Na zdjęciu przerażona kobieta trzyma się za głowę
Kobieta przez lata żyła w przekonaniu, że może być zagrożeniem dla innych unsplash.com

Zaczęło się od natrętnych myśli, których nie rozumiała i których bardzo się bała. Przez lata była przekonana, że jest zagrożeniem dla innych. Dopiero diagnoza pokazała, że to objaw zaburzenia, a nie jej prawdziwe intencje.

REKLAMA

Wszystko zaczęło się, gdy miała około 15 lat. Pojawiły się myśli, których nie rozumiała i których bardzo się bała. Były natrętne, wracały mimo prób ich odpychania i dotyczyły rzeczy, które były całkowicie sprzeczne z tym, kim była i jakie miała wartości. Z czasem było ich coraz więcej.

22-letnia dziś Molly Lambert przez lata żyła w przekonaniu, że może być zagrożeniem dla innych, szczególnie dla dzieci. Jak sama mówi, była przekonana, że jest potworem i że może zrobić komuś krzywdę, choć w rzeczywistości nigdy nie miała takich zamiarów. Przez długi czas nie powiedziała o tym nikomu, bo było to dla niej bardzo krępujące.

„Myślałam, że jestem zagrożeniem"

Te myśli zaczęły wpływać na jej codzienne życie. Molly zaczęła unikać ludzi, a nawet bliskich, bo bała się, że coś może jej się wymknąć spod kontroli.

Towarzyszył jej silny lęk, poczucie winy i wstyd. Bała się, że jeśli ktoś dowie się, co dzieje się w jej głowie, zostanie oceniona i odrzucona. Nawet podczas terapii nie była w stanie powiedzieć wprost, z czym się mierzy. Mówiła jedynie o „ciemnych myślach", nie wchodząc w szczegóły. Podobne doświadczenia nie są rzadkością — nocna panika i natarczywe myśli mogą pojawiać się w różnych formach i mieć różne źródła.

To sprawiało, że przez lata funkcjonowała z ogromnym napięciem i poczuciem, że coś jest z nią nie tak.

Przełom przyszedł przypadkiem

Zmiana zaczęła się dopiero kilka lat później. Jako 19-latka trafiła w mediach społecznościowych na nagranie, w którym ktoś opowiadał o konkretnej formie zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego.

Chodziło o tzw. P-OCD, czyli OCD z natrętnymi myślami o tematyce pedofilnej. To był moment, w którym po raz pierwszy pomyślała, że to, co przeżywa, może mieć nazwę. I że nie jest w tym sama.

Czym jest P-OCD?

P-OCD to jedna z form zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego. Pojawiają się w nim natrętne, niechciane myśli, które są sprzeczne z wartościami i osobowością danej osoby. Warto wiedzieć, że granica między tym, co zwykłym dążeniem do perfekcji i skrupulatnością a już OCD, bywa trudna do wychwycenia bez wiedzy specjalistycznej.

Kluczowe jest to, że osoby, które ich doświadczają, nie chcą tych myśli i bardzo się ich boją. To właśnie ten lęk, wstyd i poczucie winy są charakterystyczne dla tego zaburzenia.

Specjaliści podkreślają, że nie ma to nic wspólnego z rzeczywistymi skłonnościami. To zaburzenie lękowe, w którym mózg jakby „przykleja się" do najbardziej przerażającego dla nich scenariusza i nie pozwala go odpuścić. Zagadnienie wnikliwie analizuje artykuł na temat tego, jak wyglądają choroby i zaburzenia psychiczne od środka i jak je leczyć.

Diagnoza po dekadzie

Molly została oficjalnie zdiagnozowana dopiero w 2025 roku, czyli dekadę po pojawieniu się pierwszych objawów.

Z perspektywy czasu przyznaje, że gdyby wcześniej wiedziała, z czym się mierzy, mogłoby to oszczędzić jej wielu lat życia w strachu. Najtrudniejsze było nie samo doświadczenie tych myśli, ale przekonanie, że mówią one coś o niej jako o człowieku.

„To nie jestem ja, to mój mózg"

Dziś mówi o tym otwarcie, żeby pomóc innym osobom, które mogą przeżywać coś podobnego. Podkreśla, że kluczowe było dla niej zrozumienie jednej rzeczy — że te myśli nie definiują jej jako osoby. To objaw zaburzenia, a nie prawdziwe intencje.

Już samo nazwanie i poznanie problemu przyniosło jej ogromną ulgę i pozwoliło inaczej spojrzeć na siebie.

Dlaczego tak rzadko się o tym mówi

OCD to nie tylko porządek i rytuały

Historie takie jak ta pokazują, jak bardzo temat OCD bywa uproszczony.

Najczęściej kojarzymy to zaburzenie z nadmiernym porządkiem, kontrolą czy powtarzalnymi czynnościami. Tymczasem może ono przyjmować znacznie bardziej skomplikowane i trudne formy. Edukacja w tym zakresie jest szczególnie istotna w przypadku rodziców — rozumienie, czym jest zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży i jak o nie dbać, może pomóc wychwycić pierwsze sygnały alarmowe znacznie wcześniej.

Wstyd i milczenie przedłużają cierpienie

Wiele osób latami nie szuka pomocy, bo wstydzą się tego, co dzieje się w ich głowie, albo nie wiedzą, że to można nazwać i leczyć. Pokutuje też przekonanie, że „psycholog jest dla wariatów" — a to tabu, które wciąż hamuje wiele osób przed sięgnięciem po pomoc.

Źródło: people.com