Na zdjęciu zamyślona kobieta jedzie pociągiem.
Kiedy zostajemy rodzicami, nasze życie bardzo się zmienia. Nic dziwnego, że czasem tęsknimy za tym, co było. storyblock.com

Coraz więcej mam przyznaje, że tęskni za życiem sprzed dzieci. Nie dlatego, że ich nie kochają, ale dlatego, że codzienność zamieniła je w działający bez przerwy "automat". Między karmieniem, szkołą, pracą i obowiązkami bardzo łatwo zgubić własne potrzeby, a nawet własną tożsamość.

REKLAMA

Jest taki moment w macierzyństwie, o którym rzadko mówi się głośno. Moment, w którym łapiesz się na myśli, że tęsknisz za swoim dawnym życiem. Nie dlatego, że nie kochasz swoich dzieci, że żałujesz swojej decyzji, ale dlatego, że chcesz choć na chwilę poczuć się tylko sobą – osobą, którą byłaś zanim zostałaś mamą.

Ostatnio usłyszałam takie zdanie: "Czuję się jak 'automat do ogarniania dzieci'. Przyznam, że tęsknię za swoim dawnym życiem".

Pomyślałam sobie – jakie to smutne, ale jednocześnie tak bardzo prawdziwe.

Tryb mamy, czyli życie na autopilocie

Kiedy zostajemy mamami, bardzo szybko wchodzimy w tryb zadaniowy tzw. tryb mamy, na autopilot. Działamy jak zaprogramowany automat, który od rana do wieczora wykonuje te same czynności, bo po prostu muszą zostać wykonane.

Dzieci trzeba nakarmić. Trzeba je ubrać, wyjść na spacer, zawieźć do przedszkola albo szkoły. Młodsze nakarmić. Potem lekarz, szczepienia, zebrania, prace domowe, maile z przedszkola, lista zakupów, obiad, kolacja. I jeszcze praca – zawodowa, no i ta niewidzialna, domowa.

Nie ma tu miejsca na spontaniczność

Każdy dzień jest podobny do poprzedniego, a monotonia jest wszechobecna. Wiele mam tęskni za tym, co kiedyś było zupełnie zwyczajne. Możliwość wyspania się do oporu i wstania wtedy, kiedy ciało samo się obudzi. Tęsknimy za porankiem bez pośpiechu – późnym, powolnym śniadaniem, zjedzonym w ciszy, bez ciągłego "maaamo!".

Luksus nudy

Przyznaje się, że też czas czasem za tym tęsknię. Ostatnio spotkałam się z koleżanką na kawę, tak sobie ponarzekałyśmy i ona nagle mówi "Wiesz co, ja najbardziej tęsknię za tym, żeby się ponudzić. Chciałabym obejrzeć sobie jakiś serial w środku dnia, wyjść na spacer bez celu, pójść do sklepu nie dlatego, że skończyło się mleko, ale dlatego, że mam ochotę sobie coś pooglądać. I – co najważniejsze – robić to wszystko bez wyrzutów sumienia, że nie jest się wystarczająco produktywną.

Nasze potrzeby są tak samo ważne jak potrzeby innych

Skupiając się przez lata na potrzebach innych, bardzo łatwo oddalić się od własnych. Reagujemy na potrzeby innych, ogarniamy ich życie, gasimy pożary. Naturalną rzeczą jest, że właśnie wtedy gubimy siebie, bo zwyczajnie nie mamy już zasobów.

Do tego ta okropna presja społeczna, że dobra matka ma być zmęczona, poświęcona, zawsze dostępna. Jak tylko spróbujesz zadbać o siebie, stajesz się wyrodna i leniwa.

A przy tym jednocześnie dobrze, gdybyś szybko wróciła do formy, do pracy i ogólnie do aktywności. No bo matka zapuszczona, to co to za matka!

To wszystko sprawia, że jeśli nawet przez chwilę nie dajesz z siebie stu procent, pojawiają się wyrzuty sumienia.

Tymczasem bycie mamą nie odbiera prawa do bycia człowiekiem, kobietą. Osobą z własnymi potrzebami, pragnieniami i marzeniami. Tęsknota za życiem sprzed dzieci nie oznacza, że coś jest z tobą nie tak. Oznacza, że potrzebujesz kontaktu ze sobą, nie tylko z rolą, którą pełnisz.

Odzyskiwanie siebie nie musi zaczynać się od rewolucji. Nie trzeba od razu zarywać nocy na imprezach ani planować weekendów bez dzieci. Czasem wystarczą drobne zmiany – nie wiem, może wyjście z domu na godzinę, kilka razy w tygodniu. Zjedzenie posiłku poza domem, samotny spacer albo kawa wypita w ciszy, w kawiarni.

Z zewnątrz może to wyglądać niepozornie i pewnie do końca nie będzie w pełni takim życiem, jakie miałaś, ale dla głowy działa to jak prawdziwy reset. Przypomina, że poza twoimi dziećmi, partnerem, którzy są najważniejsi na świecie, istnieje jeszcze ktoś równie ważny. Ty.

Czytaj także: