Nastoletnie dziewczynka siedzi na łóżku z naburmuszoną miną
Dla niektórych nastolatków, każdy komunikat z ust rodziców brzmi jak ocena, zakaz czy krytyka storyblock.com

Znasz to? Jedno słowo i już trzaśnięte drzwi. Każda rozmowa kończy się konfliktem, a każda próba zwrócenia uwagi – obrażeniem. Wielu rodziców nastolatków mówi, że czują się, jakby chodzili po polu minowym. Tymczasem wystarczy zmienić sposób mówienia, by dotrzeć do dziecka i naprawdę usłyszeć się wzajemnie.

REKLAMA

"Nie mogę nic powiedzieć, bo od razu się obraża." To jedno z najczęściej powtarzanych zdań przez rodziców dorastających dzieci. Nastolatek, który jeszcze kilka lat temu przybiegał notorycznie po przytulenie, dziś na wszystko reaguje gniewem, przewracaniem oczami i zamyka się w pokoju.

Czasem wystarczy jedna mała uwaga o ocenach czy porządku w pokoju, by wybuchła emocjonalna burza, po której następują "ciche godziny".

Skąd się bierze to "emocjonalne pobudzenie"?

Wielu rodziców za taki stan rzeczy wini hormony, "ciężki charakter" albo "trudny wiek". No bo przecież ani nie krzyczymy, ani nie wymagamy rzeczy ponad siły dziecka. Tymczasem bardzo często chodzi właśnie o sposób, w jaki mówimy. Nastolatek zwraca większą uwagę nie tyle na treść, co na ton i emocje w dyskusji.

Mów o sobie, nie o nim

Aby uniknąć takich nieprzyjemnych sytuacji, warto zwracać się do dziecka w kontekście własnych emocji, czyli skierować rozmowę nie na "ty", tylko na "ja".

Najlepiej pokazać to na przykładzie. Zamiast powiedzieć: "Znowu nie odrobiłeś lekcji!", spróbuj: "Martwię się, kiedy widzę, że odkładasz to na później. Boję się, że może ci nie starczyć czasu."

Drobna zmiana, a robi ogromną różnicę

Dlaczego warto w taki sposób zmienić kierunek komunikacji? Bo w pierwszej wersji dziecko odbiera nasze słowa jak atak – jego mózg natychmiast uruchamia mechanizm obronny. Pojawia się złość albo obrażenie (urażenie uczuć). W drugiej wersji słyszy przede wszystkim emocje rodzica, związane z daną sytuacją. Nie musi "się bronić".

Dodatkowo, dziecko poznaje emocje rodzica i to, że zależy mu na dziecku. Uczy się także, że warto mówić o swoich uczuciach.

Rodzic też człowiek, nie wróg

Komunikacja nastawiona na "ja" (czyli mówienie o sobie, swoich uczuciach i potrzebach) pozwala dziecku zrozumieć, co naprawdę stoi za reakcją rodzica. Nie jest on złośliwy, nie stara się dziecku zaszkodzić, a ma dobre intencje. "Źle się czuję z tym, że znów się kłócimy." albo "Czuję się bezradna, kiedy nie mogę do ciebie dotrzeć."

Te komunikaty uczą też dziecko, że emocje warto nazywać i że tylko rozmawiając o uczuciach, wiemy czym może kierować się druga strona. To zmienia kierunek i dynamikę całej relacji.

Dajesz przykład na całe życie

Dziecko, które dorasta w domu, w którym rodzice potrafią mówić o swoich emocjach bez krzyku i ocen, uczy się tego samego. W dorosłym życiu potrafi rozmawiać o trudnych rzeczach, przyznawać się do błędów, mówić "jest mi źle", zamiast dawać ujście emocjom krzykiem i przekierowywać negatywne odczucia na innych.

Używanie "metody ja" to nie tylko sposób na lepszą komunikację – to też lekcja empatii i samoświadomości. To pokazanie, że emocje nie są czymś, czego trzeba się wstydzić, tylko naturalną częścią bycia człowiekiem.