Chłopiec je popcorn.
Współczesne pokolenie poradzi sobie w życiu. fot. nikolay100/123rf

Zastanawiam się, czy nie wychowujemy pokolenia małych negocjatorów, mistrzów argumentacji, którzy potrafią przekonać do swoich racji nawet najbardziej opornych (w tym mnie). Spryt i przebiegłość mojego syna sprawiły, że w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Hola, hola... on tak na serio?

REKLAMA

Tematem dzisiejszego tekstu będzie on: popcorn. Niby taka niewinna i fajnie chrupiąca w ustach przekąska, a tyle "namieszała" w naszym życiu. To właśnie ona stała się koronnym dowodem sprytu mojego syna, który jest przedstawicielem współczesnego pokolenia.

Spryt i przebiegłość

W naszym domu popcorn to rarytas, którego nie jemy na co dzień. To raczej odstępstwo od w miarę zdrowego i zbilansowanego odżywiania. Staram się, by mój syn jadł zrównoważone posiłki, pełne warzyw i owoców, ale wystarczyło, że gdzieś usłyszał o magicznym błonniku, który znajduje się w popcornie, a już wyciągnął najcięższe działa.

– Mamo, ale wiesz, że popcorn ma błonnik? A błonnik jest zdrowy! – oznajmił z miną małego geniusza. Gdzie oni się tego uczą?

To fascynujące, jak dzieci potrafią wychwycić z otaczającego świata informacje, które im się przydadzą. Mają wbudowany system wyszukiwania słów (kluczy), które otwierają im drzwi do upragnionych celów? Nie mam pojęcia, jak to działa.

Magiczne zaklęcie

Błonnik – to słowo brzmi jak zaklęcie, które zamienia zwykłą przekąskę w superfood. Pamiętam, jak sama jako dziecko zajadałam się popcornem, nie myśląc o jego wartościach odżywczych. To była po prostu przyjemność, chwila relaksu przy ulubionej bajce. Teraz, dzięki błonnikowi, popcorn urasta do rangi niemalże "dietetycznego cudu".

Zaczynam się zastanawiać, skąd w moim dziecku tyle sprytu? Może za bardzo skupiam się na edukowaniu w kwestii zdrowego odżywiania? Może zbyt często podkreślam rolę błonnika, witamin i minerałów, nie zdając sobie sprawy, że moje słowa zostaną użyte przeciwko mnie? A może to po prostu naturalny etap rozwoju dziecięcego umysłu, który uczy się wykorzystywać dostępne narzędzia do osiągania swoich celów?

Z jednej strony to budujące, że mój syn "interesuje się" zdrowym odżywianiem. Ale z drugiej, nie mogę pozbyć się wrażenia, że w tym wszystkim jest mnóstwo manipulacji. Ten niewinny popcorn, który gości u nas od weekendu, nagle staje się symbolem zdrowia i dobrego samopoczucia. A wszystko to dzięki jednemu słowu – błonnik. Czy to nie jest trochę podejrzane?

Jedno jest pewne: dzieci nieustannie nas zaskakują. Ich zdolność do wykorzystywania informacji jest imponująca. A ten skromny popcorn, jest tylko jednym z wielu dowodów na to, że wychowujemy pokolenie małych strategów i przebiegłych lisów.

Co o tym myślisz? Napisz, proszę do mnie na adres: klaudia.kierzkowska@mamadu.pl
Czytaj także: