Schronisko, które ledwie wiąże koniec z końcem. Telefon. Mała dziewczynka drżącym głosem pyta, czy może oddać pieska. Nie chce tego robić, ale nie pozostawiono jej wyboru. Przedstawiciele schroniska zapamiętują z rozmowy zdanie: "On jest dla mnie jak brat, śpi ze mną, je ze mną".
Reklama.
Podobają Ci się moje artykuły? Możesz zostawić napiwek
Teraz możesz docenić pracę dziennikarzy i dziennikarek. Cała kwota trafi do nich. Wraz z napiwkiem możesz przekazać też krótką wiadomość.
Na profilu schroniska dla zwierząt "Psi raj" w Pasłęku pojawiło się ogłoszenie. Przedstawiciele miejsca pisali o telefonie, który otrzymali kilka dni wcześniej od młodej dziewczynki. Miała prosić o możliwość oddania 10-miesięcznego pieska, po tym, jak rodzice kazali jej to zrobić.
Post spotkał się z intensywnymi reakcjami internautów. Niektórzy z nich nie czują potrzeby, by ugryźć się w język, piszą wprost: "Trauma dla dziecka na całe życie", "Jak można robić taką krzywdę nie tylko psu, ale własnemu dziecku?".
Komentarzy w podobnym tonie (i nieco ostrzejszym) jest więcej.
Nie umiem się im dziwić, nie umiem myśleć inaczej.
Rozczarowania powszednie
To nie pierwszy raz, kiedy czuję rozczarowanie ludźmi. Z każdym kolejnym wcale nie jest łatwiej zrozumieć, zaakceptować. Wręcz przeciwnie, wciąż boli to, jak wiele mamy jeszcze do przepracowania jako gatunek.
Myślę jednak o dziewczynce i o tym kudłatym stworzeniu i mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. Znajdą w sobie siłę, by się rozstać, a potem, by rozstać się z traumami, które przecież każdy z nas przeżył.
Z oficjalnego komunikatu przedstawicieli schroniska dowiadujemy się, że pies został adoptowany przez sąsiadkę dziewczynki. Nie będą mieli do siebie daleko…