smutna kobieta
Czasem łapiemy się na tym, że chcemy dać dzieciom wszystko to, czego sami nie mieliśmy. fot. Storyblocks.com

Każdy z nas niesie w sobie jakieś braki z dzieciństwa. Nagle zauważamy, że chcemy dać dziecku wszystko to, czego sami nie dostaliśmy. Staramy się być inni, lepsi, bardziej obecni. Ale w tym wysiłku często nieświadomie nadrabiamy własne emocjonalne deficyty.

REKLAMA

Dziecko w nas, które wciąż czeka

Psycholodzy często mówią, że w każdym dorosłym wciąż żyje jego wewnętrzne dziecko – takie, które kiedyś chciało być przytulone, zauważone, wysłuchane. Nie zniknęło z chwilą, gdy poszliśmy na studia, założyliśmy rodzinę czy zaczęliśmy mówić "teraz to ja jestem rodzicem". Ono wciąż jest, tylko nauczyło się milczeć. A kiedy pojawia się własne dziecko, to milczące dziecko w nas odzywa się na nowo. Chce nadrobić wszystko, czego nie dostało.

Oto 5 emocjonalnych braków z dzieciństwa, które nadrabiamy jako dorośli rodzice

1. Brak akceptacji

Wielu z nas dorastało w przekonaniu, że na miłość trzeba zasłużyć. Że żeby być "dobrym dzieckiem", trzeba mieć same piątki, nie marudzić, nie sprawiać kłopotów. Słyszeliśmy raczej: "no widzisz, twoja siostra potrafi", "mogłeś się bardziej postarać", "zawiodłem się na tobie".

Dziś robimy wszystko, by nasze dzieci czuły się kochane bez względu na wszystko. Chwalimy, bronimy, czasem aż do przesady. I choć płynie z tego dużo dobra, warto pamiętać, że nasze dziecko nie musi być dowodem na to, że sami zasługujemy na miłość. Ono potrzebuje nas prawdziwych, nie tych idealnych, którzy próbują udowodnić coś swoim rodzicom z przeszłości.

2. Brak bliskości

Nie wszyscy mieliśmy w domu przytulanie i ciepło. Niektórzy z nas słyszeli: "nie becz", "nic ci nie jest", "idź do swojego pokoju". Emocje nie miały prawa głosu, a bliskość była czymś krępującym.

Teraz, jako dorośli, chcemy to zmienić – przytulamy częściej, mówimy "kocham cię" codziennie, śpimy z dzieckiem w łóżku, bo nie umiemy znieść myśli, że mogłoby czuć się samotne. W tych gestach nie ma nic złego, o ile pamiętamy, że one leczą też nas samych. Warto czasem zatrzymać się i zapytać: "czy to dla niego, czy raczej dla mnie?". Bo bliskość to piękny dar – pod warunkiem, że dajemy ją z równowagi, nie z tęsknoty.

3. Brak poczucia bezpieczeństwa

Jeśli dorastaliśmy w chaosie, w domu, w którym panował lęk, krzyk albo cisza gęsta, to naturalne, że jako rodzice chcemy stworzyć odwrotność tamtego świata. Dbamy o spokój, stabilność, przewidywalność. Czasem jednak idziemy w tym za daleko – kontrolujemy, sprawdzamy, chcemy mieć pewność, że nasze dziecko niczego nie doświadczy, nie popełni błędu, nie upadnie.

Dzieciństwo bez błędów i drobnych potknięć nie istnieje. Czasem, próbując ochronić dziecko przed światem, uczymy je, że świat jest niebezpieczny. A ono potrzebuje nie perfekcyjnego bezpieczeństwa, ale wiary, że nawet jeśli coś się stanie – my tam będziemy.

Nie chodzi o winę, tylko o świadomość

Nie wychowujemy w próżni. Każdy z nas niesie w sobie historię, która wpływa na to, jak kocha, jak reaguje, jak chroni. Nie da się całkiem odciąć od własnego dzieciństwa – ale można je zrozumieć.

Kiedy zaczynamy rozpoznawać swoje emocjonalne braki, przestajemy je przerzucać na dzieci. Przestajemy "nadrabiać" i zaczynamy naprawdę kochać – z akceptacją, ale też z mądrością.

Bo im bardziej zaopiekujemy się sobą, tym mniej będziemy musieli naprawiać przez nasze dzieci.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl
Czytaj także: