
Czy dzieci powinny od najmłodszych lat uczyć się obowiązków domowych? Dyskusja o samodzielności najmłodszych wywołała burzę wśród rodziców i pokazała, jak różne są podejścia do wychowania. Najbardziej stanowcze opinie często płyną jednak od osób, które nie mają doświadczenia w rodzicielstwie.
Samodzielność dziecka to ważna umiejętność, a właściwie cały zestaw kompetencji, dzięki którym już kilkulatek jest w stanie poradzić sobie z różnymi sprawami bez pomocy dorosłych. Przez lata wydawała się czymś oczywistym, bo kolejne pokolenia dzieci w naturalny sposób radziły sobie samodzielnie, nawet jeśli bywało to kosztem ich emocji czy zdrowia psychicznego.
Nauka samodzielności dziś jest trudniejsza
Samodzielność to zbiór umiejętności, które sprawiają, że stajemy się pewni siebie, silni i mamy poczucie sprawczości. Dzięki nim wierzymy w swoje możliwości i wiemy, że poradzimy sobie również wtedy, gdy doświadczymy porażki.
Karolina Martin, psycholożka, w rozmowie ze mną "8-latkowie nie umieją zawiązać sobie butów. Psycholog: 'Rodzice niszczą dzieci nadopiekuńczością'" powiedziała o tym, że dopiero pokolenie lat 80. i 90. stało się rodzicami nadopiekuńczymi. Wcześniej oczywiście takie postawy również się zdarzały, ale dopiero w tym pokoleniu obserwujemy je na szeroką skalę.
Wynika to z faktu, że staliśmy się bardziej świadomymi rodzicami – mamy większą wiedzę o rozwoju emocjonalnym dzieci i wiemy, jak ważne jest dbanie o ich potrzeby. Tamto pokolenie było jednak na tyle pozostawione samo sobie, że dziś próbuje te braki emocjonalne nadrabiać u własnych dzieci, często poprzez nadmierną opiekuńczość.
Z drugiej strony wiele osób, obserwując skutki takiej nadopiekuńczości, deklaruje, że same nigdy nie będą takimi rodzicami. Ostatnio na Threads trafiłam na taki wpis: "Moje dzieci od najmłodszego wieku (pewnie 7/8 lat) będą już umiały pranie robić własne, szykować jedzenie, przygotować stół do posiłków, sprzątać swój pokój".
Rodzice wiedzą, że z dziećmi nic nie jest pewne
Pewność, która wybrzmiewa w tej wypowiedzi, sprawia, że od razu myślę, że napisała ją osoba, która nie ma jeszcze dzieci albo dopiero co została rodzicem. Jest w niej bardzo dużo przekonania, że rzeczywiście uda się wychować dzieci dokładnie według planu i że żadne zewnętrzne czynniki nie wpłyną na tę wypracowaną samodzielność.
Te słowa przypominają mi czas mojej pierwszej ciąży, kiedy byłam przekonana, że moje dziecko będzie spało samo w łóżeczku, a ja nie będę godzinami nosić go na rękach. Tymczasem przyszło życie – niemowlę z kolkami, płacz i ogromna potrzeba bliskości. To doświadczenie nauczyło mnie jednego: w rodzicielstwie trudno zakładać coś na sto procent.
Gdybym dziś miała powiedzieć coś o samodzielności, ujęłabym to inaczej: chciałabym, żeby moje dzieci potrafiły... I zrobię wszystko, by je tego nauczyć. Będę wspierać ich próby, zachęcać do działania, dawać przestrzeń do samodzielności, ale jednocześnie pamiętać, że dzieci to nie roboty, które można zaprogramować.
Mogę wprowadzać pewne nawyki i stwarzać warunki do nauki, ale to, czy i kiedy dziecko z nich skorzysta, nie zawsze zależy wyłącznie ode mnie. Dlatego jako mama nie powiem z pełnym przekonaniem, że mój siedmiolatek na pewno będzie sprzątał swój pokój czy samodzielnie robił pranie.
Na końcu okazuje się bowiem, że samodzielność nie rodzi się z planów i deklaracji, ale z codziennych, drobnych doświadczeń – prób, błędów i czasu. To proces, który wymaga zarówno przestrzeni, jak i uważności rodzica. I może właśnie w tym tkwi najtrudniejsza sztuka: znaleźć równowagę między pomocą a pozwoleniem dziecku, by spróbowało samo.
Zobacz także
