Szkoła
Rodzice "dręczą" nauczycieli nieustannymi wiadomościami. fot. Karol Makurat/EastNews
Reklama.

Co za czasy?

"Kiedyś nauczyciel kończył pracę i wychodził ze szkoły. Dziś to niemożliwe. Telefon wibruje od rana do nocy. Librus świeci na czerwono. 'Dlaczego moja córka dostała czwórkę, a nie piątkę?', 'Czy może pani przesunąć termin sprawdzianu?', 'Mój syn zgubił zeszyt, co teraz?'. Są też wiadomości bardziej osobiste: 'Moje dziecko jest zestresowane, co pani zamierza z tym zrobić?', 'Czy nie uważa pani, że ta lektura jest zbyt trudna?'.

Rodzice oczekują natychmiastowej reakcji. Jeśli nie odpowiem w ciągu kilku godzin, dostaję kolejną wiadomość z pytaniem, czy przeczytałam poprzednią. Mam wrażenie, że niektórzy zapomnieli, że nauczyciel też ma życie prywatne.

Dziecko nie oddało projektu – tata chce negocjować nowy termin. Ocena nie jest satysfakcjonująca – rodzic żąda wyjaśnień, a czasem wręcz sugeruje, że jestem niesprawiedliwa. Są i tacy, którzy oczekują, że to ja będę pilnować ich dziecko – przypominać mu o zadaniach, wysyłać dodatkowe materiały, tłumaczyć jeszcze raz to, czego nie chciało słuchać na lekcji.

Są też wiadomości późnym wieczorem. O 21:00 dostaję pytanie: 'Czy mogłaby pani podać temat lekcji, bo moje dziecko nie zanotowało?'.

A jeśli przemilczę? Rodzic potrafi napisać jeszcze raz. I jeszcze raz. Czasem po kilku godzinach przychodzi wiadomość: 'Dlaczego pani ignoruje moje wiadomości?'. A ja po prostu jestem człowiekiem. Mam rodzinę, swoje życie, chcę odpocząć. Ale w świecie Librusa nauczyciel musi być zawsze dostępny.

Marzę, by wyjść z pracy i zamknąć drzwi. By nauczyciel znów był nauczycielem w szkole, a po pracy mógł odpocząć, jak każdy inny człowiek. Bo teraz to nieustanne czuwanie. Szkoła przestała mieć dzwonek kończący lekcje – nauczyciel jest dostępny 24/7. A ja pytam: kiedy to się skończy?".

Chcesz podzielić się ze mną swoją historią? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@mamadu.pl
Czytaj także: