
Na sali gimnastycznej pewna kobieta doprowadziła ją do szału swoim chaotycznym zachowaniem. Z irytacją obserwowała, jak krąży wokół dziecka i zakłóca zajęcia. Dopiero po chwili dotarło do niej, że ta kobieta robiła dokładnie to, co ona sama robiła przez lata. Próbowała okiełznać własny strach.
Jak codzienne wyzwania rodzicielskie budują stres?
Autorka tekstu przyznaje, że macierzyństwo nigdy nie było dla niej łatwe. Jej pierwsze dziecko miało kolki, które trwały pierwsze trzy miesiące, a następnie okazało się, że ma poważne alergie pokarmowe.
"Pamiętam, jak skakałam na piłce do jogi i jak tylko zatrzymałam się choć na sekundę, wycie zaczynało się od nowa. Przekonałam samą siebie, że problem tkwi w moim mleku matki" – wspomina.
Takie codzienne wyzwania sprawiają, że rodzice żyją w ciągłym napięciu i lęku o zdrowie dzieci. Nawet najprostsze czynności, jak przygotowanie posiłku, mogą stać się źródłem stresu.
Strach o alergie i nagłe sytuacje medyczne
Autorka przyznaje, że jej dzieci urodziły się z alergiami zagrażającymi życiu, co wymusza na niej stałą gotowość. Kobieta zawsze musi mieć przy sobie EpiPen.
"Ale oczywiście, tego dnia, kiedy zostawiłam torbę w samochodzie, mój mąż postanowił pojechać do biura. I oczywiście, tego samego dnia odkryłam zupełnie nową alergię. Twarz mojego dziecka zaczęła puchnąć po tym, jak podałam mu coś, co uważałam za bezpieczne" – opisuje dramatyczną sytuację.
Jak zachowanie innych rodziców wywołuje frustrację?
Z kolei sytuacja na zajęciach gimnastycznych pokazała, że lęk innych rodziców może przerodzić się w frustrację.
Autorka wspomina:
"Zachowanie jednego z rodziców na zajęciach gimnastycznych mojego dziecka, doprowadziło mnie do szału. To dlatego, że byłam taką matką. W głębi duszy".
Co się wydarzyło na sali?
Podczas zajęć gimnastycznych najstarszego syna autorki, zauważyła ona pewną kobietę, która nagle wpadła na salę i zaczęła nerwowo iść w stronę swojego dziecka. Nie było jasne, dlaczego to robi. Kobieta krążyła wokół dziecka, zupełnie ignorując trenerów i inne dzieci. Jej zachowanie było chaotyczne i natarczywe, co zakłócało przebieg zajęć.
Autorka podeszła bliżej i zapytała, czy wszystko w porządku i dlaczego kobieta martwi się o bezpieczeństwo swojego dziecka, skoro na sali są trenerzy, którzy czuwają nad bezpieczeństwem dzieci.
Matka wyjaśniła jej, że to pierwsze zajęcia, na które odprowadza swoje dziecko, i chciała upewnić się, że wszystko jest ok. Jej reakcja wydawała się jednak przesadna i wywołała w autorce irytację. Czuła złość, że psuje spokojną atmosferę zajęć.
Patrząc na całą sytuację, zauważyła, że większość rodziców w ogóle nie zwraca uwagi na zachowanie tej kobiety. Początkowa wściekłość autorki powoli zmieniła się w refleksję i współczucie. Zrozumiała, że matka po prostu przeżywa lęk, a jej nadopiekuńczość wynika ze stresu i troski, a nie z faktycznego zagrożenia. Autorka uświadomiła sobie, że każdy rodzic czasem walczy ze swoim strachem i robi, co może najlepiej w danej chwili
Po chwili refleksji zrozumiała, że jej gniew był nieproporcjonalny.
"Moi przyjaciele mieli rację. Starałam się, żeby mój gniew opadł. Zamiast tego zastąpiłam go współczuciem" – pisze.
To lekcja dla wszystkich rodziców: często wściekłość wynika z własnych niepewności, a nie z realnego zagrożenia. Obserwowanie innych w trudnych sytuacjach może stać się okazją do empatii i refleksji nad własnym stresem.
Źródło: huffpost.com
