Na zdjęciu 10-latek, który nie był w stanie powstrzymać emocji podczas programu.
Emocje podczas programu typu talent show są niezwykłe silne. zrzut ekranu / TVN

Łzy 10-letniego uczestnika po ogłoszeniu wyników "Mam talent" poruszyły widzów bardziej niż sam występ. Zaraz po emisji programu pojawiły się pytania o to, czy tego typu program to miejsce odpowiednie dla dzieci?

REKLAMA

To miał być jeden z najważniejszych momentów w jego życiu. Występ na dużej scenie, emocje, które zwykle kojarzą się z radością i spełnieniem marzeń. Tym razem jednak to nie talent, a łzy przyciągnęły największą uwagę widzów.

Płacz na scenie, który wstrząsnął widzami

Podczas ogłaszania wyników półfinału programu "Mam talent" 10-letni Miłosz Jaskuła nie był w stanie powstrzymać emocji. Gdy okazało się, że nie przechodzi dalej, rozpłakał się na oczach publiczności i milionów widzów przed telewizorami. To, co wydarzyło się w studiu, bardzo szybko przeniosło się do internetu i wywołało burzliwą dyskusję — półfinał Mam Talent w ogniu krytyki opisywały media w całej Polsce.

W komentarzach pojawiło się wiele głosów, które nie dotyczyły już samego programu ani jego zasad. Zamiast tego zaczęto pytać o coś znacznie szerszego. Czy dzieci powinny brać udział w tego typu formatach? Czy scena, kamery i publiczna ocena to odpowiednie miejsce dla dziecka?

"Czy jest sens narażać dzieci na taki stres?" "To nie powinno być dla dzieci" "Ktoś powinien wcisnąć STOP"

Dlaczego rywalizacja na antenie jest dla dzieci zbyt trudna

Emocje, które nie są już prywatne

Wielu widzów zwracało uwagę, że takie sytuacje — choć wpisane w logikę programu — dla dziecka mogą być po prostu zbyt trudne. W końcu mówimy o chwili, w której emocje nie są już prywatne. Nie dzieją się w domu, w obecności bliskich, ale na scenie, w świetle reflektorów, komentowane na bieżąco i oglądane przez tysiące osób. Warto pamiętać, że już samo bycie w centrum publicznej oceny może u najmłodszych wywoływać objawy stresu i lęku u dziecka, które rodzice często bagatelizują lub po prostu nie potrafią rozpoznać.

Talent nie wystarczy — liczy się gotowość emocjonalna

Co prawda, nikt nie zakwestionował talentu chłopca, wręcz przeciwnie — był jednym z uczestników, którzy wzbudzali pozytywne emocje i sympatię. Problem nie dotyczy więc tego, czy dzieci mają talent i czy powinny go rozwijać. Bardziej tego, w jakich warunkach się to odbywa.

Udział w takim programie to dla dziecka coś znacznie więcej niż występ. To także konfrontacja z oceną, presją i rywalizacją. Dla dorosłych to często naturalne elementy życia zawodowego, ale też bywają trudne. Dzieci dopiero uczą się, jak uspokoić zdenerwowane dziecko w sobie — a zatem jak radzić sobie z intensywnymi emocjami, szczególnie tymi trudnymi, które zaskakują nagle i przy wszystkich.

Scena jako zderzenie marzeń z przeciążeniem emocjonalnym

Dlatego dla wielu osób scena programu rozrywkowego staje się miejscem, w którym te dwa światy się zderzają. Z jednej strony marzenia, rozwój i ogromna szansa. Z drugiej, emocje, które potrafią przytłoczyć.

Tak jak w przypadku Miłosza. Oby tylko nie przeniósł ich na własne poczucie wartości i nie zakwestionował swojego talentu. Bo jak pokazują psycholodzy, słowa i sytuacje, które dziecko przeżywa publicznie, mogą zostawić trwały ślad — dlatego tak istotne jest, by w obliczu porażki aktywnie wzmocnić jego poczucie własnej wartości, zanim samo zacznie je kwestionować.

Nie bez znaczenia jest też to, w jaki sposób reaguje otoczenie. Komentarze w sieci, spojrzenia, przypadkowe słowa — wszystko to działa na dziecko silniej, niż nam się wydaje. Docinki, które niszczą poczucie wartości dziecka, często wyglądają niewinnie — a mimo to potrafią zakotwiczyć się w głowie na lata.