
Nowe badania pokazują, że babcie reagują emocjonalnie silniej na wnuki niż na własne dzieci. Eksperci tłumaczą, że ta więź wynika zarówno z ewolucji, jak i z różnic w relacjach między pokoleniami.
Badania mózgu pokazują różnice
Profesor James Rilling z Emory University zmierzył funkcjonowanie mózgu około 50 kobiet, które miały co najmniej jedno biologiczne wnuczę w wieku 3-12 lat. Uczestniczki oglądały zdjęcia wnuków, swoich dorosłych dzieci (rodziców wnuków) i obcych osób.
"Kiedy babcie oglądały zdjęcia swoich wnuków, szczególnie silnie aktywowały obszary mózgu związane z empatią emocjonalną, takie jak kora wyspy oraz wtórna kora somatosensoryczna" – wyjaśnia prof. James Rilling.
Gdy patrzyły na zdjęcia dorosłych dzieci, aktywowały obszary mózgu związane z empatią poznawczą:
"Podczas oglądania zdjęć rodzica wnuka tej samej płci, szczególnie aktywowały się obszary mózgu zaangażowane w empatię poznawczą, takie jak przedklinek".
Więcej emocji niż u rodziców
Badanie porównawcze z udziałem ojców wykazało, że babcie mają silniejszą aktywację w obszarach mózgu odpowiedzialnych za emocjonalną empatię, nagrodę i motywację niż ojcowie.
Rilling podkreśla jednak, że "w obrębie badanych grup występowały różnice indywidualne między poszczególnymi osobami", czyli różnice indywidualne są zawsze możliwe.
Hipoteza babci
W latach 80. i 90. antropolog Kristen Hawkes sformułowała "hipotezę babci", która mówi o tym, że uczucia pozostają długo po okresie reprodukcyjnym po to, aby wspierać wychowanie kolejnych pokoleń. Rilling dodaje: "Istnieje wiele dowodów na to, że babcie mogą realnie przyczyniać się do dobrostanu wnuków".
Dzięki temu zwiększają szanse przetrwania swoich genów i pomagają rodzinie.
Dlaczego ta więź jest taka wyjątkowa?
Rilling sugeruje, że część tego zjawiska wynika z tego, że dzieci są ewolucyjnie zaprojektowane tak, by wzbudzać opiekę i sympatię dorosłych.
Być może ta więź jest też tak intensywna dlatego, że wnuki uruchamiają w babciach coś, co przy własnych dzieciach często było tłumione przez zmęczenie, obowiązek i codzienny lęk o przetrwanie.
To nie jest więc miłość większa, tylko późniejsza – dojrzalsza i uważniejsza. Dzięki temu pozwala widzieć dziecko takim, jakie jest, a nie takim, jakie "powinno" być.
Źródło: huffpost.com
