
Kupujemy je, bo są tanie, ładne, a dziecko i tak za chwilę z nich wyrośnie. Tymczasem najnowsze badania pokazują, że niektóre dziecięce ubrania mogą zawierać ołów. Toksyczny metal szczególnie groźny dla najmłodszych. Najwięcej niepokoju budzą intensywnie kolorowe materiały.
Kupując ubrania dla dzieci, rzadko zastanawiamy się nad ich składem chemicznym. Liczy się cena, wygląd i świadomość, że nie ma co przepłacać, bo i tak przecież "zaraz z tego wyrośnie". Tymczasem najnowsze wyniki badań pokazują, że to, co trafia do koszyków rodziców, nie zawsze jest tak bezpieczne, jak się wydaje.
Podwyższony poziom ołowiu we krwi u dziecka
Za tymi niepokojącymi wnioskami stoją konkretne badania naukowe. Przeprowadził je zespół badaczy z Marian University w USA, kierowany przez chemiczkę Kamilę Deavers.
Co ciekawe, temat nie pojawił się przypadkiem. Badaczka zajęła się nim po tym, jak u jej własnego dziecka wykryto podwyższony poziom ołowiu we krwi. To skłoniło ją do sprawdzenia skąd takie wyniki i czy mają z tym związek codzienne produkty, takie jak ubrania.
Naukowcy przeanalizowali dziecięce koszulki dostępne w sprzedaży, głównie z segmentu fast fashion. Wyniki okazały się bardzo niepokojące. W każdej z badanych próbek wykryto ołów w ilościach przekraczających dopuszczalne normy. Choć było to badanie wstępne, jego wyniki zaprezentowano podczas konferencji American Chemical Society i szybko zwróciły uwagę ekspertów.
Im intensywniejszy kolor, tym większe ryzyko
Badacze zwrócili uwagę na jeden szczegół, który powinien szczególnie zaniepokoić rodziców. Najwyższe stężenia ołowiu pojawiały się w ubraniach o intensywnych kolorach – takich jak czerwony, żółty czy różowy. Dlaczego właśnie tam?
Jednym z powodów może być sposób produkcji. Do utrwalania barwników i uzyskania wyrazistych kolorów stosuje się czasem związki zawierające ołów, bo są po prostu tanie i skuteczne, a dzięki temu ubrania mają bardzo intensywne kolory.
Zobacz także
Ołów jest metalem ciężkim, który może mieć bardzo poważny wpływ na zdrowie, szczególnie u dzieci. Tak naprawdę nie istnieje bezpieczny poziom jego ekspozycji, dlatego każda ilość może stanowić zagrożenie dla zdrowia.
Najbardziej narażone są najmłodsze dzieci, zwłaszcza poniżej 6. roku życia. Nie tylko dlatego, że ich organizmy są bardziej wrażliwe. Również dlatego, że mają zwyczaj wkładania ubrań do ust, a to może prowadzić do bezpośredniego kontaktu z toksycznymi substancjami.
Pranie nie rozwiązuje problemu
Niestety upranie takich ubrań, nawet w wysokiej temperaturze, nie rozwiąże problemu. Pranie nie usuwa ołowiu z tkanin, a w niektórych przypadkach może nawet sprzyjać jego przenoszeniu na inne ubrania.
Choć badanie objęło ograniczoną liczbę próbek, jego wyniki są jednoznaczne. Żadna z analizowanych koszulek nie spełniała obowiązujących norm. A to rodzi pytania o skalę zjawiska. Zwłaszcza że mówimy o ubraniach łatwo dostępnych, tanich i masowo kupowanych.
Wszystko ma związek z presją kosztową w branży fast fashion. Tańsza produkcja często oznacza tańsze (i potencjalnie bardziej ryzykowne) metody barwienia i wykańczania tkanin.
Nie chodzi o to, żeby wpadać w panikę i wyrzucać wszystkie ubrania z szafy. Ale warto mieć świadomość i wprowadzić kilka prostych zasad. Przede wszystkim zwracać uwagę na jakość i źródło ubrań i unikać bardzo intensywnych kolorów w najtańszych produktach. Kupując ubranka, warto sprawdzać metkę i wybierać odzież z certyfikatami bezpieczeństwa. Czasem lepiej kupić używane ubranka, ale lepszej jakości.
