mały chłopiec
Uderzył w przedszkolu, a już płacimy za diagnozę. Tak teraz zarabiają na dzieciach. fot. pl.123rf.com
Reklama.

Dzieci jako "dochodowy biznes"?

W dzisiejszych czasach rodzice coraz częściej słyszą, że ich dziecko powinno skorzystać z terapii, konsultacji czy prywatnej diagnozy. Problem w tym, że za każdą z tych usług trzeba słono zapłacić, a czasami wydaje się, że są one zalecane zbyt pochopnie. Czy to rzeczywiście konieczna profilaktyka, czy raczej sposób na biznes?

W serwisie Threads pojawił się post matki siedmiolatka, która zwróciła uwagę na ten problem. Jej słowa odbiły się szerokim echem:

"Jako matka siedmiolatka stwierdzam z pełną odpowiedzialnością, że dzieci to dobry biznes dla wszelkiej maści specjalistów. A tu jakaś terapia, jakiś logopeda, jakaś prywatna diagnoza za 800 zł, bo Jaś uderzył Maciusia w przedszkolu i takie inne historie. Okazuje się, że każde zachowanie, każdą trudność, można zakwalifikować jako konieczne do skonsultowania i bach, hajs płynie strumieniami".

Skrótowo mówiąc: cokolwiek dziecko zrobi – od razu pojawia się sugestia konsultacji u specjalisty. Zbyt energiczne? Może ma ADHD. Zbyt nieśmiałe? Może potrzebna jest terapia społeczna. Za wolno mówi? Koniecznie logopeda. A każda z tych diagnoz kosztuje, czasem nawet kilkaset złotych za jedno spotkanie.

Rodzice podzieleni: hipochondria czy potrzebna profilaktyka?

Post wywołał gorącą dyskusję w sieci. Część osób przyznała autorce rację i stwierdziła, że to część ogólnej tendencji do przesadnego diagnozowania i straszenia rodziców.

"Też to zauważyłam, ale mam wrażenie, że to jest część polskiej hipochondrii, bo dorośli też co chwilę biegają do lekarza, a reklamy w tv to głównie leki. Dziecko ma katar? Od razu najlepiej, żeby siedziało 2 tygodnie w domu. Jak powiedziałam znajomej, że córka chodzi do przedszkola z katarem, jak ogólnie dobrze się czuje, to dostałam pogadankę o tym, jak dziecko zachoruje na serce przez niedoleczona grypę...".

Niektórzy zwrócili uwagę na to, że nauczyciele przedszkolni również mają tendencję do szybkiego odsyłania dzieci do specjalistów, nawet jeśli problemem jest jedynie naturalne dziecięce zachowanie.

"Mojego młodego też tak wysyłały panie z przedszkola, raz, drugi, trzeci, bo się kłóci z kolegami. Przyjęłam do wiadomości, obserwowałam syna uważniej, specjalnie zabierałam go na 'zloty' z kolegami z grupy, niczego nie zauważyłam. Okazało się, że młody jest po prostu ruchliwy i razem z kolegami bawili się 'zbyt głośno'. Dzieci siedziały w sali całymi dniami, nie wychodziły na dwór, skąd zdziwienie? Bardzo szanuję zawód nauczyciela przedszkolnego, podziwiam tych ludzi, ale no szanujmy się".

Z drugiej strony pojawiły się głosy, że wczesna interwencja może zapobiec poważniejszym problemom w przyszłości.

"Czasami da się wychwycić coś wcześniej, żeby stanowi dramatycznemu zapobiec. Po to są konsultacje u specjalistów w swojej dziedzinie (nie u pierwszej lepszej osoby, która jest po losowych studiach kierunkowych). Właśnie po to jest ta profilaktyka".

Ktoś inny podkreślił, że największy problem zaczyna się wtedy, gdy faktycznie potrzebna jest poważna pomoc – wtedy koszty leczenia mogą być astronomiczne.

"Jak zaczynają się prawdziwe dramaty i potrzebny psychiatra za 680 zł za 50 min, to dopiero trzeba mieć wór złota".

Normalne dziecko czy nadwrażliwy system?

Ciekawy głos w dyskusji dodała osoba, która zwróciła uwagę na podejście starszego pokolenia.

"A w tym czasie moje obie ciotki (emerytowane nauczycielki polskiego i nauczania początkowego) robią duże oczy. I po co to? Normalne dziecko, zachowuje się jak dziecko, mówi jak dziecko, czego się czepiasz? PS. Dla jednej z nauczycielek mój syn jest za bardzo ostrożny i nieśmiały, dla drugiej koleżeńska gaduła. I bądź tu mądry".

Myślę, że to dobrze, że rodzice są coraz bardziej świadomi i nie bagatelizują potencjalnych problemów swoich dzieci. Wczesne zauważenie trudności i konsultacja ze specjalistą mogą pomóc uniknąć poważniejszych konsekwencji w przyszłości. Jeśli coś budzi ich niepokój, naturalne jest, że chcą to sprawdzić – i należy to docenić. Jednak warto być przygotowanym na to, że każda konsultacja czy diagnoza to również spory wydatek. Czy więc troska o dziecko zamienia się w dochodowy biznes? To pytanie, nad którym warto się zastanowić.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl
Czytaj także: