Na zdjęciu starsza kobieta robi zakupy.
Babcia podczas zakupów z wnukiem ostrzegła go, że jak nie będzie się uczył, będzie pracował na kasie. pexels.com

"Ucz się, Stasiu, ucz! Bo skończysz jak ta pani na kasie" – te słowa padły w supermarkecie, przy kolejce pełnej ludzi. Historia opisana przez Zuzę Kowalczyk porusza coś więcej niż tylko jedną nieprzyjemną sytuację. Pokazuje, czego naprawdę uczymy dzieci, może nawet mając dobre intencje.

REKLAMA

Tę historię opisała na swoim Instagramie Zuza Kowalczyk – mama i autorka podcastu "DobrepogaDuszki".

Scena z supermarketu

Była na zakupach w popularnym dyskoncie. Jedna kasa otwarta, kolejka coraz dłuższa, klienci zniecierpliwieni. Kasjerka dwoi się i troi – oprócz swojej kolejki musi jeszcze pomagać przy kasach samoobsługowych. Ktoś reklamuje promocję, komuś nie zgadza się cena z etykietą, ktoś wzdycha demonstracyjnie. Typowy zakupowy chaos.

Przed Zuzą w kolejce stoi starsza kobieta z wnuczkiem w wieku wczesnoszkolnym. Kiedy przychodzi ich kolej, kasjerka sprawnie skanuje produkty. I wtedy pada zdanie, które mrozi krew.

"No widzisz, Stasiu, ucz się, ucz! Bo jak będziesz takim nieukiem, to skończysz jak ta pani na kasie!

Zuza pisze, że kasjerka zamarła. Jej twarz wskazywała, że za chwilę się rozpłacze. Powstrzymała się jednak i odpowiedziała spokojnie: "Wielu z nas też jest po studiach".

I właściwie na tym można by zakończyć tę historię. Resztę przeczytacie u Zuzy poniżej. Ja chciałabym zatrzymać się właśnie w tym miejscu.

Można tylko współczuć babci

Bo jak bardzo trzeba być niedowartościowanym człowiekiem, by wypowiadać takie słowa? I to głośno. Wystarczająco głośno, by osoba, której dotyczą, na pewno je usłyszała.

Znam takie sytuacje. Sama byłam ich świadkiem. Te zdania rzadko są mówione wyłącznie do dziecka. One mają kogoś zawstydzić, ustawić w hierarchii, pokazać: "ja jestem wyżej".

Ktoś kiedyś powiedział, że to, co pokazujemy na zewnątrz, więcej mówi o nas niż o innych. Cudze słowa warto traktować jak wyznanie, a nie ocenę. Może w takich sytuacjach to szczególnie prawdziwe.

Co dziecko wyniosło z tej historii?

Ale jest jeszcze drugi wymiar tej historii. Może ważniejszy. Czego uczymy w takich momentach dzieci?

Nie chcę wierzyć, że ta babcia miała złe intencje. Być może chciała zmotywować wnuka. Pokazać, że nauka jest ważna, że warto się starać. Może chciała powiedzieć: "Zobacz, jaka to ciężka praca". Chcę, wierzyć, że taki był zamiar.

Tyle że dziecko nie słyszy niuansów. Ono słyszy prosty komunikat: ta pani jest kimś gorszym. Nie uczyła się, nie posłuchała swojej babci, swoich rodziców. Skończyła na kasie "za karę", "była niegrzeczna".

Moje dziecko marzyło, żeby pracować na kasie

Tak właśnie uczymy też dzieci stereotypów. Nie mam nic przeciwko temu, by moje dziecko kiedyś pracowało w sklepie. Tak na marginesie – kiedyś było to zawodowe marzenie mojego syna. Mam natomiast bardzo wiele przeciwko temu, by nie szanowało innych ludzi.

Prawdziwą życiową porażką nie jest praca fizyczna, jest nią brak szacunku.

W swoim poście Zuza zwraca uwagę jeszcze na jedną rzecz – na cienką granicę między empatią a politowaniem. "Zauważenie czyjegoś trudu buduje, litość łamie, a granica bywa bardzo cienka".

Może więc zamiast straszyć dzieci "skończeniem na kasie", warto powiedzieć im coś innego. Ucz się, żeby mieć możliwość wyboru, a nie po to, by czuć się lepszym od innych.