezygnować z empatii. Dzieci mają prawo być obecne w przestrzeni publicznej. Restauracje, hotele czy kawiarnie nie powinny stawać się miejscami, do których rodziny boją się wejść. Z drugiej strony uważam, że nie ma nic złego w tym, że istnieją także miejsca skierowane wyłącznie do dorosłych, ja z nich korzystam z ogromną chęcią i radością i innym rodzicom, jeśli tylko mają taką możliwość – również polecam.
We wszystkim potrzebny jest umiar i zdrowy rozsądek. Nie każda restauracja musi być restauracją dla rodzin z dziećmi. W drugą stronę tak samo: nie każdy hotel musi być hotelem tylko dla dorosłych. Ważne, żeby każdy mógł znaleźć przestrzeń odpowiednią dla siebie.
Dla mnie hotel bez dzieci nie jest symbolem niechęci do najmłodszych. Wręcz przeciwnie: to miejsce, które pomaga mi na chwilę zwolnić, odzyskać równowagę i zatroszczyć się o własne potrzeby. I być może takich rodziców jak ja i mój mąż jest więcej. Mogę spokojnie skorzystać ze SPA, posiedzieć w saunie, popływać w basenie albo wypić wieczorem drinka bez zastanawiania się, czy daję jakiemuś dziecku zły przykład. Mogę po prostu odpocząć.
A potem wrócić do domu i znów z radością wejść w rolę mamy. Takiej mamy, która ma siłę, cierpliwość i energię dla swoich dzieci. I właśnie dlatego uważam, że takie miejsca są potrzebne także rodzicom".
Zobacz także




