sklep Lidl
Koszmarna sytuacja w Lidlu. Ochroniarze zastraszali kobietę przez pomyłkę z croissantem. fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER/EastNews
Reklama.

To miały być szybkie zakupy. Skończyły się koszmarem

Sylwia Kim podzieliła się na TikToku swoją szokującą historią, która wydarzyła się w jednym z polskich sklepów Lidl. Kobieta wybrała się na szybkie zakupy przed pracą, nie spodziewając się, że spóźni się przez to o półtorej godziny. Wszystko przez absurdalną sytuację, do której doszło przy kasie samoobsługowej.

– Słuchajcie, to, co mnie dzisiaj spotkało w Lidlu, także Lidl Polska, mam nadzieję, że odniesiecie się do tej całej sytuacji i zainteresujecie się tą sprawą, bo uważam, że to, co się dzieje, jest nienormalne – zaczyna swoją relację Sylwia.

Kobieta wyjaśniła, że kupiła kilka podstawowych produktów, w tym pieczywo i kwiaty. Wśród nich były także trzy croissanty. Nieświadomie zeskanowała jednak jeden z nich jako tańszy odpowiednik.

– Kasowałam się na kasie samoobsługowej, pomagał mi też pan i to też widać wszystko na kamerach, bo przecież w sklepie Lidl są kamery – tłumaczy.

W momencie, gdy zakończyła transakcję i miała opuścić sklep, niespodziewanie podszedł do niej ochroniarz.

– Nagle ktoś przeskakuje przez bramkę za kasą w czapce, na czarno ubrany, taki trochę niższy mężczyzna. Ja myślałam najpierw, że to jest jakiś złodziej – wspomina Sylwia.

Mężczyzna okazał się pracownikiem ochrony i poprosił o paragon oraz pokazanie zakupionych croissantów.

– O, a ten croissant, co to jest? – miał zapytać ochroniarz, wskazując na jeden z wypieków.

Sylwia powiedziała, że myślała, że skasowała trzy maślane croissanty i nie wiedziała, że jeden z nich ma inny smak. Zaproponowała, że wyrówna różnicę w cenie. Jednak ochroniarz kazał jej udać się na zaplecze.

– Ja mówię, że ureguluję w takim razie tę różnicę, no bo pomyliłam się po prostu, kasując produkt. On, nie, proszę na zaplecze, teraz już idziemy na zaplecze – relacjonuje Sylwia.

Ochroniarze wezwali policję

Sylwia odmówiła pójścia na zaplecze, tłumacząc, że się spieszy i nie zrobiła nic złego. Ochroniarz nie zamierzał jednak odpuścić.

– Przyszedł drugi ochroniarz i on do niego: 'Skoro ona stawia opór, to dzwoń po policję’. No to on zadzwonił po policję – mówi kobieta.

Zmuszona sytuacją, poszła w końcu na zaplecze, gdzie ochroniarze zaczęli ją zastraszać.

– Mówili, że to, co ja zrobiłam, to jest przestępstwo – opowiada ze łzami w oczach Sylwia.

Po długim oczekiwaniu, na miejsce przyjechała policja.

– Policja jak przyjechała, zobaczyła mnie siedzącą na tym krześle, no to popatrzyli na mnie z takim pożałowaniem – dodaje.

Jeden z funkcjonariuszy zapytał, o jaką kwotę w ogóle chodzi.

– A ochroniarz powiedział: dwa złote. Więc policja zrobiła takie oczy, a ochroniarz powiedział: 'Dobrze, dobrze, ale zróbmy to jako kradzież' – relacjonuje Sylwia.

Atak paniki i interwencja policji

Cała sytuacja okazała się tak bardzo stresująca, że Sylwia dostała ataku paniki.

– Nie mogłam złapać oddechu, dostałam bólu w klatce, dostałam bólu w brzuchu. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Pierwszy raz miałam, słuchajcie, taką sytuację w życiu moim – wyznaje.

Policjanci ostatecznie nie sporządzili żadnej notatki i pozwolili jej odejść.

– Po tym, jak zobaczyli, do jakiego stanu zostałam doprowadzona, po prostu pozwolili mi pójść – mówi Sylwia.

Zanim wyszła ze sklepu, uregulowała brakującą kwotę – całe 1,12 zł.

– Popłakałam się. Nie byłam w stanie prowadzić, dojechać do firmy – przyznaje.

Lidl odpowiedział bonem na 20 zł

Sylwia postanowiła nagłośnić sprawę i zwróciła się także do Lidla. Jak mówi, sklep zaoferował jej bon na 20 zł.

– Dostałam bon na 20 zł do wykorzystania, więc będę szaleć na zakupach – mówi ironicznie.

– Mam tak złe wspomnienie z tym miejscem, że raczej już nie wyobrażam sobie tam jechać na zakupy, słuchajcie, po czymś takim – podsumowuje.

Burza komentarzy po historii Sylwii Kim w Lidlu

Nagranie Sylwii Kim, w którym opowiedziała o przykrej sytuacji w Lidlu, wywołało ogromne poruszenie wśród internautów. Nie zabrakło zarówno głosów wsparcia, jak i sceptycznych komentarzy.

Wielu użytkowników zastanawiało się, czy sytuacja, w której znalazła się Sylwia, była w ogóle zasadna. Jeden z komentujących ironicznie zapytał:

– Tak z ciekawości, jak mi kasjerka nabije dwa razy to samo, to też mogę dzwonić na policję o próbę oszustwa?

Podobne głosy wskazywały na absurdalność całego zajścia i sposób, w jaki została potraktowana klientka. Nie wszyscy jednak stanęli po stronie Sylwii. Część internautów uważała, że to ona zawiniła, nawet jeśli nieumyślnie. Pojawiły się komentarze kwestionujące jej intencje:

– Czyli wzięłaś dwa maślane, jeden orzechowy lub inny z innej półki i się zdziwiłaś, że ktoś cię złapał?

Ktoś inny napisał dosadnie:

– Chciałaś zaoszczędzić złotówkę?

– A ja uważam, że trudno pomylić croissanty maślane z tym z nadzieniem. Ale to oczywiście moja opinia.

"Ja też miałam taką sytuację"

Wśród licznych komentarzy znalazły się również historie osób, które przeżyły podobne sytuacje w różnych sklepach. Jedna z internautek wspomniała:

– Byłam kiedyś na zakupach w Biedronce z córeczką w wózku. Poszłam do kasy samoobsługowej i skasowałam wszystkie moje zakupy. Wychodząc ze sklepu, podbiega do mnie pan ochroniarz i prosi, żebym pokazała...

Lidl odpowiada

Cała sprawa dotarła również oczywiście do samego Lidla, który postanowił oficjalnie zabrać głos. W komentarzu pod nagraniem firma napisała:

"Bardzo przepraszamy za wszelkie niedogodności, które spotkały panią w trakcie zakupów w naszym sklepie".

Otrzymaliśmy też na skrzynkę maila od Lidla z pełnym stanowiskiem firmy Securitas, która pełni usługi ochroniarskie w tym sklepie.

"Szanowni Państwo,

W związku ze zdarzeniem z 19 marca 2025 r., do którego doszło w sklepie Lidl w Żywcu przy ul. Wesołej 89 Securitas Polska sp. z o.o. oświadcza, że przeprowadzona analiza wskazuje, że pracownicy ochrony zachowywali się zgodnie ze standardami profesjonalizmu i z poszanowaniem granic ich uprawnień wynikających z bezwzględnie obowiązujących przepisów prawa.

Zadaniem pracownika ochrony w obiekcie klienta jest zapobieganie czynom zabronionym wymierzonym w jego mienie. Nie jest on równocześnie uprawniony do kwalifikowania takich czynów ze względu na wartość zagrożonego mienia ani rozstrzygać o intencji osoby, która się takiego czynu dopuściła. System prawa zastrzega tę rolę dla organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Równocześnie, pracownik ochrony, zgodnie z bezwzględnie obowiązującymi przepisami prawa, nie jest uprawniony do odstąpienia od zawiadomienia Policji o ujęciu osoby dopuszczającej się czynu zabronionego.

Wbrew twierdzeniom uczestniczki zdarzenia, pracownik ochrony, po wylegitymowaniu się, poprosił ją o wyjaśnienie zaobserwowanej wcześniej sytuacji polegającej na umieszczeniu produktów o różnej wartości w jednej torbie. Nagranie z monitoringu potwierdza, że uczestniczka chciała się oddalić ze sklepu bez wyjaśnienia swojego zachowania. Była to główna przyczyna przeprowadzenia klientki do odrębnego pomieszczenia i wezwania na miejsce zdarzenia Policji.

Przez cały czas przebywania klientki w pomieszczeniu zaplecza, poza pracownikami ochrony, towarzyszyła jej pracownica sklepu. Nagrania z monitoringu świadczą o proporcjonalności środków podejmowanych przez pracowników ochrony. Nie miało miejsce również zachowanie, które mogłoby być zakalikowane jako zastraszanie. Materiał dowodowy nie wskazuje na jakikolwiek przejaw agresji interweniujących pracowników ochrony w stosunku do klientki. W szczególności nie zasługuje na to informowanie osoby ujętej o przyczynach ujęcia. Dobra osobiste klientki nie zostały w żaden sposób naruszone.

W związku z powyższym, w naszej ocenie, przedstawiony przez klientkę opis zdarzenia nie pokrywa się w kluczowych aspektach z udokumentowanym stanem faktycznym. W toku interwencji nie doszło do jakiegokolwiek naruszenia przepisów prawa lub zasad profesjonalizmu".

Otrzymaliśmy jeszcze jedną wiadomość ze stanowiskiem Lidl Polska. Jej treść publikujemy poniżej.

"Szanowni Państwo,

niezwłocznie po zgłoszeniu zdarzenia przez klientkę w mediach społecznościowych rozpoczęliśmy jego wewnętrzną weryfikację.

Z dokumentacji i nagrania przekazanych nam przez firmę ochroniarską sklepu w Żywcu wynika, że w zaistniałej sytuacji, tj. podejrzenia kradzieży, została wdrożona standardowa procedura, obejmująca m.in. rozmowę z ochroniarzem.

W sytuacji, gdy klientka/klient nie wyraża chęci wyjaśnienia sytuacji i nie współpracuje z ochroną, na miejsce zostaje wezwana Policja. W przytoczonej sytuacji, po interwencji służb klientka uregulowała należność za zakupiony produkt. Zapewniamy, że komfort i zadowolenie naszych klientów zawsze są dla nas priorytetem".

Co sądzicie o całym tym zamieszaniu?

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl
Czytaj także: