
Zwykła torebka ze słodyczami, którą czterolatek przyniósł z przedszkolnych urodzin, zakończyła się wizytą w szpitalu. Chłopiec po zjedzeniu lizaka zaczął zachowywać się nietypowo, miał przyspieszone tętno i halucynacje. Gdy jego mama sprawdziła opakowanie, okazało się, że produkt zawierał THC – substancję psychoaktywną obecną w marihuanie.
Źle się poczuł po zjedzeniu lizaka z przedszkola
Pod koniec maja czteroletni chłopiec z Austin wrócił do domu z paczką słodyczy otrzymaną podczas urodzin jednego z dzieci w przedszkolu. Takie same upominki dostało około 20 przedszkolaków uczestniczących w przyjęciu.
Po zjedzeniu jednego z lizaków dziecko zaczęło zachowywać się w sposób, który natychmiast zaniepokoił jego mamę, Savannah Mallach. Chłopiec był pobudzony, niespokojny i miał halucynacje.
Kobieta od razu wyczuła, że coś jest nie tak.
Powiedziała do malucha: "Zachowujesz się jakbyś był na haju".
Matka odnalazła papierek po lizaku i wtedy potwierdziły się jej przypuszczenia. Produkt zawierał THC (tetrahydrokannabinol), czyli psychoaktywną substancję występującą w marihuanie.
Dziecko trafiło do szpitala
Po odkryciu przyczyny niepokojących objawów kobieta natychmiast zawiozła syna do szpitala. Stan chłopca wymagał pomocy medycznej.
"Jego tętno było naprawdę wysokie. Widziałam, że cała jego klatka piersiowa pulsuje. To było straszne!".
Lekarze wdrożyli leczenie mające pomóc organizmowi pozbyć się toksycznej substancji. Na szczęście dziecko otrzymało pomoc na czas.
Po zdarzeniu Savannah skontaktowała się z dyrekcją przedszkola. Według relacji amerykańskich mediów, rodzice mieli jednak pretensje o sposób poinformowania innych rodzin o potencjalnym zagrożeniu.
Kobieta twierdzi, że przez dwa dni od zgłoszenia nie wysłano jasnego komunikatu do rodziców. W wiadomości przekazanej przez aplikację wspomniano jedynie, że spożycie lizaka "spowodowało konieczność przeprowadzenia badań lekarskich i leczenia u dziecka".
Nie pojawiła się natomiast informacja o obecności THC.
"To mogło dotyczyć wszystkich dzieci, a placówka zwlekała. Nie wiadomo dlaczego".
Według matki, część rodziców była oburzona brakiem szybkiej i szczegółowej informacji. Niektórzy zdecydowali się nawet wypisać swoje dzieci z placówki.
Sprawą zajęła się policja w Austin. Funkcjonariusze ustalali, w jaki sposób produkt zawierający THC znalazł się wśród słodyczy przeznaczonych dla dzieci.
W komunikacie podano, że okoliczności zdarzenia "wskazują raczej na przypadkowe umieszczenie przedmiotu w torbie z upominkami, niż na celowe działanie przestępcze".
Śledczy nie znaleźli dowodów pozwalających na postawienie zarzutów. W efekcie sprawa została administracyjnie zamknięta, a dalsze dochodzenie nie było prowadzone.
Zobacz także
Źródło: tvn24.pl


