
"Dobrze, że kurier przychodzi, jak chłop jest w pracy, bo zawału by dostał" – mówi jedna z naszych rozmówczyń. Okazuje się, że wiele Polek ma swoje sposoby na to, by niektóre wydatki ukryć przed partnerami. I nie robią tego wcale z obawy o to, by nie być oskarżoną o rozrzutność, ale – jak same mówią – ze zwykłej troski i dla dobra związku.
W teorii w związku wszystko powinno być jasne, a szczere rozmowy na porządku dziennym – także te o pieniądzach. W praktyce bywa z tym różnie, zwłaszcza jeśli chodzi właśnie o te "kontrowersyjne" wydatki.
Oskarżenia o rozrzutność
Z badania "Finanse w związkach" wynika, że co drugi Polak nie rozmawia otwarcie z partnerem o pieniądzach, a niemal połowa przyznaje, że zdarza jej się ukrywać realne dochody albo zobowiązania. Okazuje się także, że wiele z nas bardzo często oskarża się wzajemnie o rozrzutność.
Co ciekawe, im trudniejsza sytuacja materialna, tym częstsze spięcia. Wśród osób, które oceniają swoją sytuację jako złą, aż 18 proc. mówi o bardzo częstych kłótniach o pieniądze. Aż 55 proc. badanych przyznało, że problemy finansowe wpływają na komfort związku i jakość życia.
Nic więc dziwnego, że wiele osób wybiera rozwiązanie polegające na nie mówieniu partnerowi o wszystkich swoich wydatkach – tak dla świętego spokoju i dla dobra związku. O jakich wydatkach mowa? Pytamy Polki, które z ich zakupów owiane są największą tajemnicą w relacji.
"Na promocji było" i inne strategie przetrwania
Kiedy zapytałyśmy kobiety, co najczęściej "umyka" im w rozmowach z partnerem, jeśli chodzi o wydatki, najczęściej pojawiały się głosy o "drobnym naciąganiu prawdy".
"Ja bardzo często mówię, że była promocja… no wiesz, żal było nie kupić" – przyznaje jedna z rozmówczyń. "A po co się mam spowiadać? Im mniej wie, tym lepiej śpi" – dodaje inna.
Jak powiedziała nam jedna z pytanych kobiet, nie chodzi o ukrywanie wszystkiego, tylko o… selekcję informacji. "Jak zapyta, to powiem uczciwie. Jak nie zapyta, to nie ma tematu" – wyjaśniła.
Paczki, które "same się pojawiają"
Jedną ze strategii jest odbieranie paczek wtedy, gdy partnera nie ma w domu. "Dobrze, że kurier z paczkami z Temu przychodzi, jak chłop jest w pracy, bo zawału by dostał" – śmieje się jedna z kobiet.
"Odbieram paczki z Vinted i wnoszę je do domu, gdy nie ma męża" – przyznaje kolejna. Mówi, że nie chce jej się potem słuchać: "Z szafy ci się wysypuje, a ty znowu kupujesz nowe" – wyjaśnia dalej. Dlatego jak mówi, niektóre rzeczy po prostu lepiej jest przemilczeć.
"A ja kupuję po prostu ubrania przez PayPal. Polecam. Dzięki temu trudniej się zorientować, co ile dokładnie kosztowało" – podaje wskazówkę inna rozmówczyni.
Po prostu nie powiedziałam, ile to kosztowało
Czasem nie chodzi już nawet o sam zakup, tylko o jego cenę. "Nie powiedziałam, ile kosztowały buty do biegania. Kupiłam jedna z droższych więc zaniżyłam cenę" – przyznaje jedna z kobiet. Inna dodaje: "Też tak robię. Czasami nie mówię, ile zapłaciłam za paznokcie albo kolację z winkiem z psiapsi. Niech sobie żyje w nieświadomości" – dodaje.
Szczególnie trudne bywają wydatki, które dla jednej osoby są oczywiste, a dla drugiej zupełnie niezrozumiałe. "Czasami kupuję ubrania premium i ukrywam to. On by tego nie zrozumiał… po co ma się stresować".
Kot, ogród i… wróżka
Wysłuchałyśmy też historii, które brzmią prawie jak gotowy scenariusz komedii albo jakiś dowcip. "Zaniżam cenę kociej karmy i przemilczam, że kot je mięso z kangura" – przyznaje jedna z naszych rozmówczyń. Mówi, że nie chce jej się potem słuchać, że kot je lepiej niż my.
"A ja właśnie dopiero co kupiłam sadzonki do ogrodu. Zawału by dostał, że tyle zapłaciłam za 'badyle'" – dodaje inna.
"A ja chodzę do wróżki, czego on nie popiera… po co mam go stresować, ile to kosztuje" – słyszymy.
Każdy zarządza swoim kawałkiem
I, żeby nie było, nie tylko kobiety kobiety naciągają finansową rzeczywistość. Jedna z kobiet opowiada, że razem z partnerem mają oddzielne konta na własne wydatki i jedno wspólne. Notorycznie dokonują wydatków, które niekoniecznie podobają się drugiej stronie, ale całą sytuację traktują z dystansem. Ona – jak to mówi – ciągle "łapie promocję”, on codziennie kupuje "kawę na mieście" i inne drobiazgi. "Oboje wiemy, jak bardzo naginamy prawdę i w sumie mamy z tego ubaw".
Inna z kobiet mówi wprost: "Mój mąż wydaje nawet więcej na głupotki niż ja".
"Od 23 lat mijam się z prawdą, jeśli chodzi o moje wydatki. Do tej pory się nie zorientował" – przyznaje jeszcze inna rozmówczyni.
Zobacz także
Duże decyzje razem, reszta… po swojemu
W wielu związkach obowiązuje niepisana zasada – duże wydatki konsultujemy, drobne, już niekoniecznie. Po co sobie zawracać tym głowę. Partnerzy uważają, że jako dorośli ludzie nie muszą się z niczego tłumaczyć.
"Ostatni zakup, jaki z nim konsultowałam, to samochód. I nie ze względu na pieniądze, tylko dlatego, że on zajmuje się jakimiś tam klockami, oponami itp. Nie chciałam po prostu później słuchać, że kupiłam jakieś dziadostwo" – mówi jedna z kobiet.
Małe tajemnice czy sygnał ostrzegawczy?
Z jednej strony to tylko drobne przemilczenia, czasem nawet bardzo zabawne. Z drugiej, badania jasno pokazują, że finanse wciąż są jednym z najbardziej wrażliwych tematów w związku, co pokazują zresztą cytowane badania.
I choć jedna przemilczana para butów raczej nie zrujnuje relacji, to brak rozmowy o pieniądzach i tych poważnych wydatkach na dłuższą metę potrafi pewnie potrafi ją pewnie solidnie osłabić.
Źródło: Badanie "Finanse w związkach" wykonane dla BIG InfoMonitor przez Quality Watch metodą CAWI wśród 1070 osób, luty 2026.
