ojciec na lekcji w szkole u swoich dzieci
Nauczycielka zabroniła ojcu chrzestnemu przyjść w zastępstwie taty. fot. Anastasia Shuraeva/Pexels

Szkolny "dzień zawodu ojca" miał być dla dzieci okazją do dumy i pokazania swoich rodziców, ale dla jednego 8-latka stał się bolesnym przypomnieniem o tym, że jego tata go zostawił. Gdy chłopiec chciał zaprosić osobę, która realnie pełni w jego życiu rolę opiekuna, usłyszał, że nie da się zrobić wyjątku – bo jego zawód jest nieciekawy.

REKLAMA

Ojcowskie prezentacje na lekcji

Zbliża się Dzień Matki, a później również Dzień Dziecka i Dzień Ojca. W placówkach opiekuńczych i edukacyjnych dzieci wraz z opiekunami i nauczycielami przygotowują z tych okazji różne wydarzenia. Część stawia na przedstawienia i pokazy talentów, w niektórych organizowane są pikniki rodzinne, a jeszcze inne proponują wspólne warsztaty i spotkania dla dzieci oraz rodziców.

W przedszkolu moich dzieci często łączono te trzy okazje i organizowano jeden dzień dla całej rodziny – tak, aby dzieci, które nie mają któregoś z rodziców, nie czuły się odrzucone.

Ostatnio trafiłam na Facebooku na historię dotyczącą szkolnego "dnia zawodu ojca", podczas którego na lekcję przychodzili ojcowie uczniów i opowiadali o swojej pracy zawodowej. W przypadku jednego z chłopców sytuacja była jednak szczególnie trudna – jego tata zostawił jego i mamę, a część ojcowskich obowiązków przejął ojciec chrzestny. To właśnie on jest autorem posta opublikowanego w grupie "Jestem kurierem, więc rzucam paczkami". Oto fragment wpisu:

"Ale mi się dzisiaj przykro zrobiło. Mam chrześniaka, który ma 8 lat i codziennie go podwożę do szkoły (jego ojciec zostawił go z matką i się nie odzywa xd). Młody ma ulubioną butelkę na wodę z McDonalda, którą mu sprawiłem. Dzisiaj zapomnieliśmy tej butelki i była wielka awantura, więc musieliśmy się po nią wrócić.

Podjeżdżam na parking spóźniony, jakoś o 8:30, i patrzę – cały parking zawalony. Nawet sami zaczęli się autami blokować, bo nie było gdzie stawać. Pytam więc Kacpra, czy jest jakaś wywiadówka, o której nie wie jego mama albo coś, a on do mnie takim smutnym głosem, że dzisiaj mają 'dzień zawodu ojca' (czy coś takiego powiedział) i że on nie ma kogo zaprosić".

"Jeśli nie jesteś ojcem, nie możesz go zastąpić"

Mężczyzna przyznał, że jego pierwszą reakcją była chęć wsparcia chłopca, dlatego zapytał, czy nie mógłby zastąpić jego biologicznego ojca podczas tego wydarzenia. Najbardziej szokujący okazał się jednak finał tej historii. 8-latek opowiedział bowiem o rozmowie z nauczycielką i jej reakcji:

"[...] pytał nauczycielki i mówiła, że może zrobić wyjątek, ale spytała, czym się zajmujesz. Powiedziałem, że jesteś kurierem, a ona stwierdziła, że to nic wyjątkowego i nie ma co robić wyjątku. Mega mi się przykro zrobiło. Aż z tego wszystkiego zapomniałem mu dać tej butelki z wodą i mam ją dalej w busie (sam z nią chodzę).

Chyba muszę się tam przejść i porozmawiać z tą nauczycielką czy wychowawczynią, a z młodym, jak wróci ze szkoły i będę go odbierał, pogadać o tym, że żadna praca nie hańbi".

W tej sytuacji najbardziej porusza fakt, że nauczyciel, który powinien wykazywać się empatią, szacunkiem dla rodzinnej sytuacji dziecka i wyczuciem w pracy z uczniami, całkowicie zawiódł. Jak można powiedzieć kilkuletniemu dziecku, porzuconemu przez ojca, że nikt nie może zastąpić go podczas klasowego spotkania? Jak można pracować z dziećmi i nie mieć w sobie choć odrobiny empatii, by zrozumieć, że dla chłopca obecność bliskiego opiekuna byłaby czymś ważnym?

Nie chodzi już nawet o brak szacunku wobec człowieka wykonującego zawód kuriera i ocenianie ludzi przez pryzmat wykonywanej pracy. Najbardziej bolesny jest brak wrażliwości wobec dziecka, które zwyczajnie cierpi z powodu swojej sytuacji rodzinnej i w takiej sytuacji kolejny raz może poczuć się odrzucone.

Szkoła powinna być miejscem, w którym każde dziecko czuje się bezpieczne, ważne i akceptowane – niezależnie od tego, jak wygląda jego sytuacja rodzinna. Dla dorosłych podobne słowa czy decyzje mogą wydawać się drobiazgiem, ale przez dziecko mogą zostać zapamiętane przez lata.

Badania jasno pokazują, że dla rozwoju dziecka kluczowa jest stała, bezpieczna relacja z dorosłym opiekunem, a nie wyłącznie więź biologiczna. Nauczyciel również jest takim dorosłym, który dla dziecka powinien być wsparciem i osobą, która daje poczucie bezpieczeństwa. Jakość relacji z nauczycielem ma ogromny wpływ na funkcjonowanie dziecka w szkole i jego dalszy rozwój.

Tym bardziej warto pamiętać, że czasem to nie biologiczny rodzic jest największym wsparciem, ale człowiek, który codziennie jest obok, troszczy się, odbiera ze szkoły, pociesza i po prostu daje poczucie, że dziecko nie jest samo.