książki z dzieciństwa do czytania w dorosłości
Książki z dzieciństwa pozwalają wrócić do emocji, dzięki którym jest nam łatwiej, lżej i milej. fot. materiały własne

Czasem najlepszą terapią dla zmęczonej głowy okazują się książki z dzieciństwa. Powrót do historii, które kiedyś dawały nam poczucie bezpieczeństwa, potrafi uspokoić, wzruszyć i przypomnieć prostsze emocje. Czytane po latach dziecięce lektury często działają na dorosłych bardziej niż niejeden poradnik.

REKLAMA

Książki dla dzieci jako forma terapii w dorosłości

Jestem osobą, która naprawdę dużo czyta – dla własnej przyjemności i relaksu, dla rozwoju, ale też swoim dzieciom. Staram się codziennie wieczorem, kiedy już leżą w łóżkach, poświęcić choć 15-20 minut na wspólne czytanie. Nie jestem literaturoznawczynią, ale jako filolożka mogę powiedzieć, że znam naprawdę wiele książek dla dzieci – część jeszcze z własnego dzieciństwa, kiedy pochłaniałam je jedna po drugiej niczym bohaterka "Matyldy" Roalda Dahla.

Z drugiej strony dziś, jako mama, bardzo interesuję się tym, co dzieje się na rynku wydawniczym, żeby móc kupować swoim dzieciom i ich rówieśnikom wartościowe książki – zarówno na prezent, jak i bez okazji.

Literatura dziecięca bardzo mnie inspiruje. Chcę podsuwać swoim dzieciom rzeczy mądre, ciekawe, takie, które je rozwiną, rozbudzą wyobraźnię i zaciekawią światem. Przy okazji sama czytam wiele książek dla dzieci – nie tylko wspólnie z dziećmi, ale też sama dla siebie, bo to dla mnie miła odskocznia i forma odpoczynku.

Jakiś czas temu pisałam na naszym portalu różnego rodzaju teksty dotyczące kultury: głównie felietony o bajkach, filmach i książkach, które zrobiły na mnie i moich dzieciach wrażenie albo przeciwnie – takich, których zupełnie nie polecamy.

Dziś chciałabym polecić wam listę książek z czasów mojego dzieciństwa (a jestem milenialsem), do których naprawdę warto wrócić. Nie po to, by sprawdzać, jak bardzo źle albo dobrze się zestarzały. Raczej po to, by znów poczuć emocje, które towarzyszyły nam, kiedy czytaliśmy je jako dzieci.

A jeśli ktoś nigdy wcześniej ich nie znał – by pozwolić sobie na chwilę luzu i kontakt z czymś prostszym, ciepłym i kojącym. Takie książki potrafią wywoływać miłe emocje, ale też w pewnym sensie leczyć nasze wewnętrzne dziecko i działać trochę jak terapia.

9 lektur z mojego dzieciństwa

"Muminki" – Tove Jansson

Seria o Muminkach ma w sobie coś absolutnie wyjątkowego – niby jest dziecięca, a jednocześnie bardzo filozoficzna i momentami melancholijna. Czytając ją jako dziecko, skupialiśmy się na przygodach trolli, ale jako dorośli zaczynamy dostrzegać tam opowieść o samotności, rodzinie, wolności i potrzebie bezpieczeństwa.

Ostatnio o tej dorosłej perspektywie pisała moja redakcyjna koleżanka w tekście: "Wróciłam do Muminków jako dorosła kobieta i nagle zrozumiałam, czego się tak naprawdę bałam jako dziecko". Dolina Muminków jest trochę jak bezpieczne miejsce, do którego chce się wracać po ciężkim dniu. To literatura, która uspokaja i daje poczucie ciepła.

"Dzieci z Bullerbyn" – Astrid Lindgren

Chyba niewiele książek wywołuje tak silne poczucie nostalgii za dzieciństwem jak właśnie ta. Czytając ją dziś, człowiek tęskni za prostotą świata, w którym największą atrakcją było bieganie po łąkach, zabawy z przyjaciółmi i wspólne jedzenie kolacji.

Ta książka przypomina mi za każdym razem (a czytałam ją już kilkanaście razy), że dzieciństwo nie potrzebuje jakichś wielkich atrakcji, żeby było szczęśliwe i żebyśmy je wspominali z nostalgią. Daje też ogromny spokój i poczucie, że zwyczajne życie może być naprawdę piękne.

