Na zdjęciu dziecko na nowotwór
Szacuje się, że 1 na 600 dzieci do 18. roku życia będzie musiało zmierzyć się z chorobą nowotworową. pexel.com

Objawy mogą przypominać zwykłe przeziębienie, dlatego łatwo je przeoczyć. Tymczasem w przypadku nowotworów u dzieci czas ma ogromne znaczenie a szybka diagnoza często decyduje o skuteczności leczenia.

REKLAMA

Każdego roku w Polsce diagnozuje się około 1100–1200 nowych przypadków nowotworów u dzieci. Zachorowalność wynosi około 150 na milion najmłodszych pacjentów. Choć liczby te od lat pozostają stosunkowo stabilne, nie zmienia to faktu, że dla każdej rodziny taka diagnoza oznacza ogromną zmianę i walkę o życie dziecka. Wczesne rozpoznanie objawów to często kwestia czujności rodziców i lekarzy pierwszego kontaktu.

Białaczki, guzy mózgu i chłoniaki - najczęstsze nowotwory wieku dziecięcego

Najczęściej diagnozowane nowotwory wieku dziecięcego to białaczki, guzy mózgu i chłoniaki. Szczególnie istotną grupę stanowią nowotwory układu krwiotwórczego – odpowiadają za około 40 proc. wszystkich zachorowań. To właśnie w tych przypadkach często konieczne jest przeszczepienie krwiotwórczych komórek macierzystych od dawcy.

"W potocznej świadomości nowotwór to guz. Tymczasem w przypadku białaczek objawy są zupełnie inne, ogólnoustrojowe" – wyjaśnia prof. Jan Styczyński dla fundacji DKMS.

Białaczka rozwija się w szpiku kostnym, gdzie nieprawidłowe komórki wypierają zdrowe krwinki. W wielu przypadkach standardowa chemioterapia wystarczy, by dziecko wróciło do zdrowia, ale w grupie wysokiego ryzyka oraz przy nawrotach choroby często niezbędne jest przeszczepienie szpiku od zgodnego dawcy. Dla części pacjentów to jedyna realna szansa na powrót do zdrowia.

Objawy nowotworu u dzieci łatwo pomylić ze zwykłą infekcją

Objawy nowotworów krwi u dzieci często przypominają zwykłą infekcję. Pojawia się zmęczenie, osłabienie, gorączka. Dziecko jest bardziej senne, bledsze niż zwykle. Do tego mogą dojść wybroczyny, siniaki czy wysypka krwotoczna, które nie zawsze od razu budzą niepokój.

Rzadziej występują bóle kostne, bóle głowy czy dolegliwości ze strony brzucha, związane z powiększeniem wątroby lub śledziony. W przypadku chłoniaków sytuacja bywa jeszcze mniej oczywista. Choroba często rozwija się w jamie brzusznej lub klatce piersiowej, co daje niespecyficzne objawy i utrudnia szybkie rozpoznanie.

Pisaliśmy już o tym, jak dramatycznie potrafi się skończyć przeoczenie pozornie niewinnego sygnału. W tekście siniak na twarzy okazał się groźnym rakiem, 1,5-roczna dziewczynka umiera opisaliśmy historię Harper, u której ślad pod okiem rodzice wzięli za skutek upadku przy nauce chodzenia. Dopiero gdy zasinienie zaczęło się powiększać, wykryto neuroblastomę w IV stadium. Tego typu sytuacje uświadamiają, jak ważne jest sprawdzenie każdej zmiany, która utrzymuje się dłużej, niż powinna.

Drugi mylący sygnał to gorączka. W tekście gorączka u dziecka niepokoi rodziców – kiedy iść z dzieckiem do lekarza pediatrzy przypominają, że długotrwała gorączka bez wyraźnej przyczyny, która nie reaguje na standardowe leczenie, zawsze wymaga rozszerzonej diagnostyki – w tym podstawowej morfologii krwi z rozmazem.

Czujność onkologiczna - dlaczego rodzic jest pierwszym diagnostą

Onkolodzy dziecięcy podkreślają, że to rodzice zazwyczaj najwcześniej dostrzegają, że "coś jest nie tak" – że dziecko jest bledsze, więcej śpi, ma siniak, którego nie powinno mieć, albo nawracające infekcje, które ciągną się tygodniami. Problemem bywa to, że dzieci nie zawsze potrafią opisać, co je dolega, a starsze – z różnych powodów – ukrywają objawy.

Warto przeczytać tekst dlaczego dzieci ukrywają choroby – sygnały, które każdy rodzic powinien znać, w którym psychologowie tłumaczą, że dziecko bywa wycofane, apatyczne lub unika zabawy nie z lenistwa, tylko dlatego, że źle się czuje, ale boi się powiedzieć. Apatia, niechęć do aktywności, nagłe zmiany zachowania – to wszystko może być pierwszym sygnałem, że trzeba odwiedzić pediatrę i zlecić badania.

Wyniki leczenia nowotworów dziecięcych w Polsce są dziś porównywalne z tymi w Europie Zachodniej i USA – ponad 80 proc. małych pacjentów udaje się wyleczyć. Warunkiem jest jednak szybkie rozpoznanie. Nowotwory u dzieci rozwijają się znacznie szybciej niż u dorosłych: od pierwszych objawów do diagnozy mija często zaledwie kilka tygodni.

Przeszczep szpiku jako szansa na życie - rola dawców

W wielu przypadkach kluczową rolę odgrywa przeszczep szpiku, czyli krwiotwórczych komórek macierzystych od dawcy. Dla części dzieci to jedyna szansa na powrót do zdrowia. Tylko 25 proc. pacjentów znajduje zgodnego dawcę w rodzinie – pozostałe 75 proc. zależy od osób spoza najbliższego otoczenia, zarejestrowanych w bazie potencjalnych dawców.

Historię, która dobrze ilustruje, jak dużo zależy od bazy dawców, opisał blog Fundacji DKMS w naTemat.pl pod tytułem Dominik potrzebuje przeszczepienia szpiku. Pięcioletni chłopiec z przewlekłą chorobą ziarniniakową przez długi czas nie mógł znaleźć swojego "bliźniaka genetycznego". Takich historii w Polsce jest co roku znacznie więcej, niż się wydaje.

Pisaliśmy też niedawno o tym, jak youtuber zbiera pieniądze na chore dzieci – na walkę z rakiem ma już ponad 6 milionów. Łatwogang razem z Bedoesem 2115 i Fundacją Cancer Fighters pokazali, że internetowa społeczność potrafi przekuć zasięgi w realną pomoc. Z bazą dawców szpiku jest podobnie – każda rejestracja zwiększa szansę, że konkretne dziecko znajdzie swojego "bliźniaka genetycznego".

Dlatego tak ważne jest, by baza potencjalnych dawców była jak największa. Rejestracja zajmuje tylko chwilę – wystarczy zamówić bezpłatny pakiet, pobrać wymaz z wewnętrznej strony policzka i odesłać go pocztą. A dla kogoś ta jedna decyzja może oznaczać życie. Więcej informacji można znaleźć na stronie DKMS.pl.

Źródło: dksm.pl