Twoje dziecko gra w Roblox, Minecraft lub Fortnite? Rodzice oskarżają ich twórców o uzależnienie u dzieci.
Bardzo łatwo przeoczyć jest moment, kiedy gra przestaje być rozrywką, a staje się uzależnieniem. storyblock.com

Twoje dziecko nie potrafi oderwać się od gier, a wyłączenie ekranu kończy się złością? Ekspertka emocji mamy i dziecka mówi wprost, że to nie jest przypadek. Popularne gry są projektowane tak, by uzależniać uwagę najmłodszych. I to wymaga od rodziców bardzo trudnych decyzji.

REKLAMA

Coraz więcej rodziców zadaje sobie dziś to samo pytanie: dlaczego tak trudno oderwać dziecko od gry? Dlaczego wyłączenie konsoli lub telefonu kończy się wybuchem złości, a czasem wręcz agresją?

Odpowiedź, choć niewygodna, wcale nie jest przypadkowa. Jedne z najpopularniejszych gier, takich jak Roblox, Minecraft czy Fortnite, są projektowane w taki sposób, by jak najdłużej zatrzymać uwagę dziecka.

Na ten problem zwraca uwagę Monika Włodarczyk-Has, ekspertka emocji mamy i dziecka. W jednej z ostatnich rolek mówi wprost o czymś, co dla wielu rodziców może być bolesne i bardzo trudne. To nie jest kwestia słabej woli dziecka ani "braku zasad w domu". To zamierzony efekt gier, które od początku zostały stworzone po to, by uzależniać.

Uwaga dziecka stała się towarem

Uwaga dziecka jest dziś na wagę złota. Dlatego twórcy gier prześcigają się w wymyślaniu mechanizmów, które sprawiają, że młodzi gracze wracają, zostają coraz dłużej i wydają pieniądze (często nieświadomie). Gry nie są już tylko rozrywką. To precyzyjnie zaprojektowane systemy, które mają jedno zadanie – zatrzymać użytkownika jak najdłużej.

Dziecko nigdy do końca nie wie, co dostanie następnym razem. Ta nieprzewidywalność sprawia, że chce spróbować jeszcze raz. Nie ma wyraźnego końca gry ani momentu "wystarczy". Zawsze jest kolejny poziom, kolejna nagroda, kolejne wyzwanie. Do tego dochodzi presja porównywania się z innymi. Ktoś z kolegów ma lepszą postać, więcej punktów, większy sukces. To wystarczy, by dziecko czuło, że musi być tam dalej.

Gra jako sposób na regulowanie emocji

Ekran i gra bardzo często przestają być zabawą. Stają się sposobem na radzenie sobie z emocjami, nudą, napięciem czy dyskomfortem. Gra wycisza, zajmuje, daje szybkie ukojenie. Problem pojawia się wtedy, gdy trzeba ją wyłączyć.

Monika Włodarczyk-Has mówi wprost, że początkowo wierzyła, iż da się nauczyć dzieci zarządzania czasem spędzanym przy ekranach. To brzmi rozsądnie i wielu rodziców próbuje właśnie tej drogi. Z czasem jednak dotarło do niej, że nie da się uczyć samokontroli w środowisku, które zostało zaprojektowane po to, by tej samokontroli nie było.

Dlaczego wyłączenie gry wywołuje złość?

Moment odłożenia telefonu lub wyłączenia gry bywa dla dzieci niezwykle trudny. Pojawia się frustracja, złość, czasem agresja. To nie dlatego, że dziecko jest niegrzeczne. Dziecięcy mózg, przyzwyczajony do ciągłej stymulacji i nagród, nie radzi sobie z nagłym jej brakiem. Emocje, które wracają po wyłączeniu gry, są zbyt intensywne i trudne do uniesienia.

Trudna decyzja, która wymaga odwagi

Ekspertka przyznaje, że przyszedł moment, w którym zdecydowała się na bardzo radykalny krok – gra po prostu zniknęła z ich domu. Nie tylko ze względu na problem uzależnienia i uwagi, ale również z powodu realnych zagrożeń, jakie niosą ze sobą te platformy dla dzieci.

To nie była łatwa decyzja i wymagała ogromnej cierpliwości oraz przestawienia dzieci na inne formy aktywności. Jednak w jej ocenie była konieczna, jeśli naprawdę chcemy chronić rozwój emocjonalny dzieci.

Niewygodny wniosek dla dorosłych

Gry (nie tylko te wyżej wymienione), YouTube, media społecznościowe i niekończące się scrollowanie nie uczą dzieci zarządzania czasem. Nie dlatego, że dzieci nie potrafią się tego nauczyć, ale dlatego, że są to środowiska silnie uzależniające. Dokładnie taki był zamysł ich stworzenia.

To trudne do przyjęcia, bo wymaga od dorosłych spojrzenia również na własne nawyki. Uwaga dziecka jest na wagę złota, ale uwaga rodzica również. Czasem to właśnie ona jest jedyną rzeczą, jaką naprawdę mamy do zaoferowania jako alternatywę dla elektroniki. To jednak wymaga z naszej strony dużego zaangażowania i poświęcenia.

Czytaj także: