"Mam pacjentki, których zdrowie psychiczne i pewność siebie w rodzicielstwie znacznie się poprawiły, gdy spędzały mniej czasu w mediach społecznościowych".
"Mam pacjentki, których zdrowie psychiczne i pewność siebie w rodzicielstwie znacznie się poprawiły, gdy spędzały mniej czasu w mediach społecznościowych". Fot. Pexels.com
Reklama.

Poświęcenie

Sharon Hays pierwsza pisała o "ideologii intensywnego macierzyństwa" charakteryzującego się poświęceniem i taką energią, aby opieka i wychowanie miały wymiar "właściwy".

To wtedy pierwszy raz padły słowa: intensywne rodzicielstwo.

Raquel Herrero-Arias, doktor, badaczka dzieci i rodziców na Uniwersytecie w Bergen w Norwegii, współcześnie dotyka kontekstu intensywnego rodzicielstwa, zakładając, że jego nadużywanie może prowadzić do krzywdy całej rodziny*.

Co właściwie mieści się w definicji intensywnego rodzicielstwa? Pełne zaangażowanie rodzica w życie dziecka, poświęcenie własnych pasji, pracy, zajęć. Osadzenie dziecka w centrum życia rodziny, obrona go do tego stopnia, że przekraczamy granice innych, np. nauczycieli.

Bycie przy dziecku w każdej minucie jego życia, lęk o to, by zostawić go pod opieką innego odpowiedzialnego dorosłego. Angażowanie się we wszystkie jego zajęcia, od nauki, pasji, po czas wolny.

I wreszcie chyba najważniejsze: intensywne rodzicielstwo w kontekście naszych czasów to przede wszystkim tak silne koncentrowanie się na dobrostanie emocjonalnym dziecka, że brak w nas przestrzeni na cokolwiek innego.

Nie wiem, jak dla was, ale dla mnie to wszystko brzmi znajomo. Napisałabym nawet: boleśnie znajomo.

Czynniki

Istnieje ogólnie naszkicowana lista czynników, które mogły przyczynić się do rozwoju tego konkretnego nurtu wychowania. Wśród nich wymienia się:

  • Media społecznościowe i związana z nimi presja
  • Wzrost oczekiwań wobec postaw rodzicielskich
  • Unikalny bagaż pokoleniowy i pragnienie zmiany schematów
  • Typ osobowości.
  • Dr Anne Welsh psycholog kliniczny i specjalistka w zakresie zdrowia psychicznego matek, pisze w swoich publikacjach: "Większość z nas wie, na poziomie poznawczym, że media społecznościowe to zbiór wybranych kadrów – mały wycinek tego, co się naprawdę dzieje. Jednakże ta ciągła ekspozycja na inne sposoby robienia rzeczy – pozornie idealne sposoby – zaczyna mieć na nas wpływ".

    I kontynuuje: "Mam pacjentki, których zdrowie psychiczne i pewność siebie w rodzicielstwie znacznie się poprawiły, gdy spędzały mniej czasu w mediach społecznościowych".

    Znowu o wzroście oczekiwań społecznych wobec figury rodzica dr Welsh mówi: "Istnieje oczekiwanie, że jesteśmy doskonale regulowani emocjonalnie, nieskończenie dostępni i zawsze obecni. Choć mogą to być godne pochwały cele, to jednak nie są rzeczywistością".

    Dokąd zmierzamy?

    Całkowicie rezonują ze mną te zdania, pierwsze wnioski z nieśmiałych badań, raportów. Oczywiście, nikt nie chce powiedzieć wprost: "Poświęcanie się dla dziecka może być dla nas krzywdzące". To trudne, to kontrowersyjne, to nie czarno-białe.

    Ja mam absolutnie typ osobowości skorelowany z intensywnym rodzicielstwem, widzę bardzo wiele w swoim macierzyństwie znamion takiego stylu. I sama nie wiem, co dalej. W sensie czuję tę presję niekończącą się (i głównie narzuconą samą sobie) i czuję napięcie chroniczne. I chciałabym bardzo jakoś to uwolnić i nie wiem, jak bardzo jest to związane z moim macierzyństwem.

    Pragniemy przełamywania schematów, doceniamy, jakie mamy możliwości i myślę, że nasz intelekt i instynkt szepcze nam: "Wykorzystaj to, dobrze". Tylko że w jakiś sposób znowu wpadliśmy we własne pułapki. Staliśmy się niewolnikami tej roli poniekąd? I czy naprawdę, jeżeli przeżyjemy w tym napięciu 20 lat, to wpłynie to korzystnie na nasze dzieciaki?

    Obawiam się, że musimy szukać dalej. Wziąć z tego zaangażowania jak najwięcej i szukać dalej odpowiedzi, jakie ścieżki dla siebie obrać.

    *Źródło: parents.com

    Czytaj także: