
Pokolenie Z na dobre weszło na rynek pracy i coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność. Ich podejście do kariery, ambicji i zarabiania pieniędzy budzi skrajne emocje i często spotyka się z ostrą krytyką starszych pokoleń. Zetki nie chcą żyć pracą – wybierają spokój, stabilność i jasne granice.
W mediach w ostatnim czasie sporo mówi się o podejściu pokolenia Z do wielu spraw. Być może dlatego, że to generacja, która właśnie weszła w dorosłość – pierwsze roczniki nie tylko są już aktywne zawodowo, ale także zakładają rodziny i decydują się na dzieci. Starsze pokolenia mogą dziś uważnie obserwować ich wybory i przekonania oraz poddawać analizie to, jak bardzo Zetki różnią się od swoich poprzedników.
Zetki rozgościły się już na rynku pracy
Ostatnio szczególnie dużo uwagi poświęca się ich podejściu do pracy zawodowej i zarabiania pieniędzy. Funkcjonuje stereotyp, że młodzi ludzie wychowani w całkowicie cyfrowym świecie marzyli głównie o byciu youtuberami czy influencerami. Tymczasem znaczna część z nich trafiła do "zwyczajnych" miejsc pracy, gdzie można zaobserwować zupełnie inne, często zaskakujące podejście do obowiązków zawodowych.
Pracownicy z pokolenia Z mają wyraźnie inny stosunek do pracy niż wcześniejsze generacje. Dla wielu z nich pogoń za karierą, awansami i spektakularnymi sukcesami zawodowymi nie jest celem samym w sobie. Tymczasem dla poprzednich pokoleń takie aspiracje były czymś naturalnym w momencie wchodzenia na rynek pracy.
Liczył się rozwój, uznanie ze strony przełożonych, kolejne szczeble kariery i podwyżki – wszystko to wynikało z wychowania w kulturze tytanicznej pracy. Panowało przekonanie, że tylko ciężka harówka może zapewnić stabilność, prestiż i finansowe bezpieczeństwo.
Liczy się minimalizm i stabilizacja
Pokolenie Z ma zupełnie inne podejście. Woli minimalizm, stabilność i spokój. Jak zauważa "The Week", takie oczekiwania paradoksalnie sprawiają, że młodzi ludzie łatwiej przystosowują się do szybkich zmian i dynamicznego rozwoju firm. Są mniej przywiązani do samego pracodawcy, a bardziej do własnej satysfakcji z zatrudnienia. Najważniejsze są dla nich bezpieczeństwo zawodowe oraz stworzenie nowej definicji sukcesu.
To podejście często określa się mianem "minimalizmu zawodowego". Oznacza ono świadome związanie się z jednym pracodawcą, wyraźne stawianie granic między pracą a życiem prywatnym oraz budowanie oszczędności z różnych źródeł dochodu. Młodzi ludzie nie są szczególnie zainteresowani awansami, a przeraża ich obserwowanie starszych pokoleń, które całkowicie podporządkowały swoje życie pracy i nie potrafiły oddzielić sfery zawodowej od prywatnej.
"To nie tak, że pokolenie Z odrzuca pracę. Odrzuca jedynie przestarzałą wizję pracy, którą im wmawiano. Takie podejście daje większą elastyczność i odporność na zmiany" – mówi Chris Martin, główny badacz w firmie Glassdoor.
Jasne rozdzielanie sfer życia sprawia, że są to pracownicy wyjątkowo elastyczni zawodowo, chętnie podejmujący się dodatkowych zajęć, które pozwalają im rozwijać kompetencje i poszerzać horyzonty.
Gen Z: robicie to dobrze
Jako milenials, wychowany w kulturze nieustannego "tyrania", by zdobyć awanse i zawodowe sukcesy, muszę przyznać, że odczuwam wobec tego pokolenia sporą zazdrość. Milenialsi dorastali w czasach, gdy wciąż powtarzano, że tylko ukończenie studiów zapewni sukces, dobrze płatną pracę, możliwość opłacenia rachunków i życie na wysokim poziomie. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej łaskawa.
Dziś wielu przedstawicieli tego pokolenia czuje się zwyczajnie oszukanych. Oddajemy pracy ogromne ilości czasu i energii, często kosztem zdrowia i życia prywatnego, a w zamian nie otrzymujemy ani stabilności, ani uznania. Zamiast tego dostaliśmy umowy śmieciowe, kredyty hipoteczne na 30 lat i permanentne poczucie, że wciąż robimy za mało – nawet wtedy, gdy przekraczamy własne granice.
W takich realiach autentycznie zazdroszczę Zetkom braku presji i umiejętności oddzielania pracy od życia prywatnego. Zamiast chorobliwej pogoni za awansami marzą o dodatkowych pieniądzach na rozwój, pasje i podróżowanie. Być może właśnie w tym tkwi ich największa siła i być może to wszystkie wcześniejsze pokolenia powinny dziś wziąć z nich przykład, redefiniując swoje podejście do pracy, sukcesu i własnego dobrostanu.
Pokolenie Z nie jest leniwe ani roszczeniowe – jest po prostu bardziej świadome. Zamiast bezrefleksyjnie powielać schematy swoich rodziców i dziadków, zadaje pytania o sens, granice i cenę, jaką płaci się za zawodowe ambicje. Być może to właśnie ta generacja, rezygnując z kultu pracy za wszelką cenę, zapoczątkuje realną zmianę na rynku pracy – taką, w której sukces nie będzie mierzony liczbą nadgodzin, lecz jakością życia. Jeśli tak się stanie, skorzystają na tym nie tylko Zetki, ale wszyscy pracownicy.
Źródło: businessinsider.com.pl
