chłopiec z tabletem
Gry z przemocą naprawdę zmieniają mózg dzieci. Badania pokazują coś, czego nikt się nie spodziewał. fot. Pexels.com

Badania psycholog dr Ewy Międzobrodzkiej z Vrije Universiteit w Amsterdamie pokazują, że wpływ gier z przemocą na młodzież nie jest jednoznacznie negatywny. Gry mogą chwilowo wpływać na niektóre aspekty emocjonalne, takie jak empatia i przyjmowanie perspektywy innych osób, ale nie zaburzają ogólnie funkcjonowania nastolatków.

REKLAMA

Czy gry z przemocą rzeczywiście szkodzą rozwojowi dzieci? Holenderskie badania prowadzone na nastolatkach przez polską badaczkę przynoszą zaskakujące wnioski — większość obaw rodziców nie znajduje potwierdzenia, ale jeden efekt psychologowie zauważyli wyraźnie. Chodzi o krótkotrwały spadek zdolności do "wejścia w cudzą perspektywę".

Wpływ gier z przemocą na rozwój dzieci – co mówią badania?

Badania przeprowadzono w Holandii na młodzieży w wieku 12-16 lat. Psycholog dr Ewa Międzobrodzka sprawdzała, jak gry z przemocą wpływają na emocje, empatię i funkcje poznawcze. Uczestnicy grali w gry agresywne lub neutralne, a potem wykonywali testy psychologiczne.

Wyniki pokazały, że większość badanych funkcji nie ulegała trwałym zmianom. Nie zauważono istotnych różnic w rozpoznawaniu emocji ani regulacji zachowania. Jedyny krótkotrwały efekt to spadek zdolności "wejścia w cudzą perspektywę" zaraz po grze.

Jak podkreśliła badaczka:

"Nie odnotowałam znaczących zmian w rozpoznawaniu emocji czy regulacji zachowania".

Wyniki są zgodne z szerszym trendem w psychologii ostatnich lat. Pisaliśmy o nim w tekście gry wideo mają duży wpływ na dojrzewania chłopców, chodzi o coś więcej niż tylko agresywne zachowania — eksperci coraz częściej zwracają uwagę, że gry nie sprowadzają się do prostej dychotomii "agresja – brak agresji". Mają znacznie bardziej złożony wpływ na sposób, w jaki młodzi chłopcy budują relacje, radzą sobie z emocjami i kształtują swoją tożsamość. A demonizowanie gier działa równie słabo, co zupełna ich akceptacja bez zasad.

Desensytyzacja, czyli mniejsza wrażliwość na cierpienie innych

W części badań z użyciem EEG pojawiło się zjawisko desensytyzacji, czyli obniżenia reakcji emocjonalnej. U osób grających regularnie (ponad 8 godzin tygodniowo) mniejsza wrażliwość na cierpienie innych była widoczna już na starcie. U osób bez doświadczenia z takimi grami efekt pojawiał się dopiero po krótkiej ekspozycji.

To zresztą jeden z elementów, który psychologowie tłumaczą prosto: mózg człowieka uczy się przez powtarzanie, niezależnie od tego, czy mówimy o pozytywnych czy negatywnych bodźcach. Wielokrotna ekspozycja na obrazy przemocy w grach — nawet bez intencji ich naśladowania — stopniowo "przyzwyczaja" do tego, co inaczej wywołałoby wstrząs. Pytanie nie brzmi już "czy gry powodują agresję", tylko "co dzieje się z mózgiem, który codziennie ogląda dziesiątki symulowanych aktów przemocy".

Gry mogą też rozwijać mózg?

Eksperci podkreślają, że gry akcji mogą jednocześnie wspierać rozwój funkcji poznawczych. Chodzi m.in. o lepszą uwagę, szybsze przetwarzanie informacji i sprawniejsze podejmowanie decyzji.

Badaczka zwróciła uwagę na pewien kompromis:

"Możemy mówić o pewnym 'koszcie' tych korzyści poznawczych, polegającym na obniżeniu reaktywności emocjonalnej".

Pozytywne efekty grania potwierdzają również najnowsze badania z innych ośrodków naukowych. Świetnie pokazał to portal naTemat.pl w artykule gry komputerowe lekiem na stres? Wyniki badań zaskoczyły naukowców — badania prowadzone na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu wskazują, że osoby grające okazjonalnie mają lepsze zdrowie psychiczne niż te, które w ogóle nie sięgają po gry. Brytyjskie analizy idą jeszcze dalej i sugerują, że gracze mogą mieć sprawniejsze funkcje kognitywne, a nawet być mniej narażeni na rozwój demencji. Klucz tkwi w "umiarkowaniu" i "funkcjonalności" grania — czyli dokładnie w tym, co rodzicom powinno spędzać sen z powiek, gdy widzą dziecko z padem w ręku na 8 godzin dziennie.

Zdaniem Ewy Międzobrodzkiej nie da się powiedzieć, że gry są dobre albo złe. Ich wpływ zależy od wieku, czasu grania i indywidualnych cech dziecka.

To podejście zgadza się też z szerszym zjawiskiem, o którym pisaliśmy w analizie najpierw kupują dziecku telefon, potem go zabierają, rodzice błądzą we mgle. Problemem rzadko jest sama technologia — najczęściej jest nim brak zasad, konsekwencji i edukacji cyfrowej. Dziecko, które dostaje konsolę "bo wszyscy w klasie mają", a potem nagle słyszy "wystarczy", uczy się tylko jednego: że dorośli sami nie wiedzą, co robią. Granie staje się problemem nie wtedy, gdy występują w nim sceny przemocy, tylko gdy zajmuje miejsce snu, ruchu, znajomych i rodziny.

Rola rodziców — najważniejszy element całej układanki

Eksperci podkreślają też rolę dorosłych. Ważne jest, by pomagać dzieciom wybierać gry odpowiednie do wieku i rozmawiać o tym, co widzą w wirtualnym świecie.

W praktyce sprowadza się to do kilku konkretów: sprawdzanie oznaczeń PEGI przed kupnem gry, ograniczanie czasu spędzanego z padem, granie wspólnie z dzieckiem (przynajmniej raz na jakiś czas) i zwykła rozmowa o tym, co się w grze dzieje. Tu warto przypomnieć też ogólne zasady czasu ekranowego — szczególnie dla młodszych dzieci. Pisaliśmy o nich w tekście przerażające, ile czasu 9-latki spędzają przed smartfonami, przekraczają normy dla dorosłych — według raportu NASK 9-latki w Polsce spędzają przed ekranami średnio prawie 5 godzin dziennie w tygodniu, a w weekendy nawet ponad 5 godzin i 16 minut. WHO zaleca dla tej grupy wiekowej maksymalnie 2 godziny.

Dla rodziców szczególnie istotna jest też kwestia: w jakim wieku w ogóle dziecko powinno mieć kontakt z grami zawierającymi przemoc. Świetnie tłumaczyliśmy tę kwestię w tekście kiedy dać dziecku smartfon? Większość rodziców popełnia błąd, gdzie powołaliśmy się na badania zespołu dr Tary Thiagarajan z 167 krajów: dzieci, które miały kontakt ze smartfonami i mediami społecznościowymi przed 13. rokiem życia, znacznie częściej zmagają się z poważnymi problemami zdrowia psychicznego w okresie dorastania. Choć badania Międzobrodzkiej dotyczą gier, nie social mediów, mechanizm jest podobny: ten sam mózg w wieku 10 lat reaguje na bodźce zupełnie inaczej niż w 16. Dlatego oznaczenia PEGI nie są fanaberią producentów — to wynik konkretnych ustaleń psychologów rozwojowych.

Co zrobić, jeśli dziecko już gra w "brutalne" gry?

Nie panikować. Wnioski z badań Międzobrodzkiej (i wielu innych ostatnich lat) sugerują, że krótkotrwałe efekty się wycofują, a "trwałe szkody" w postaci agresji nigdy nie zostały jednoznacznie udowodnione. To, na co naprawdę warto zwracać uwagę, to:

  • Czas grania — czy nie przekracza norm WHO i czy nie wypiera innych aktywności
  • Z kim gra dziecko online (czaty, znajomi z gier, kontakt z dorosłymi)
  • Czy gra wiekowo dopasowana — sprawdź PEGI
  • Czy dziecko po graniu jest pobudzone, czy potrafi się "odłączyć"
  • Sen — granie do późna w nocy jest gorsze niż sama treść gry
  • Najmocniejszy wniosek z holenderskich badań brzmi paradoksalnie prosto: gry nie są wrogiem rodzica. Wrogiem jest brak zasad. A te zasady, raz wprowadzone wcześnie i konsekwentnie utrzymane, działają znacznie skuteczniej niż jakikolwiek wieczorny zakaz "bo tak", wprowadzony z dnia na dzień.

    Źródło: PAP

    Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl