babcia i dziadek z wnuczką robią sobie selfie
Współcześni dziadkowie nie zawsze czują potrzebę angażowania się w opiekę nad wnukami. fot. monkeybusiness/storyblocks.com

Relacja dziadków z wnukami czasami staje się źródłem napięć i rozczarowań. Młodzi rodzice, zwłaszcza z pokolenia milenialsów, mówią wprost o poczuciu braku wsparcia i emocjonalnego dystansu. Głos jednej z matek doprowadził do dyskusji o tym, kto dziś naprawdę powinien dbać o więzi międzypokoleniowe.

REKLAMA

Kiedy sami zostajemy rodzicami, nagle zaczynamy patrzeć na własnych rodziców z zupełnie innej perspektywy. Gdy same jesteśmy mamami, w końcu rozumiemy, dlaczego nasza mama – gdy byłyśmy nastolatkami – martwiła się o naszą przyszłość. Dostrzegamy u siebie reakcje, które kiedyś nas irytowały, gdy podobnie zachowywali się nasi rodzice. Rodzicielstwo zmienia punkt widzenia – często bezpowrotnie.

Relacja dziadków z wnukami bywa problemem pokoleniowym

Również nasi rodzice w roli dziadków bywają kimś zupełnie innym, niż byli jako mama i tata. Z relacji wielu znajomych wiem, że szczególnie trudne są sytuacje, w których rodzice, niegdyś bardzo rygorystyczni, dziś chcą wnukom uchylić nieba.

Albo takie, gdy wcześniej byli nieobecni, a teraz – także jako dziadkowie – nadal są gdzieś obok. O tym, jak skomplikowane potrafią być te relacje – dla rodziców, seniorów i samych dzieci – napisała jedna z użytkowniczek Threads.

"Co myślicie, kto powinien budować relacje dziadkowie-wnukowie? Mam młodych rodziców (po 50) i przez 8 lat jako jedyna z rodzeństwa miałam dzieci a oni wnuki. Wg nich to dzieci i ja powinniśmy ich odwiedzać, dbać o relacje nie oni. Nie zabierali ich nigdy nigdzie, posiedzieli czasem gdy ich poprosiłam, ale raczej na zasadzie "pobawię się sami w pokoju".
[...] Moja mama jest nauczycielką, ma sporo wolnego, ale nigdy nie wyszła sama z żadnym z nich ani na spacer, nie zabrała do kina, na lody czy na plac zabaw. W odwiedziny zaglądają raz w roku na urodziny, sami z siebie nie.
Nigdy nie odebrali żadnego z przedszkola, musieli siedzieć od rana do 15 gdy ich odbierałam, mimo że mama wraca około 12 do domu. Przesadzam? Czy to źle, że chciała bym żeby spędzali czas? Zawsze to do mnie są pretensje, że dzieci nie przychodzą ich odwiedzić [...]" – napisała użytkowniczka @uzytkownik13245287.

W jej słowach wyraźnie czuć żal i niezrozumienie – emocje, które dziś są bardzo powszechne, szczególnie wśród milenialsów. Z moich obserwacji wynika, że to właśnie pokolenie urodzone w latach 80. i 90. często dorastało "z kluczem na szyi".

W opiekę nad dziećmi mocno zaangażowani byli dziadkowie i inni krewni, bo rodzice próbowali utrzymać rodziny w czasie trudnych przemian gospodarczych i ekonomicznych. Wielu z tych dorosłych dzisiejszych rodziców czuje, że wychowywało się niemal bez swoich matek i ojców i nosi w sobie związany z tym żal.

Rozwiązaniem może być szczera rozmowa

Jednocześnie ich rodzice, czyli dzisiejsi dziadkowie, często nie czują potrzeby dużego zaangażowania w życie wnuków. Wynika to z kilku powodów: seniorzy coraz lepiej stawiają granice, uważają, że swoje dzieci już wychowali, a teraz mają prawo realizować własne pasje i potrzeby – zamiast pracować na drugi etat jako opiekunowie wnuków.

Relacje z dziećmi i wnukami chcą budować z potrzeby serca, a nie z poczucia obowiązku. Z drugiej strony trzeba też jasno powiedzieć, że to młodzi, decydując się na dziecko, biorą odpowiedzialność za jego opiekę i wychowanie. Nie mogą więc wymagać od swoich rodziców zaangażowania w rolę dziadków, jeśli ci nie czują takiej potrzeby.

Problem polega na tym, że obie strony często mówią zupełnie innymi językami i żadna z nich nie umie naprawdę zobaczyć perspektywy tej drugiej. Dopóki nie zaczniemy szczerze rozmawiać o oczekiwaniach, możliwościach i emocjach, napięcie będzie narastać.

Relacje międzypokoleniowe nie są ani obowiązkiem, ani przywilejem – są delikatną przestrzenią, którą trzeba budować uważnie, z empatią i akceptacją tego, że nie każdy potrafi wyrażać swoje uczucia w taki sam sposób.

Czytaj także: