
Czy wspieranie córki w czasie miesiączki to naprawdę kontrowersja? Historia mamy, która kupiła nastolatce kwiaty i czekoladę, pokazuje, że empatia i rozmowa mogą zmieniać przyszłość dziewczynek. Takie gesty uczą, że potrzeby młodych kobiet są ważne i zasługują na szacunek.
Świadomość i otwartość w rozmowie z dzieckiem
Dopiero przez media przetoczyła się dyskusja o tym, czy edukacja zdrowotna jest w szkołach potrzebna. Wielu rodziców wypisało z zajęć dzieci, tłumacząc się tym, że nie chcą demoralizacji swoich pociech.
Równocześnie w dzisiejszym świecie wciąż wielu rodziców jest zawstydzonych tym, że musi z dzieckiem rozmawiać o dojrzewaniu i świadomości płciowej. Część nadal przemilcza temat, licząc na to, że dzieci dowiedzą się wszystkiego na biologii czy z internetu, co jest najgorszym z możliwych pomysłów.
Są jednak rodzice, którzy są niezwykle świadomi, a przy tym chcą być wspierający dla swoich dzieci. O jednej z takich mam przeczytałam niedawno w portalu Threads. Jej wpis brzmi następująco:
"Bycie mamą nastolatki czasami nie jest łatwe. Szczególnie gdy przychodzą te dni. Dzisiaj jest naprawdę źle. Kupiłam jej kwiatka i ulubioną czekoladę. Odbieram ją wcześniej ze szkoły, bo naprawdę źle się czuje. Żałuję tylko, że moja mama nie miała tyle zrozumienia, gdy ja też przez to tak boleśnie przechodziłam" – pisze użytkowniczka o nicku __w_malinowym_chrusniaku__.
Wsparcie dla kobiet od kobiet
Jej słowa pokazują, że bycie wspierającym i ciepłym rodzicem, który rozumie potrzeby dziecka, może być naprawdę piękne i wzruszające. To też pokazanie nastoletniej córce, czym jest wsparcie kobiet, siostrzeństwo i wyrozumiałość. Ta ostatnia jest szczególnie ważna w pierwszych dniach menstruacji.
Bo wiele kobiet przez lata nie mówi głośno o tym, że okres po prostu potrafi dać w kość. To wcale nie jest taka nasza uroda: niektóre z nas mają obfite i bardzo bolesne miesiączki, a inne chorują na endometriozę, przy której menstruacja jest bolesna.
Przez lata w naszym społeczeństwie nie było przyzwolenia w ogóle na mówienie o miesiączce, a co dopiero na przyznawanie, że czujemy się źle i np. nie jesteśmy w stanie spędzić całego dnia w szkole czy pracy.
Pozwalanie córce na wcześniejsze wyjście ze szkoły, gdy czuje się źle, kupienie czekolady i kwiatów to proste gesty, które są informacją, że jesteśmy w tym razem i się wspieramy. Dodatkowo kobieta daje córce poczucie bezpieczeństwa i wzmacnia zaufanie w relacji. W komentarzach pod postem pojawiło się wiele zdań mówiących o podziwie:
"Twoja córka ma ogromne szczęście, że ma taką mamę jak Ty"
"Moja matka za to mówiła, że nie powinnam wyolbrzymiać I że jestem płatkiem śniegu. A, no i że kiedyś kobiety w polu rodziły dzieci.[...] Twoja córka jest ogromną szczęściarą, oby więcej takich wspierających rodziców jak Ty".
Zazdrościmy takiej mamy
Podpisuję się pod ich słowami bez dwóch zdań. Sama nie mam przykrych doświadczeń z czasów szkolnych, bo moja mama jako położna miała dla moich nastoletnich miesiączek ogrom zrozumienia. Ale wiem, że wiele moich koleżanek nawet z ogromnym bólem brzucha chodziło do szkoły, bo rodzice bali się nieobecności "bez powodu".
O takiej mamie jak ta z postu na Threads w latach 90. i 2000. wiele dziewczynek mogło tylko pomarzyć. Warto być wdzięcznym za to, że żyjemy teraz w takich czasach, że wreszcie normalizowane jest podejście, że miesiączka może utrudniać kobiecie codzienne obowiązki.
To pokazuje, jak ważne jest, byśmy nie lekceważyli doświadczeń młodych dziewczyn, tylko dawali im wsparcie i przestrzeń na przeżywanie okresu w taki sposób, w jaki uznają to za potrzebne. Rozmowa, empatia i zrozumienie są fundamentem budowania dojrzałych relacji między rodzicami a dziećmi. Jeśli nauczymy córki, że ich potrzeby są ważne, damy im siłę i pewność siebie na całe dorosłe życie.
