
W Sądzie Rejonowym w Tarnowskich Górach trwa głośna sprawa dotycząca nauczyciela, który po kolizji drogowej został oskarżony o wyłudzenie odszkodowania. Mężczyzna twierdzi, że był poszkodowany w zwykłej stłuczce, do której doszło w drodze do pracy 9 kwietnia 2024 roku. Teraz czeka na ostateczny wyrok, który może zdecydować o jego dalszej pracy w szkole.
Do kolizji doszło 9 kwietnia 2024 roku, gdy pan Marcin jechał do pracy. Na drodze zderzyły się dwa samochody — według relacji kierowców drugi uczestnik zdarzenia miał zostać oślepiony słońcem i zjechać na przeciwny pas. Nie doszło do zderzenia czołowego, ale auta uderzyły się bokami.
Sprawca przyznał się do winy, a sytuacja początkowo wyglądała jak standardowa sprawa ubezpieczeniowa. Zamiast szybkiej wypłaty odszkodowania pojawiły się jednak wątpliwości zgłoszone przez ubezpieczyciela, a w efekcie policja wszczęła postępowanie dotyczące możliwego wyłudzenia świadczenia.
Kolizja w drodze do pracy, która zmieniła się w postępowanie karne
Szkody w pojazdach wyceniono na około 5 tys. zł. Sprawa trafiła do sądu, a postępowanie przybrało nieoczekiwany obrót dla obu kierowców.
Sąd w Tarnowskich Górach wydał wyrok nakazowy, w którym obaj uczestnicy zdarzenia zostali skazani na karę ograniczenia wolności oraz prace społeczne. Po sprzeciwie sprawa została skierowana na rozprawę.
Pan Marcin opisał konsekwencje decyzji sądu wprost:
"Zostałem skazany na rok prac społecznych w wymiarze 30 godzin miesięcznie plus do tego jeszcze była kara grzywny".
Dla nauczyciela oznacza to możliwe poważne skutki zawodowe, ponieważ zgodnie z przepisami Karty Nauczyciela wyrok za przestępstwo umyślne może skutkować zwolnieniem z pracy. To realne zagrożenie zwłaszcza dziś, gdy nauczyciele mają coraz więcej obowiązków, brakuje rąk do pracy, a doświadczeni pedagodzy są w systemie na wagę złota.
Bohater sprawy pracuje jako nauczyciel w zespole szkół muzycznych oraz jest muzykiem orkiestry filharmonii w Częstochowie. Jak podkreśla, nigdy wcześniej nie miał konfliktu z prawem. Tymczasem to zawód, w którym każdy uczeń wymaga czegoś innego, a nauczyciel musi to ogarnąć naraz — to praca w trybie turbo, wymagająca zaufania uczniów, rodziców i pracodawcy.
Podczas postępowania miał być traktowany jak podejrzany o poważne przestępstwo. Zrobiono mu zdjęcia, a także pobrano odciski palców i DNA.
Opinie biegłych i spór o dokumentację
Ubezpieczyciel nie zgodził się na wypłatę odszkodowania, wskazując na rozbieżności w analizie szkód. Sąd korzystał z opinii biegłych, jednak — jak podaje "Uwaga!" — ich wnioski budziły zastrzeżenia.
W sprawie pojawiły się również uwagi niezależnego eksperta, który wskazywał, że analiza zderzenia może być niepełna bez dokładnych pomiarów i prawidłowej dokumentacji. Warto pamiętać, że odpowiedzialność i ocena pracy pedagoga bywają źródłem nieporozumień — pokazuje to choćby głośna sprawa, w której dziecko dostało jedynkę z pracy domowej, a nauczyciel nie ma prawa oceniać pracy domowej.
Sprawa trwa już dwa lata i generuje coraz większe koszty. Pan Marcin wylicza, że wydał na nią już około 35 tys. zł.
Nauczyciel i jego obrońcy liczą, że postępowanie zakończy się zgodnie z rzeczywistym przebiegiem zdarzenia. Na razie jednak mężczyzna czeka na rozstrzygnięcie sądu, które może zdecydować o jego dalszej pracy w zawodzie.
Zobacz także
Źródło: o2.pl
