
Miała 19 lat, kiedy urodziła dziewczynki z zespołem Downa. Usłyszała wtedy, że najlepiej będzie "je oddać i żyć dalej". Dziś Sara Bero samotnie wychowuje córki z zespołem Downa i walczy o zmianę społecznego podejścia do osób z niepełnosprawnościami. "Nigdy nawet przez chwilę nie pomyślałam, że ich nie chcę" – mówi.
Sara Bero od lat porusza tysiące osób swoją historią. Kobieta z Czarnogóry pokazuje w mediach społecznościowych codzienne życie swoich córek – bliźniaczek z zespołem Downa. Chce w ten sposób "oswoić" ludzi z odmienności i nauczyć empatii. Jednak zanim zaczęła działać społecznie, sama musiała zmierzyć się z ogromnym lękiem, samotnością i brakiem empatii ze strony innych ludzi.
Jak wspomina w jednym z wywiadów, bardzo szybko weszła w dorosłość. W wieku 17 lat wyszła za mąż, a dwa lata później została mamą. Nie była to jednak zwykła ciąża. Dziś otwarcie mówi, że choć nie żałuje swoich decyzji, to zna z autopsji historie kobiet, które zbyt wczesnego macierzyństwa później żałują.
"Kazali mi oddać dziewczynki" – brak empatii zamiast wsparcia
Sara Bero wiedziała wcześniej, że jej córki urodzą się z zespołem Downa. Mimo to ani razu nie pojawiła się myśl, by z nich zrezygnować. Tym bardziej bolesne okazały się dla niej reakcje otoczenia.
"Kazali mi oddać dziewczynki po porodzie i 'dalej żyć'" – wspomina. Dla niej jednak było to niewyobrażalne.
"Ludziom często brakuje empatii"
Dziś Sara samotnie wychowuje córki. Przyznaje jednak, że przez lata ona i dzieci wielokrotnie spotykały się z niezrozumieniem, ocenianiem i społecznym ostracyzmem. To doświadczenie, o którym także w Polsce mówią matki niepełnosprawnych dzieci o wykluczeniu i codziennym życiu – temat, który łączy rodziców na całym świecie.
To właśnie dlatego postanowiła zacząć działać publicznie, by to zmienić. Założyła stronę "Ilda i Irma", na której pokazywała zwykłą codzienność swoich dzieci – szkołę, zabawę, rodzinne chwile. Chciała oswajać ludzi z niepełnosprawnością i przełamywać stereotypy dotyczące zespołu Downa, podobnie jak robią to bohaterki tekstu o tym, jak wygląda życie takiej rodziny w dzień osób z zespołem Downa. Z czasem jej działalność zaczęła wykraczać daleko poza internet.
Dziś pomaga innym rodzinom – pierwsza taka organizacja w Czarnogórze
Obecnie Sara Bero prowadzi pierwszą organizację w Czarnogórze wspierającą dzieci i osoby z zespołem Downa. Jednocześnie wychowuje trzy córki (jej najmłodsza córka urodziła się jedenaście lat po bliźniaczkach) i prowadzi własną firmę.
Jak opowiada, jej dzień zaczyna się bardzo wcześnie – od odwożenia dzieci do szkoły i pracy zawodowej, a kończy późnym wieczorem. Dodaje też, że "siłę do życia czerpię właśnie od córek." To podejście dobrze znają również opisywane w polskich mediach, dotyczące wychowania dzieci z zespołem Downa historie matek, które w trudach codzienności odnajdują największą siłę.
"Co będzie, kiedy mnie zabraknie" – największy lęk matki
Bliźniaczki kończą dziś szkołę i wkrótce osiągną pełnoletność. Ich mama podkreśla, że od lat stara się budować w nich poczucie własnej wartości i niezależność.
"Uczę je wiary w siebie. Wierzę, że kiedy zaakceptują siebie, otoczenie również to zrobi" – mówi.
Jednocześnie przyznaje, że jak wielu rodziców dzieci z zespołem Downa, najbardziej boi się przyszłości. "Mój największy lęk? Co będzie z nimi, kiedy mnie zabraknie" – odpowiada.
Źródło: onet.pl