Książkowe wersje bajek Disneya, np. "Pocahontas"

Wiele osób pamięta te książki z dzieciństwa – często miały twarde okładki, piękne ilustracje prosto z filmów animowanych i były czytane przed snem po kilkanaście razy. Dziś wracanie do nich to trochę powrót do czasów, kiedy świat wydawał się prostszy, a dobro zawsze wygrywało. Takie książki dają ogromne poczucie komfortu i bezpieczeństwa, ja uwielbiam je czytać razem z synami i przypominać sobie swoje emocje z dzieciństwa.

"Jeżycjada" – Małgorzata Musierowicz

Seria Musierowicz to dla wielu kobiet coś więcej niż książki – to właściwie emocjonalny powrót do własnej młodości. Bohaterowie Musierowicz byli zwyczajni, pełni wad, trochę zagubieni, ale właśnie dlatego tak prawdziwi. Sama czytając te książki np. jesienią zawsze łapię się na tym, że poprawiają mi humor i jesienna chandra jest mniej straszna.

Czytając te książki dziś, nadal można odnaleźć w nich ciepło, inteligentny humor i niezwykłą atmosferę domu, do którego zawsze chce się wracać. To literatura, która pokazuje, że codzienność również może być piękna i ważna. A zabawne przygody Borejków pokazują, że każda rodzina ma swoje wady.

"Matylda" – Roald Dahl

To książka, która dla mnie była synonimem miłości do czytania i książek. Bohaterka udowodniła, że książki mogą być schronieniem, sposobem na samotność i przepustką do lepszego świata. Jako dorośli jeszcze mocniej dostrzegamy, jak bardzo ta historia mówi o potrzebie zrozumienia i akceptacji. To jedna z tych książek, które sprawiają, że człowiek od razu ma ochotę iść do biblioteki.

"Harry Potter" – J.K. Rowling

To prawdopodobnie jedna z najważniejszych serii dzieciństwa całego pokolenia, moja też. Dla wielu osób książki o Harrym były czymś więcej niż lekturą – były doświadczeniem, czekaniem na kolejne tomy i poczuciem dorastania razem z bohaterami. Bohaterowie byli dla mnie równie ważni, jak przyjaciele z prawdziwego życia.

Nawet dziś powrót do Hogwartu daje niezwykły komfort i poczucie znajomości świata, do którego chce się wracać. To książki, które przypominają o sile przyjaźni, odwagi i wyobraźni. Świetnie robią na głowę, kiedy dorosłe życie zaczyna nas przygniatać.

"Zapałka na zakręcie" – Krystyna Siesicka

Ta książka miała w sobie wszystko, co uwielbiały nastolatki lat 90. i początku 2000 – emocje, pierwsze miłości, dramaty i poczucie, że bohaterowie przeżywają dokładnie to samo co my. Czytało się ją jednym tchem, często po nocach. Dziś wracam do niej z sentymentem, przypominając sobie własne nastoletnie emocje i problemy, które wtedy wydawały się końcem świata.

Przypominając sobie losy bohaterki, myślę sobie, że co to były za banalne problemy nastoletniego wieku i że obecne są trudniejsze. A mimo to robi mi się milej. To trochę podróż do czasów pierwszych wielkich wzruszeń.

"Pamiętnik księżniczki" – Meg Cabot

To jedna z tych książek, które wiele dziewczyn czytało z wypiekami na twarzy, marząc o tym, że zwyczajne życie nagle zmieni się w coś niezwykłego. Historia Mii była zabawna, pełna wpadek i bardzo nastolatkowa, dlatego łatwo było się z nią utożsamić. Po sukcesie filmów i informacji, że po latach Anne Hathaway znowu chce wcielić się w rolę Mii widać, że nostalgia za latami 2000. wciąż trwa.

Dziś wraca się do niej z ogromnym sentymentem – trochę dla humoru, a trochę po to, by przypomnieć sobie emocje pierwszych nastoletnich zauroczeń i kompleksów. To książka lekka, ale dająca ogromny komfort i poczucie znajomości świata.

"Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów" – Ann Brashares

Czytałam z tej serii tylko 1 i 2 część, ale było to idealne połączenie wakacyjnego klimatu, przyjaźni i opowieści o dorastaniu. Każda z bohaterek była inna, dlatego niemal każda czytelniczka mogła odnaleźć w nich kawałek siebie. Dziś te książki przypominają o czasach, kiedy przyjaźnie wydawały się najważniejszą rzeczą na świecie, a wakacje trwały bez końca.

To bardzo ciepła, emocjonalna seria, do której wraca się z ogromnym sentymentem. Jeśli nigdy jej nie czytałaś, to będzie to genialny powrót do czasów dziewczyńskich, nastoletnich problemów, o których dziś będziesz czytała z nutą sentymentu.