kadr z bajki "Tomek i Przyjaciele"
"Tomek i Przyjaciele" ma od 2021 roku nową grafikę, co sprawia, że jest atrakcyjny dla współczesnych dzieci. fot. screen imdb.com

Włączyłam dzieciom bajkę z mojego dzieciństwa i poczułam nagle, jak bardzo zmienił się świat najmłodszych. Dziś dzieciaki szukają w historiach czegoś więcej niż przygody – chcą rozumieć uczucia i emocje. To doświadczenie uświadomiło mi, że stare bajki potrafią stać się nowym narzędziem do rozmowy o tym, co naprawdę ważne.

REKLAMA

Chciałam nostalgicznie wrócić z synami do bajki z dzieciństwa

Ostatnio mam sporo refleksji o dawnych bajkach z mojego dzieciństwa, których współczesne dzieci nie umieją i nie chcą oglądać. Ostatnio włączyłam synom coś, co pamiętam właśnie z własnego dzieciństwa. "Tomek i Przyjaciele" towarzyszył mi gdzieś w końcówce lat 90., choć nigdy nie był moją ulubioną animacją.

Uznałam jednak, że skoro moi synowie lubią pociągi, to może właśnie ta historia ich wciągnie. Tym bardziej że odkryłam, że nowa wersja jest już zupełnie inna wizualnie. Jest kolorowa, rysunkowa i bardziej dynamiczna, więc wydawało mi się, że będzie dla nich atrakcyjna.

Byłam przygotowana na dwa scenariusze. Albo chłopcy się wciągną i będą chcieli oglądać kolejne odcinki, albo od razu uznają, że to coś starego i zupełnie nie dla nich (jak było jakiś czas temu z "Flintstonami"). Rzeczywistość okazała się jednak dużo ciekawsza.

Moi synowie, mający sześć i osiem lat, rzeczywiście zaczęli oglądać. Zrobili to jednak w sposób zupełnie inny, niż robiło to moje pokolenie. Ja pamiętam przede wszystkim przygody, które przezywał Tomek i inne pociągi. Liczyło się to, co się wydarzy, czy pociąg zdąży, czy coś się zepsuje, czy bohater wyjdzie z kłopotów. Tymczasem dla moich dzieci akcja zeszła na dalszy plan. Ważniejsze okazały się emocje.

Chłopcy bardzo uważnie obserwowali, jak bohaterowie reagują. Zwracali uwagę na złość, smutek, zazdrość czy radość. Komentowali je, dopytywali i oceniali. Dla nich zupełnie niezrozumiałe było to, że któryś z bohaterów reaguje tak dużą złością na stosunkowo drobną sytuację. Próbowali to analizować, porównywać z własnymi doświadczeniami i zastanawiać się, czy taka reakcja jest w porządku.

Większe zainteresowanie emocjami niż przygodą

W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat, którego kompletnie się nie spodziewałam. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, że to przecież maszyny, a jednak mają uczucia. Dla mnie, jako dziecka, było to czymś zupełnie oczywistym i nie budziło żadnych refleksji, bo wiele bajek było i jest w ten sposób skonstruowanych. Po prostu przyjmowałam ten świat takim, jaki był. Dla moich dzieci okazało się to punktem wyjścia do rozmowy o emocjach, o tym, kto może je mieć i jak je rozumiemy.

Złapałam się na tym, że siedzę z nimi i tłumaczę, czym jest złość, skąd się bierze i jak można ją wyrażać i jak z nią pracować, zamiast ją zamiatać pod dywan. Wszystko to przy okazji bajki o pociągach.

To był dla mnie bardzo wyraźny znak zmiany pokoleniowej. Dzieci dzisiaj są dużo bardziej świadome emocji. Uczą się je nazywać, rozpoznawać i analizować już od najmłodszych lat. Nawet jeśli oglądają historię o maszynach, to i tak najważniejsze staje się dla nich to, co dzieje się "w środku" bohatera.

Z jednej strony trochę mnie to zaskoczyło, a z drugiej dało do myślenia. Bo chyba właśnie tak wygląda dzisiejsze dzieciństwo. Jest mniej skupione na samej akcji, a bardziej na przeżywaniu i rozumieniu emocji. Mniej na tym, co się wydarzyło, a bardziej na tym, jak ktoś się z tym czuł. Przecież widzimy to też w tym, jak rodzice wychowują dzieci, prawda?

Patrząc na moich synów, widzę, że dla nich świat bajek nie jest tylko rozrywką. To narzędzie do rozmowy o rzeczach ważnych. Nawet jeśli punktem wyjścia jest historia o pociągach, to bardzo szybko okazuje się, że chodzi o coś znacznie więcej.

I chyba właśnie to jest największą zmianą naszych czasów, która dotyczy dzieciństwa i rodzicielstwa. Nawet stare bajki zaczynamy oglądać na nowo. Nie dlatego, że się zmieniły, ale dlatego, że zmieniły się dzieci.