uczniowie w ławkach na lekcji w klasie
Nauczyciele nie radzą sobie w uczniami z orzeczeniami z powodu wadliwego sytstemu edukacyjnego. fot. fancystudio/storyblocks.com

Uczeń z orzeczeniem nie jest problemem szkoły. To system edukacji, który nie nadąża za potrzebami dzieci, pokazuje swoje słabości. Dzieci neuroatypowe ujawniają luki i przeciążenia w klasach, a ich obecność powinna być impulsem do zmian, bo za chwilę w szkołach będzie tylko gorzej.

REKLAMA

Uczniowie z orzeczeniami są "problemem"

Każdy rodzic, którego dziecko jest dziś uczniem – szczególnie szkoły podstawowej – doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda współczesna edukacja. W większości szkół i klas uczą się dzieci neuroatypowe, posiadające orzeczenia o zaburzeniach rozwojowych, które często wymagają dodatkowego wsparcia i pracy.

Zdarza się, że uczniowie z zaświadczeniami z poradni psychologiczno-pedagogicznych uczęszczają do klasy z wychowawcą, a jednocześnie korzystają z pomocy nauczyciela wspomagającego.

Już wielokrotnie pisaliśmy o tym, że obecność uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi obnaża ogromne luki w systemie oświaty. Pojawiają się nawet opinie, że dzieci neuroatypowe z orzeczeniami są dla nauczycieli i rówieśników "problematyczne", "trudne" czy "nieprzystosowane".

Za każdym razem, gdy to słyszę, mam poczucie, że w tej dyskusji zbyt rzadko stawiamy się po stronie rodziców tych dzieci. A przecież większość z nich chce dla swoich dzieci dokładnie tego samego, co inni rodzice: jak najlepszej edukacji, realnego wsparcia w rozwoju i możliwości nauki na takim samym poziomie jak rówieśnicy bez orzeczeń.

Uczeń w spektrum autyzmu, z ADHD czy inną neuroatypowością – jeśli tak wskazują zalecenia terapeutów i lekarzy, którzy z nim pracują – może być uczniem zwykłej, publicznej szkoły, która nie jest placówką specjalistyczną. To, że w szkolnej rzeczywistości bywa uznawany za "trudny przypadek", najczęściej nie świadczy o nim, lecz o systemie. Systemie przestarzałym, skostniałym i od lat niedostosowanym do realnych potrzeb uczniów i nauczycieli.

Neuroatypowość uczniów pokazuje przestarzały system

Ostatnio trafiłam na Facebooku na wpis Natalii Fedan, specjalistki pracującej w nurcie Self-Reg, która zajmuje się m.in. samoregulacją układu nerwowego.

"Ostatnio czytam sporo dyskusji na temat edukacji włączającej w szkołach – jak bardzo obciążające i trudne to jest dla nauczycieli, jak bardzo niesprawiedliwe dla uczniów neurotypowych, tych 'grzecznych' czy 'tych zdolnych'... O tym, że jeden uczeń potrafi 'rozwalić' lekcję dla całej klasy" – napisała Fedan. W dalszej części wpisu dodaje to, co i mnie wydaje się kluczowe – że to nie dzieci są problemem, lecz system.

"Dzieci neuroatypowe bardzo często stają się w takich systemach sygnalistami stresu. Nie dlatego, że są 'problemowe', 'niewychowane' czy 'nieprzystosowane'. Tylko dlatego, że ich układ nerwowy szybciej, głośniej i wyraźniej reaguje na przeciążenie, które w rzeczywistości dotyczy całego systemu.

[...] I kiedy dziecko neuroatypowe 'nie wytrzymuje', to bardzo łatwo uznać, że to ono jest problemem. A z perspektywy samoregulacji to raczej 'kanarek w kopalni' – pierwszy sygnalizuje, że warunki są zbyt toksyczne. Edukacja włączająca nie jest obciążeniem dlatego, że są w niej dzieci neuroatypowe. Jest obciążeniem, bo próbujemy włączyć różnorodne układy nerwowe do systemu, który sam w sobie nie sprzyja regulacji – ani dzieci, ani nauczycieli".

Trzeba szukać rozwiązań

Specjalistka zaznacza również, że edukacja włączająca – choć trudna w obecnym modelu – jest potrzebna nie tylko dzieciom ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, ale także nauczycielom, którzy powinni mieć warunki do pracy z różnorodną grupą uczniów. Wskazuje konkretne rozwiązania, które mogłyby realnie poprawić sytuację i odciążyć pedagogów, tak aby żadne dziecko nie traciło – niezależnie od tego, czy posiada orzeczenie, czy nie.

"To jest argument za systemową zmianą: mniejszymi klasami, realnym wsparciem specjalistów, przestrzenią na regulację, relacjami zamiast ciągłej kontroli. [...] 'Jak stworzyć środowisko, które nie przeciąża układów nerwowych – żadnych?'. Bo dzieci neuroatypowe nie psują systemu. One pokazują, że system nie działa właściwie i nie sprzyja układom nerwowym. A my możemy albo dalej uciszać sygnały, albo w końcu zacząć ich słuchać" – pisze na koniec Fedan.

Dyskusja o edukacji włączającej zbyt często skupia się na tym kto przeszkadza w czasie lekcji, zamiast patrzeć na to, co nie działa i co należy naprawić. Tymczasem dzieci neuroatypowe nie są problemem do usunięcia z systemu, one po prostu pokazują, że ten system kuleje i nie jest przystosowany do współczesnych realiów.

Jeśli chcemy szkoły, która naprawdę będzie uczyć, wspierać i nie przeciążać – ani uczniów, ani nauczycieli – musimy przestać uciszać niewygodne tematy, które pokazują, że potrzeba zmian.

Czytaj także: