matka z dzieckiem
Zazwyczaj to rodzic ma być nauczycielem. Ale prawda jest inna. fot. Pexels.com

Patrzę na moje dziecko i coraz częściej łapię się na tym, że to ja od niego uczę się życia. W tej małej istocie jest coś, czego mi – dorosłej – od dawna brakuje. I choć bywam zmęczona codziennością, to te pięć rzeczy, których mu zazdroszczę, daje mi lekcję większą niż niejedna książka psychologiczna.

REKLAMA

Lekcje, które dostaję od własnego dziecka

Kiedy zostałam mamą, byłam przekonana, że to ja będę nauczycielką – tą, która pokazuje, tłumaczy, prowadzi. Tymczasem życie bardzo szybko odwróciło role. Okazało się, że to moje dziecko jest dla mnie największym przewodnikiem, mistrzem prostych prawd, które ja – dorosła – dawno już gdzieś zgubiłam.

Patrzę na nie i coraz częściej łapię się na tym, że zazdroszczę mu rzeczy, które w dorosłym świecie wydają się luksusem. Przede wszystkim tego, że potrafi cieszyć się chwilą. Tego, że mówi prawdę bez wstydu. Tego, że kocha bezwarunkowo.

Każdego dnia uczę się od niego czegoś nowego – i z każdym dniem coraz bardziej rozumiem, że rodzicielstwo to nie tylko wychowywanie, ale i bycie wychowywanym przez własne dziecko.

Oto 5 rzeczy, których zazdroszczę swojemu dziecku. I uczę się ich od niego codziennie

1. Umiejętność bycia "tu i teraz"

Moje dziecko nie planuje tygodni do przodu. Ono żyje w danej chwili – całym sobą.

Jeśli bawi się klockami, to nie myśli o niczym innym. Jeśli je lody, to są one najważniejszym wydarzeniem dnia. Zazdroszczę mu tej zdolności zanurzenia się w teraźniejszości.

Ja ciągle gdzieś pędzę, myślami wybiegam w przyszłość albo rozpamiętuję przeszłość. A ono uczy mnie, że szczęście dzieje się tu i teraz.

2. Radość z drobiazgów

Czasem wystarczy, że znajdzie kamyk w kształcie serca, żeby zachwycało się nim godzinami. Albo że zobaczy tęczę i biega po podwórku, jakby to był cud stulecia.

Dla mnie to tylko mały szczegół – dla niego całe uniwersum. Ta radość z drobiazgów jest jak antidotum na moje dorosłe zmęczenie. Uczy mnie, że życie nie musi być wielkie, żeby było piękne.

3. Bezwarunkowa szczerość

Moje dziecko mówi to, co czuje. Bez kalkulacji, bez masek, bez zastanawiania się, czy wypada. "Mamo, jesteś smutna?", "Mamo, kocham cię", "Mamo, źle się czuję" – to słowa, które płyną prosto z serca.

A ja? Ja często chowam swoje emocje, tłumię łzy, zakładam uśmiech, kiedy w środku krzyczę. Zazdroszczę mu tej szczerości i przypominam sobie, że prawda w relacjach jest ważniejsza niż perfekcyjny wizerunek.

4. Niewyczerpana ciekawość

"Dlaczego niebo jest niebieskie?", "Po co mamy sny?", "A skąd się biorą chmury?". Codziennie zalewa mnie falą pytań, które czasem mnie męczą, ale jeszcze częściej zachwycają.

Ono chce wiedzieć, rozumieć, odkrywać. A ja dawno przestałam pytać – przyjęłam, że "tak już jest".

Szczerze zazdroszczę mu tej iskry ciekawości, bo ona sprawia, że każdy dzień może być przygodą.

5. Umiejętność kochania bez warunków

Najbardziej zazdroszczę mu tego, że potrafi kochać bez względu na wszystko. Kiedy krzyknę, bo jestem zmęczona, ono i tak przytula się do mnie po chwili. Kiedy się spóźnię, nie ma w nim pretensji – jest radość, że w końcu jestem.

Dziecięca miłość nie stawia wymagań, nie kalkuluje, nie zadaje pytań. To czysta akceptacja. Ja też chciałabym tak kochać – bez lęku, bez oczekiwań, bez strachu, że zostanę zraniona.

Lekcja, której nie przewidziałam

Zazwyczaj to rodzic ma być nauczycielem – tak nas wychowano, tak pokazują podręczniki. Ale prawda jest inna. To moje dziecko jest moim codziennym psychologiem, terapeutą i mistrzem życia.

Te pięć rzeczy, których mu zazdroszczę, sprawia, że codziennie uczę się na nowo: być, cieszyć się, mówić prawdę, pytać i kochać. I myślę sobie, że jeśli uda mi się przejąć choć odrobinę z tej dziecięcej mądrości, to moje dorosłe życie stanie się piękniejsze.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl
Czytaj także: