Na zdjęciu widać mamę i dziecko jadących na sankach.
Jedną z zimowych i bardzo niebezpiecznych aktywności na śniegu jest kulig samochodowy. storyblock.com

Zimowa aura zachęca do zabaw na śniegu. Kulig za samochodem wciąż bywa postrzegany jako niewinna atrakcja, zwłaszcza gdy pomyślimy ile radości może sprawić dzieciom. Tymczasem to jedna z najbardziej niebezpiecznych zimowych "rozrywek". Taka, która nie tylko może skończyć się tragicznie, ale mieć także poważne skutki prawne – mandat, punkty karne, a w niektórych przypadkach także poważniejsze konsekwencje.

REKLAMA

Dawno nie było w Polsce tak śnieżnej zimy. Białe drogi, zaspy i mróz sprawiają, że coraz częściej wracamy do zimowych zabaw sprzed lat.

Jedną z nich jest kulig na sankach – niestety często w bardzo ryzykownej wersji, czyli ciągnięcie sanek za samochodem. Choć dla wielu wygląda to niewinnie, w rzeczywistości to jedna z najbardziej niebezpiecznych zimowych aktywności. Co więcej, wiąże się z realną odpowiedzialnością prawną, nawet jeśli nikomu nic się nie stanie.

W ostatnich tygodniach w całej Polsce odnotowuje się liczne wypadki związane z zimowym szaleństwem w takiej odsłonie. Na niebezpieczeństwo narażone są nie tylko dzieci, ale też dorośli, którzy swoją brawurą wywołują niebezpieczne sytuacje.

Organizowanie kuligu w Polsce jest zakazane przez prawo

Dlatego warto to przypominać – organizowanie kuligu na drogach publicznych jest w Polsce nielegalne. Przepisy Prawa o ruchu drogowym (art. 60 ust. 2 pkt 4) wyraźnie zabraniają ciągnięcia za pojazdem osób na sankach, nartach, łyżwach czy innym podobnym sprzęcie.

Zakaz ten dotyczy wszystkich i niezależnie od tego, czy droga wydaje się pusta, a prędkość niewielka.

Oznacza to, że już sam fakt zorganizowania kuligu za samochodem stanowi wykroczenie. Nie ma znaczenia, czy uczestnicy mieli kaski, czy kierowca jechał wolno ani czy wszyscy dobrowolnie wyrazili na niego zgodę. Prawo w tej kwestii jest jednoznaczne i żadne tłumaczenia nie pomogą.

Przepisy ruchu drogowego obowiązują przede wszystkim na drogach publicznych. Poza nimi kulig może być formalnie dopuszczalny, ale w żadnym wypadku nie oznacza to, że jest bezpieczny. Część dróg polnych i leśnych również ma status dróg publicznych, a na innych obowiązuje zakaz ruchu pojazdów. W praktyce ciągnięcie sanek za samochodem zawsze wiąże się z ogromnym ryzykiem, a policja może interweniować w każdej sytuacji, gdy uzna, że taka "zabawa" zagraża zdrowiu lub życiu uczestników albo osób postronnych.

Mandat i punkty karne – nawet, gdy nic się nie stanie

Kierowca, który ciągnie sanki za samochodem, musi liczyć się z mandatem – jego wysokość może sięgać nawet kilkuset złotych (od 20 zł do 500 zł). Do tego dochodzą punkty karne (standardowo jest to 5 punktów).

Jeśli sprawa trafi do sądu, kara finansowa może być znacznie wyższa niż mandat nałożony przez policję. Sąd ocenia nie tylko sam fakt wykroczenia, ale też stopień zagrożenia, jaki stworzył kierowca.

Jeśli podczas kuligu dojdzie do wypadku i ktoś dozna ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub zginie, sprawcy grozi kara nawet ośmiu lat więzienia.

To właśnie dlatego policja i służby co roku apelują, by nie organizować kuligów na drogach publicznych. Ryzyko jest ogromne, a skutki nieodwracalne.

Bezpieczna alternatywa? Tylko z dala od dróg

Jeśli chcemy zorganizować dzieciom zimową frajdę, warto wybrać bezpieczne rozwiązania. Sanki na górce, kulig pieszy lub z udziałem koni, ale wyłącznie w miejscach do tego przeznaczonych i pod opieką dorosłych. Droga publiczna, nawet wiejska i rzadko uczęszczana, nigdy nie jest dobrym miejscem na taką zabawę.

Zima sprzyja radości, ale w przypadku kuligów granica między beztroską a tragedią jest bardzo cienka. Warto o tym pamiętać nawet, jeśli wydaje nam się, że "przecież nic się nie stanie". Wszyscy tak na początku uważają.

Źródło: https://www.facebook.com/KPPPisz

Czytaj także: