Na zdjęciu widać kobietę gotującą coś w towarzystwie córeczki
Kiedyś kobiety pozostające w domu były określane "kurami domowymi" storyblock.com

Na Instagramie i TikToku coraz większą popularność zdobywają kobiety, które z dumą pokazują swoją codzienność w domu – opiekę nad dziećmi, gotowanie, porządkowanie i życie rodzinne. Trend tradwives bywa przedstawiany jako powrót do tradycji, ale coraz częściej pojawiają się głosy, że to raczej nowa estetyka i medialna narracja niż cofnięcie się do dawnych ról.

REKLAMA

Na Instagramie i TikToku coraz częściej pojawiają się kobiety, które z dumą pokazują swoją codzienność w domu. Opieka nad dziećmi, gotowanie od podstaw, sprzątanie, spokojny rytm dnia, podporządkowany rodzinie. Twórczynie nazywają siebie "tradwives" – tradycyjnymi żonami. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak powrót do dawnych, tradycyjnych ról. Niektórzy uważają jednak, że to chwilowa moda.

Kim są tradwives?

Tradwives nie przedstawiają się jako "kury domowe", bo to zdecydowanie pejoratywne określenie, kojarzące się raczej z kobietami zniewolonymi. Tradwives, to kobiety świadome swojego wyboru, często bardzo dobrze zorganizowane i konsekwentnie budujące wizerunek w mediach społecznościowych.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych przykładów jest Hannah Neeleman, twórczyni profilu Ballerina Farm. Pokazuje życie na farmie, domowe posiłki i opiekę nad gromadką dzieci.

logo

Podobną estetykę prezentuje Estee Williams, która wprost promuje model tradycyjnej żony, podkreślając podporządkowanie domowi i mężowi jako świadomy wybór.

logo

Także w polskich mediach społecznościowych rośnie popularność kont pokazujących życie skupione na domu, rodzinie i macierzyństwie. Jednym z częściej przywoływanych przykładów jest niezwykle estetyczne konto Karoliny Baszak, mamy sześciorga dzieci. Jej treści przyciągają uwagę nie tylko estetyką, ale też spokojną narracją o wyborze życia skoncentrowanego na domu. Dla wielu obserwatorek staje się to inspiracją lub punktem odniesienia w dyskusji o współczesnym macierzyństwie.

logo

Dlaczego ten trend tak przyciąga?

Bo sprzedaje wizję życia pozbawionego chaosu, spokojnego i zrównoważonego. W świecie nadmiaru bodźców i ciągłego pędu tradwife pokazują wyciszenie, zatrzymanie i zwrócenie uwagi na podstawowe wartości.

Ich przekaz trafia do kobiet zmęczonych presją współczesnego życia, czyli koniecznością łączenia pracy, macierzyństwa i do tego jeszcze samorealizacji.

Powrót do przeszłości?

Tyle że to właśnie nie jest do końca cofnięcie się do dawnych czasów. Kiedyś kobiety raczej nie miały wyboru, to była norma. Podział pracy był jasny – mężczyzna zarabia, kobieta zajmuje się domem. Często w takim układzie mieliśmy do czynienia także z przemocą ekonomiczną. Dzisiejsze tradwives działają w zupełnie innych warunkach. Korzystają z technologii, budują marki osobiste i często monetyzują swoją rzeczywistość. Da się tu wyczuć różnicę.

Tradewives poza obiektywem

Warto jednak pamiętać, że wszystko, co widzimy w social mediach, to tylko wycinek rzeczywistości. Piękne kadry, cisza, harmonia. Nie widać zmęczenia, kryzysów, które też na pewno się zdarzają.

Mimo to często zazdrościmy takiego obrazka codzienności, bo jest on po części odpowiedzią na bolączki współczesnych kobiet. Warto jednak pamiętać, że prawdziwa wolność nie polega na powrocie do ról, tradycji. Myślę, że nie to nas w tym tak pociąga. Bardziej chyba chodzi o realną możliwość wyboru.

Czytaj także: