
Czasem rodzice myślą, że mówią coś niewinnie, "w żartach", aby zmotywować dziecko do poprawy. Niektóre słowa zostają w pamięci i wpływają na to, jak maluch postrzega siebie, swoje możliwości i relacje z rodzicami na długo po dzieciństwie.
Dlaczego lepiej tak nie mówić?
"Myślałam, że potrafisz to zrobić lepiej" – brzmi z pozoru niewinnie, a w rzeczywistości może wbić szpilę w poczucie własnej wartości dziecka.
Na pierwszy rzut oka to tylko lekka krytyka, rodzicielski żart czy próba "zmotywowania" dziecka, ale w świecie najmłodszych takie słowa brzmią jak wyrok: "Nie jesteś wystarczająco dobry".
Dziecko nie odróżnia jeszcze intencji od oceny i odbiera komentarz dosłownie. Prosto z mostu. Nawet jeśli rodzic się uśmiecha, w głowie malucha rodzi się poczucie, że nie spełnia oczekiwań dorosłych, a to może je przytłaczać.
Co to robi z dzieckiem?
Taka drobna docinka, powtarzana w różnych sytuacjach: przy zadaniach w szkole, rysowaniu czy sprzątaniu, może wytworzyć w dziecku chroniczny lęk przed porażką. Maluch zaczyna myśleć:
"Nie mogę zrobić nic dobrze, bo zawsze ktoś zauważy błąd".
To prowadzi do spadku pewności siebie, frustracji, a czasem nawet zamknięcia w sobie i niechęci do próbowania nowych rzeczy. W dorosłym życiu może skutkować perfekcjonizmem, nadmiernym samokrytycyzmem i trudnością w podejmowaniu decyzji.
Jak mówić do dziecka inaczej?
Zamiast porównywać dziecko do wyimaginowanego ideału, lepiej skupić się na wysiłku i procesie:
"Widzę, że próbujesz, to super! Spróbujmy inaczej razem" albo "Dobrze sobie poradziłeś, teraz spróbuj jeszcze raz, a zobaczysz, że będzie lepiej".
Takie słowa pokazują dziecku, że warto się uczyć i rozwijać, a nie bać się krytyki. Równie ważne jest, by rodzic dawał przykład, czyli nie wyśmiewał własnych błędów, nie mówił o sobie "mogłem to zrobić lepiej", bo dziecko uczy się przez obserwację.
Rodzicielstwo to nie wyścig do perfekcji. To raczej codzienna nauka i wsparcie. Lepiej wypowiadać słowa, które dziecko podbudowują, niż w te, które podcinają mu skrzydła.
