
79-letni pan Bogdan z Poznania przez lata opiekował się niepełnosprawnym synem Pawłem, aż sąd nakazał umieszczenie go w DPS. Ta historia pokazuje dramatyczne konsekwencje braku systemowego wsparcia dla opiekunów osób niesamodzielnych.
Rodzina przez lata opiekowała się ciężko chorym synem
46-letni Paweł był osobą całkowicie niesamodzielną po rozległym uszkodzeniu mózgu. Jak mówi Anna Nowak, prezes stowarzyszenia Żurawinka:
"Wymagał pomocy we wszystkim. W ubieraniu, kąpaniu, karmieniu, pojeniu. Nie był w stanie samodzielnie zrobić nic. Potrafił uśmiechać się i śmiać".
Opiekę nad nim przez lata sprawowali rodzice, którzy – jak opisano – tworzyli dobrze zorganizowany system codziennej pomocy.
Sytuacja zmieniła się, gdy matka Pawła zaczęła chorować na demencję i trafiła do szpitala psychiatrycznego. Od tego momentu 79-letni pan Bogdan został sam z synem.
Jak relacjonuje Anna Nowak:
"Bogdan z Pawłem zostali we dwójkę sami przez cały 2025 rok".
Wsparcie zapewniali sąsiedzi oraz pan Stanisław, który regularnie odwiedzał rodzinę.
"Chodziłem do nich od poniedziałku do piątku, 3-4 godziny dziennie. Robiłem jakieś dobre zakupy. Później zabierałem Pawła na spacer" – opowiada.
Narastający lęk przed DPS
W tle narastał problem prawny dotyczący dalszej opieki nad Pawłem. Sąd zdecydował o konieczności umieszczenia go w DPS-ie, co dla ojca było ogromnym obciążeniem emocjonalnym. Rodzina wskazywała, że decyzja była trudna do zaakceptowania. Pojawiały się obawy o jakość opieki i rozdzielenie rodziny.
Córka pana Bogdana przyznała: "Paweł i tak by nie przeżył tam. W takim domu opieki nikt nie ma czasu, żeby karmić tyle godzin, co Paweł był karmiony".
Jak relacjonuje świadek, w dniu tragedii pan Stanisław przyszedł rano do mieszkania.
"Wchodząc, wiedziałem już, że stało się coś złego. Panowała cisza, jakiej nigdy wcześniej nie było" – mówił.
W mieszkaniu w Poznaniu znaleziono dwa ciała. Sprawa została opisana przez bliskich jako dramatyczna decyzja podjęta w sytuacji skrajnego kryzysu.
"Pojawiła się wiadomość, że w Poznaniu znaleziono dwa ciała. W tym momencie chłód pojawił się w moim sercu. Przez głowę przebiegła myśl: 'Czy on to zrobił?'. Wybiegałam z mieszkania. Nosze zostały już rozłożone. Przeżegnałam się i odwróciłam się. Nie mogłam na to patrzeć" – przyznaje pani Anna.
Podkreśla:
"Zrobił to ze strachu o Pawła. O to, co go czeka w DPS-ie".
Pan Bogdan miał mówić, że nie chce, by syn poczuł się porzucony.
"Nie chciałbym, żeby Paweł pomyślał, że go porzuciłem" – przywołuje Anna Nowak jego słowa.
Wcześniej mężczyzna zmagał się też z chorobą nowotworową i rozważał różne formy instytucjonalnej opieki, jednak ostatecznie wracał do opieki domowej.
Jak widać, skala obciążenia, z jakim mierzą się opiekunowie osób niesamodzielnych w Polsce, jest ogromna. W takich sytuacjach dostępne są formy wsparcia psychologicznego i pomocowego.
Zobacz także
Źródło: uwaga.tvn.pl
